0 obserwujących
18 notek
27k odsłon
  3633   0

Jak ekipa chroniła Jaruzelskiego - wywiad z Pawłem Kowalem

- Starałem się wgryźć w klimat epoki nie tylko jako historyk, ale też jako zainteresowany widz - mówi Paweł Kowal o pracy nad swoją nową książką "Koniec systemu władzy". Analizuje w niej sytuację z ostatnich lat PRL i stara się znaleźć źródła późniejszej sytuacji w Polsce. Zapraszamy do lektury wywiadu z autorem.

 

Jest pan politykiem, w dodatku politykiem prawicowym. Nie miał Pan oporów przed rozmowami z np. Wojciechem Jaruzelskim?

Długo opierałem się przed tą rozmową. W końcu prof. Jan Kofman, promotor mojej pracy doktorskiej, od której zaczął się pomysł na książkę, przekonał mnie, że powinienem porozmawiać z Jaruzelskim. Udało zdobyć się kontakt, umówienie się nie sprawiło większego problemu.

Jak wyglądało pierwsze spotkanie?

Wojciech Jaruzelski przyjął mnie w biurze, był bardzo uprzejmy. Usiedliśmy przy kawie z mlekiem. Rozpoczął rozmowę od tego, że właściwie nie lubi siły politycznej, którą reprezentuję. Jak tłumaczył, zdecydował się na rozmowę ze mną, bo „jak na Prawo i Sprawiedliwość jest Pan dość umiarkowany”. Powiedziałem od razu żebyśmy współczesne sprawy polityczne odłożyli na bok. Chciałem rozmawiać o tym jak on postrzega ostatnie lata komunizmu, jego relacje z innymi osobami w elitach władzy.

W tym momencie generałowi Jaruzelskiemu zadzwonił telefon. Okazało się, że Czesławowi Kiszczakowi spaliła się willa na Mazurach…

Z generałem Kiszczakiem też pan rozmawiał.

W książce stawiam tezę, że Kiszczak był prawie równoprawnym partnerem w rozgrywkach lat 80-tych. Jaruzelski w sensie symbolicznym organizował całe państwo, był i jest „pomnikiem”, do którego wszyscy się odnoszą. Jednak wpływy Kiszczaka były ogromne. Zresztą uważam go za jednego z najsprytniejszych organizatorów władzy w historii współczesnej Polski. Kiszczak spiął w swoich rękach właściwie wszystkie służby specjalne. Od czasu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego takiej koncentracji władzy w Polsce nie było. Miał duży wpływ na Ministerstwo Spraw Zagranicznych i niektóre sektory gospodarki, dobrze poukładane kontakty z Kościołem i niektórymi przedstawicielami świata kultury. To wszystko sprawiało, że Kiszczak, który na początku lat 80-tych był dość świeży w polityce, w ciągu kilku lat zbudował imperium.

Jeżeli spytamy, czy można wyobrazić sobie władzę Kiszczaka bez Jaruzelskiego to myślę, że odpowiedź brzmi nie. Sądzę, że generał Jaruzelski przywykł do tego, że jest na szczycie piramidy władzy i nie chce dzielić się z Kiszczakiem tą rolą.

Czyli możemy mówić o „kulcie jednostki” Jaruzelskiego i pozostającym w jego cieniu Kiszczaku?

Jaruzelskiego otacza swego rodzaju kult. W niczym nie przypomina on natomiast czasów stalinowskich, jest w pełni stworzony z „polskich produktów”. To się zaczęło w czasie stanu wojennego i w dużym stopniu było zasługą Wiesława Górnickiego i Jerzego Urbana, jego dwóch głównych propagandzistów. Stworzyli pewne wyobrażenie Jaruzelskiego jako człowieka, który ma dylematy, który bardzo długo rozważa swoje decyzje i jest zlepkiem bardzo polskich elementów. Podkreślano jego przywiązanie do chrześcijaństwa, ziemiańskie pochodzenie, doświadczenia wojenne, mundur, umiłowanie poezji narodowej, skłonność do walki z przywarami narodowymi. Także pobyt na Sybirze był sygnałem wysłanym jednocześnie w dwóch kierunkach: do komunistów, że jest jak jeden z „Czterech pancernych” oraz do antykomunistów, że przeszedł Sybir. Ważnym elementem tego obrazu była np. walka z alkoholizmem. Pozwalało mu to porozumieć się z dwoma ważnymi postaciami tamtego czasu, Glempem i Gorbaczowem.

Ważnym elementem książki jest kwestia stosunków Kościołem. Czy faktycznie odgrywał on tak istotną rolę? Cytowany w książce Stanisław Ciosek stwierdza wprost, że ekipa Jaruzelskiego przeceniła znaczenie Kościoła.

We wszystkich rozmowach przeprowadzonych na potrzeby książki zawsze pojawiała się ta kwestia. Kościół odgrywał szczególną rolę. Polska ekipa pierestrojkowa miała przez swoje uwikłania biograficzne szczególny sentyment do Kościoła. Często były to osoby pochodzące ze wsi, czyli środowiska, w którym duchowni odgrywali znaczącą rolę. Potem Kościół był prześladowany przez komunistów i ekipa pieriestrojkowa, chociaż nie zaprzestała represj,i to jednak „ciągnęło” ją do porozumienia z biskupami, jakby zamknięcia jakiegoś rozdziału także swoich biografii.

Ten sam Stanisław Ciosek bardzo otwarcie postawił sprawę i powiedział, że „my prawie wszyscy byliśmy ministrantami albo mieliśmy iść na księży”. Tej ekipie towarzyszyło przekonanie, że bez Kościoła nie można rządzić Polską.

Drugą sprawą było doświadczenie Gomułki. Jaruzelski uważał, że Gomułka popełnił jakieś poważne błędy w stosunkach z kard. Wyszyńskim i było to w pewnym stopniu źródło jego późniejszego upadku. Że nie był wdzięczny Wyszyńskiemu za jego postawę w 1956 roku, a wręcz rozpoczął z nim walkę. Jaruzelski podtrzymywał walkę ideologiczną, ale jednocześnie próbował dogadać się z biskupami. Przykładał do tego wielką wagę i głęboko analizował sytuację w Kościele. Zaczytywał się w kazaniach nawet mało znaczących politycznie księży, czytał analizy dotyczące dokumentów papieskich, w sprawach społecznych Kościoła był na bieżąco jak mało kto spośród przywódców Polski nawet po 1989 roku.

Lubię to! Skomentuj51 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura