W wolnym i demokratycznym kraju rozpalone dziennikarskie głowy relacjonowały swego czasu manifestacje zwolenników rządów PiS-u i jego przeciwników z PO na czele. Licytowano się czy było to dziesięć czy dwadzieścia tysięcy uczestników.
W wolnym demokratycznym kraju media nie mogą pominąć tysiącosobowej parady gejów i lesbijek. Dlatego już wcześniej informują, kiedy, gdzie i o której godzinie wydarzenie będzie miało miejsce, a w trakcie imprezy możemy liczyć na relacje na żywo.
W wolnym demokratycznym kraju podczas trwania ostatniego reżimu i po ujawnieniu taśm Beger oraz nocnej konferencji prasowej obrońców demokracji z PO i SLD mogliśmy naocznie obserwować jak pod sejmem rosło miasteczko namiotowe złożone w szczytowym momencie z trzech namiotów i ośmiu członków młodzieżówki PO.
W wolnym i demokratycznym kraju media nigdy nie pominą kilkudziesięciu feministek czy zwolenniczek aborcji na życzenie, walczących o swoje prawa.
A co powinny zrobić media w wolnym, demokratycznym kraju, kiedy wśród deszczu i lecących z nieba piorunów zgromadzi się na jednym skrawku polskiej ziemi pół miliona obywateli tego kraju przybywających z różnych miejscowości od Bałtyku po Tatry?
Otóż z jakiś powodów w wolnym demokratycznym kraju wszystkie media wyraźnie przemilczają takie wydarzenie.
Rzeczpospolita informuje na czwartej stronie drobnym druczkiem w rubryce „w skrócie” o spotkaniu słuchaczy Radia Maryja na Jasnej Górze. Inni milczą.
Nie neguję tego, że Polska jest wolnym i demokratycznym krajem.
Zastanawiam się jednak czy wolne i demokratyczne są polskie media? A jeżeli nie są, to czy ta wolność i demokracja w Polsce to nie są określenia trochę na wyrost?
Może wystarczyłoby mówić o demokracji fasadowej i sterowanej?
Na pluralistycznym S24 jakoś również półmilionowe zgromadzenie rodaków w Częstochowie nie zaistniało.
Pewnie dlatego, że nikt się o tym nie dowiedział z wolnych mediów w demokratycznym i wolnym kraju.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)