Szkoda, że w sejmowej komisji śledczej do spraw nacisków nie zasiada już przesławny mecenas Widacki. Niestety już tylko grzebiąc w jakimś archiwum można będzie obejrzeć taki oto charakterystyczny obrazek.
Głos zabiera poseł Jacek Kurski. Nad uchem Sebastiana Karpiniuka pochyla się wybitny mecenas i szepce mu coś do ucha. W miarę jak mówi, na twarzy posła PO pojawiać się zaczyna szelmowski uśmiech, a prawa dłoń wędruje do góry sygnalizując chęć zabrania głosu. Później następuje jakaś błyskotliwa riposta, jak na przykład zaproponowanie członkom komisji z PiS stanowisk woźnych w sejmie.
Po wczorajszych rewelacjach „Dziennika” widać jak na dłoni, że liderem w recytowaniu na pamięć wytycznych rządowego centrum propagandy jest nie kto inny, jak poseł Sebastian Karpiniuk. Jako prymus i nadzieja PO poseł ten nie zmieniał nawet przecinka czy kolejności wyrazów w zdaniach hasłach zadanych na dany dzień.
Zawsze zastanawiałem się, według jakiego klucza władze PO wyłaniają tych, którzy mają zabierać głos w mediach. Brakowało mi zawsze kilku parlamentarzystów z platformy, którzy intelektualnie moim zdaniem górują nad tymi lansowanymi, mają swoje zdanie, a w mediach ślad po nich zaginął.
Dzisiaj sprawa stała się jasna. Podstawowym kryterium jest umiejętność szybkiego uczenia się na pamięć i natychmiastowego recytowania zaleceń Donalda Tuska.
Jedynie Janusz Palikot uważany za oryginała i ekscentryka, mimo iż trzymał się ściśle wytycznych rządowych, mówiących, że trzeba walić jak w bęben w Prezydenta RP, wykazywał się własną inwencją i przemawiał własnymi słowami. Jako bliski znajomy naszego premiera rozumiał doskonale, o co chodzi jego przyjacielowi Donaldowi i co mu w duszy gra.
Ośmieszyć, zdyskredytować, wydrwić, poniżyć znienawidzonego kaczora – to prawdziwe zadania Janusza Palikota do wyborów prezydenckich, a nie jakaś tam komisja „Przyjazne państwo”.
Wielu z nas jednak komisja ta będzie się zawsze kojarzyła z dorosłym mężczyzną i posłem na Sejm RP, który przed kamerami wspina się na dwie sterty jakiś dokumentów i chybocząc się na nich coś tam bąka o wszechpotężnej biurokracji. Nikt oczywiście tego nie słucha tylko z bijącym sercem obserwuje czy ten współczesny sejmowy linoskoczek dotrwa do końca czy spadnie.
Miał być cud, a jest cyrk.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)