W filmie „Trzech kumpli” jesteśmy świadkami instrukcji esbeka na temat tego, co trzeba mówić w razie wpadki. Należy wtedy wygłosić z przekonaniem i patrząc prosto w oczy oskarżycielom magiczne zaklęcie, „komu wierzycie, mnie czy SB?”
Prosta i zarazem genialna odpowiedź, która odsuwa na bok wchodzenie w szczegóły, analizy, dyskusje i inne niebezpieczne następstwa. Z góry wyklucza scenariusz, w którym podejrzany się tłumaczy. Cudowny środek przecinający wszystko w zarodku. Wstać, wyrecytować z oburzeniem i najlepiej wyjść trzaskając drzwiami. Najlepiej, jeżeli takiej sytuacji towarzyszy inny tajny współpracownik. Może on zasiać wątpliwość, wzbudzić wyrzuty sumienia u demaskatorów i ponowić zapytanie„komu wierzycie, jemu czy SB?”, . Potem można oczywiście zwrócić się o dalsze instrukcje do oficera prowadzącego.
Wytrawny szpicel Maleszka na pytanie dziennikarek, co by zrobił w razie wpadki recytuje bez zastanowienia i tym razem bez zająknięcia esbecką formułkę „w razie wpadki powiedziałbym:, komu wierzycie mnie czy jakimś esbekom?”.
Tak się głupio złożyło, że w dni poprzedzające emisję filmu w TVN, od rana do wieczora zadawano nam to właśnie pytanie, Komu wierzycie, legendzie Solidarności Lechowi Wałęsie czy SB?”. Oprócz Lecha Wałęsy powtarzającego to pytanie jak mantrę, esbecką formułkę recytowały „autorytety” i kwiat dziennikarstwa.
Pierwsza zmasowana próba sparaliżowania wielkiej wsypy nastąpiła, jeszcze zanim wraża publikacja ujrzała światło dzienne. Cała linia obrony człowieka, co to sam obalił komunę, bo nie miał ludzi i przechytrzył całą esbecję brzmiała, „ komu wierzycie…itd?”
Zamiast rozmowy o konkretach i wchodzenia w niebezpieczne i podejrzane niuanse, z wielu znanych ust padało sakramentalne ,„komu wierzycie Wałęsie czy SB?”.
Oj trzeba w końcu otworzyć te archiwa. A może na początek zlustrujmy samych dziennikarzy?
Tylko tak właściwie, po co? Jest w końcu tyle innych środowisk, które w ich obronie zakrzykną zgodnym wytrenowanym chórem, „komu wierzycie dziennikarzom, czy….”
Zamknijmy na chwile oczy i przywołajmy sobie w pamięci te osoby i wytłuszczone nagłówki niektórych gazet, które w ostatnich dniach bombardowały nas tym pytaniem prosto z instrukcji SB.
Może trochę to rozjaśni niektóre umysły? A może to tylko dziwny zbieg okoliczności?
Odpowiedzcie, więc sobie na pytanie blogerzy, komu wierzycie? „Autorytetom” i „Wielkiemu Architektowi Przemian” czy dokumentom i łajniakom?
Nie ma co tu dużo gadać, mamy 2008 rok, a niektóre wytyczne i instrukcje SB dalej obowiązują i sprawdzają się znakomicie


Komentarze
Pokaż komentarze (14)