„Totalitarysta”, „oszust intelektualny” to określenia użyte przez Kisiela i Herberta w stosunku do Adama Michnika. Dziś możemy z całą pewnością stwierdzić, że obaj panowie mieli rację. Zafascynowany w młodości walterowskim harcerstwem Kuronia Michnik, czuł od najmłodszych lat słabość do komunizmu. Demokracja, którą później wycierał sobie gębę to było tylko modne słowo klucz, za którym kryła się chęć zawłaszczenia Polski przez dwa środowiska, komunistów i lewicę laicką skupioną wokół UW i GW. Totalitarysta Michnik przez lata demokracją nazywał niszczenie wszystkiego, co polskie, katolickie, i tradycyjne.
Te 10 milionów Polaków stojących za Solidarnością musiało spędzać mu sen z powiek, zwłaszcza, że na sztandarach pojawiała się Matka Boska, Papież i antyrosyjskie akcenty.
Nie o taką Polskę chodziło Michnikom, Geremkom, Smolarom i Kuroniom. I tu można powiedzieć znaleźli dozgonnych sojuszników wśród komunistów widzących zagrożenie z tej samej strony. To były podwaliny „polskiej demokracji” według komunistów i michnikowej ferajny.
Najlepiej o tym świadczy fragment szyfrogramu ambasadora NRD w Polsce Neubauera odnaleziony a archiwach STASI.
Część decydujących doradców "Solidarności" rozpoznała już obecną sytuację i wie o zmianie sytuacji. Mają więcej strachu niż zakładaliśmy i zaczynają ratować skórę. Właśnie miałem osobliwą rozmowę z szefem ekspertów "Solidarności" Geremkiem (ścisłe kontakty z międzynarodówką socjaldemokratyczną, osobiste kontakty z Kreisky'm i innymi). Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy "Solidarnością" w obecnej formie a socjalizmem realnym już niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieuchronna. Wybory do rad narodowych muszą zostać przesunięte. Aparat "Solidarności" musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji „Solidarność” mogłaby na nowo powstać, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego oblicza i bez ambicji sięgnięcia po władzę. Być może - kontynuował Geremek - tak umiarkowane siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane. Po konfrontacji nowa władza państwowa mogłaby w innej sytuacji politycznej kontynuować pewne procesy demokratyzacyjne.
Analizując wszystko na chłodno, to uświadommy sobie, że plan Geremka został wprowadzony w życie. Dzięki temu środowisku mało brakowało, że pierwszy polski rząd po obaleniu komunizmu byłby tragikomedią na niespotykaną skalę. W podobno wolnej i demokratycznej już Polsce prezydent, zaprzaniec i renegat Jaruzelski desygnował na premiera drugiego bandytę, niejakiego Kiszczaka.
Żaden średnio przyzwoity rodak nie byłby zdolny do takiego perfidnego numeru. Chyba, że był wcześniej na garnuszku komunistycznej bezpieki lub nie czuł więzi z tym krajem i narodem.
Inaczej patrzę dzisiaj na rekonesans wyrachowanego Adama Michnika po archiwach bezpieki w towarzystwie dwóch TW. Monopolizacja tej wiedzy tajemnej pozwoliła na trzymanie w szachu agentury. O jednych nadredaktor wiedział wszystko, inni przypuszczali, że wie.
I tak narodził się autorytet niepodważalny, intelektualny oszust i dyktator, myślący, że po wsze czasy będzie pociągał za sznurki i ogłupiał zdezorientowany naród.
Bijących mu pokłony nigdy nie brakowało. Ciągnęli w postaci autorytetów perfidni szpicle, że wspomnę tylko księdza Czajkowskiego czy Andrzeja Szczypiorskiego.
Służenie Michnikowi zapewniało spokojny sen kapusiom, splendory, nagrody i uznanie agorowych władców.
Wychwalani i podziwiani przez GW przekręciarze i wzory przedsiębiorczości Baksik i Gąsiorowski powtórzyli z powodzeniem oscylatorowy przekręt według izraelskiego pierwowzoru, po czym najprawdopodobniej pod parasolem Mosadu czmychnęli do Tel Awiwu. Kilkudniowe dni bez ceł, zapewniały powstawanie z dnia na dzień wielkich fortun. Transformacja odbywała się pod ochronnym kloszem rycerzy wolności i demokracji z Czerskiej.
Adam Michnik okazał się wielkim szkodnikiem i antypolakiem.
Kpiąc sobie z milionów przyzwoitych Polaków, zaangażował w swojej redakcji pod pseudonimem „Elem” moralne zero i dno etyczne. Nic w tym dziwnego. W swej nienawiści i obawie przed moherową, katolicką i patriotyczną Polską zawierał już nie takie sojusze. Żałosne jest to, że obwieszony jak sowiecki sierżant orderami, demokrata Michnik dla realizacji swych planów zawierał sojusze ze zdrajcami Polski Jaruzelskim i Kiszczakiem, a w swojej redakcji korzystał z usług komunistycznego szpicla, któremu tylko zmienił pseudonim. Dzisiaj podczas kolegium redakcyjnego w Gazecie Wyborczej powinny z ust naczelnego paść słowa podobne do tych, które wypowiedział swego czasu premie Węgier
"Kłamaliśmy rano, kłamaliśmy wieczorem.. Chcieliśmy oszukać ten naród. Nie możecie mi podać ani jednej rzeczy, z której moglibyśmy być dumni, poza tym, że mieliśmy władzę".
Rezygnacja z kupowania Gazety Wyborczej powinna stać się powszechnym aktem patriotycznym. Całe to środowisko wraz z licznymi przybudówkami powinno wylądować na śmietniku historii jako banda antypolskich szkodników.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)