Ci, którzy kochają platformę dla Tuska, Chlebowskiego, Schetyny i Kopacz oraz ci, którzy kibicują platformie z wdzięczności za odsunięcie PiS-u od władzy, wprawiają mnie w zdumienie. Ani się obejrzymy jak minie rok władzy partii miłości, której uosobieniem staje się Niesiołowski i Palikot, a tekstów merytorycznych, pokazujących osiągnięcia rządu i ewidentne przewagi nad kaczorami po prostu nie ma. Jeszcze w powyborczej euforii pisali o pierwszych stu dniach, które wstrząsną światem. Właśnie te pierwsze sto dni według zgodnego chóru specjalistów to miał być czas, w którym każda, faktycznie reformatorska ekipa realizuje swoje sztandarowe pomysły. Trwało nerwowe obgryzanie paznokci i odliczanie do spektakularnego otwarcia szuflad pełnych pomysłów.
Mija osiem miesięcy, a z sześciuset boisk zaplanowanych na ten rok, z wielkim hukiem przecięto wstęgę na jednym, a ceremonia do złudzenie przypominała uroczystości z przekazania trasy Katowice-Warszawa Edwardowi Gierkowi. W obu przypadkach nazajutrz rozpoczął się remont, a cala hucpa miała propagandowy charakter.
Donald Tusk zapowiada, że „już jesienią” trafią do laski marszałkowskiej kluczowe i sztandarowe projekty ustaw. Tylko, że to już będzie niemal rok od przejęcia władzy. Dziennikarze jednak nie pastwią się na premierem, choć na usta cisinie się pytanie, ile może trwać opróżnianie pełnych ponoć szuflad z gotowymi ustawami?
Przez dwa lata trwało w mediach i tu w salonie punktowanie ekipy Kaczyńskiego wzbogacone wyśmiewaniem aparycji minister Fatygi, wzrostu premiera, który od przystojniaka Kwaśniewskiego jest niższy o cały jeden centymetr.
A co mamy dzisiaj? Nic. Na salonie bez zmian.
Wrogowie PiS-u i ci zakochani w platformie dalej rąbią to samo drzewo, które wydawać by się mogło zostało ścięte już jesienią.
Nie ma zawiedzionych, rozczarowanych i szczerze wk…ch tym, że to, co się dzieje nijak ma się do obietnic wyborczych. Nikt nie pęka, nie daje się złamać, nie idzie na współpracę ze zdrowym rozsądkiem i prawdą widoczną gołym okiem.
Mamy do czynienia z omertą wśród zawiedzionych, oszukanych i skompromitowanych nieudolnością ekipy PO-PSL.
Obcujemy z twardzielami, którzy nie splamią się kolaboracją z namacalną rzeczywistością i obiektywizmem, a wolą przez cztery lata żyć wspomnieniami kaczystowskiej junty.
Ta złość i wstręt do pisania prawdy o swoich pupilach powoduje takie rozgoryczenie, że jesteśmy niestety skazani na to, że ciągle jak gdyby nigdy nic królować będą w tekstach stali chłopcy do bicia: Kaczyńscy, Ziobro, Macierewicz, Fotyga, Kurski, jednym słowem wraży PiS.
Moi drodzy niedługo będziemy obchodzić pierwszą rocznicę miłościwie nam panujących.
Napiszcie kilka słów prawdy, nie o wstrętnych kaczorach, ale o obecnym rządzie.
Kto będzie pierwszym sprawiedliwym?


Komentarze
Pokaż komentarze (20)