Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl
201
BLOG

Paweł Bała: Postpolityka zmęczonych

Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl Polityka Obserwuj notkę 0

 

 

Właściwie to dobiegł końca proces rejestracji list wyborczych w wyborach do Parlamentu Europejskiego 2009. Będą one miały charakter wybitnie sondażowy, będzie to przyczynek do ekstrapolacji trendów, bo każdy rozsądny człowiek wie, że od wyniku tych wyborów zależy stosunkowo niewiele. W całej Unii Europejskiej Parlament Europejski jest traktowany jako dość wygodne miejsce zesłania dla wysłużonych polityków, pewnego rodzaju filtr dla krajowych scen politycznych. Właściwie to tylko partie skrajne traktują ten wyścig wyborczy jako „być albo nie być”: Brytyjscy independyści czy francuscy nacjonaliści, korzystając z niskiej frekwencji, mogą uzyskać mandaty za którymi idą pokaźne środki, a tych partiom małym, jako "wyrzuconym poza nawias polityki krajowej", najczęściej chronicznie brakuje.

Dla naszej polityki bodaj najbardziej frapującą kwestią była sprawa ułożenia stosunków na prawicy. Projektów było wiele, okazało się że wszyscy „wyrzuceni poza nawias” nie są jednak w stanie zorganizować się. Unia Polityki Realnej, chyba jedyna partia mająca jakąś wizję reformy państwa, wystawia własną listę wyborczą; nie wszystkie aktywa, które można było przejąć od PiS, zostały przejęte. Idea „Libertas”, nawiązująca w naszych realiach poniekąd do sławetnego zdania z słowiańskiego latopisu „ziemlia nasza wielika i obilna no poriadka w niej niet”, okazała się nie być nośną. Ktoś złośliwy rzec by mógł: jak to u Słowian, brak zmysłu organizacyjnego i biurokratycznego. Konsolidacja pewnej części polityków prawicowych (w szerokim rozumieniu tego słowa) w ruchu irlandzkiego milionera nie została poprzedzona żadną debatą programową, właściwie to nie wiadomo czemu lista ma służyć, poza załapaniem się na dobrze płatne synekury, co jest i tak bardzo wątpliwe. Po ludzku ja to świetnie rozumiem, ale chciałbym żeby to było katalizatorem jakichś pozytywnych przemian. Do wspomnianej debaty czy ustalenia pewnego „minimum programowego” nawoływał zresztą w grudniu m.in. Wojciech Wierzejski.



Przygotowania do walki wyborczej zbiegają się z oświadczeniem Romana Giertycha, formalnie niby niezaangażowanego w politykę, ale wszyscy wiemy jak to jest, o jego nowym stosunku do integracji europejskiej. Rzecze on: „Jeżeli Unia ma być tym, czym jest obecnie bez Traktatu Konstytucyjnego, to ja po tych pięciu latach mogę powiedzieć OK., zostańmy w Unii i dobrze żeśmy weszli. Natomiast jeżeli Unia ma być tym, co przewiduje Traktat Konstytucyjny i Lizboński, czyli superpaństwem, to źle żeśmy weszli”. Traktuję te słowa jako element ideowego dryfowania, którego częścią - jak ktoś powyżej zauważył - był sławetny wywiad dla Gazety Wyborczej pod wymownym tytułem: „Dmowskiego do Ligi bym nie przyjął”. Z tego co Pan mecenas mówi wynika, że przy obecnym światopoglądzie zaakceptowałby traktat akcesyjny z 2003 r. Podówczas przecież nie było mowy o zmianie postanowień nicejskich.



Mogę chyba to powiedzieć: była ongiś idea bym razem z Adamem Wielomskim napisał taką antologię wybranych tekstów endeckich na zlecenie i koszt pewnego mecenasa nauki. Z różnych powodów nam się to wtedy nie udało, ale we trzech (tylu miało być autorów) stanęliśmy przed nie lada problemem: co właściwie wynika z całej tej spuścizny. Czytając Balickiego, Dmowskiego, Wasiutyńskiego i innych, co współczesny Polak ma z nich wyciągnąć, co zrozumieć, czy to co napisali jest aktualne? Obóz ten dokonał kilku dobrych rzeczy u progu XX w. dzięki talentom swego lidera i poświęceniu rzesz aktywistów. Ja tutaj nie mam nawet na mysli jakichś panslawistycznych orientacji, nic z tych rzeczy. Gdy konserwatyzm nie mógł stawić czoła „buntom mas”, ten ruch wypełnił próżnię i zdołał, wcale nie bez wysiłku, odbić umysły, ulice i Sejm z rąk PPSowskiej lewicy. Niestety, już w latach dwudziestych widzimy objawy schyłkowości politycznego imperium. Dzisiaj jest to nurt rachityczny i zamierający, intelektualnie nie potrafiący określić się wobec wyzwań rzeczywistości. Piszę to bez zbędnych złośliwości, ale jeżeli zarzut "jałowości" jest nieprawdziwy - proszę to dowieść. Obawiam się, że endecja była tylko pewną stadialną hybrydą konserwatyzmu, która - jak to u mutantów - okazała się bezpłodna i zanikła. Jedni wrócili do korzeni - konserwatyzmu integralnego, inni przeszli do chadecji, a inni do „liberalizmu zmęczenia”. To ostatnie pojęcie wprowadził do debaty publicznej Cezary Michalski; świetnie oddaje, jakże powszechną, postawę niezadowolenia z zastanego porządku, ale, z braku innej wizji, godzenie się na taki stan rzeczy i funkcjonowanie w nim.



Na dziś dzień krajowa polityka ma bardzo niewiele do zaoferowania: „małpki”, wirtualne teczki, jałowe dyskusje o tym czy Anna Fotyga jest fajna, czy też nie i jedną partię oportunizmu u władzy, obecnie podzieloną na dwie duże, wzajemnie nienawidzące się koterie. Sporu ideowego w tym postmodernistycznym „świecie ruin” żadnego, przynajmniej nie w kanałach informacyjnych. Nudne to i irytujące. Ideowa lewica, kojarzona z nazwiskiem Sławomira Sierakowskiego, i ideowa prawica – jeżeli wskażę na Klub Zachowawczo – Monarchistyczny mam nadzieję, że nie będzie to przejawem pychy - muszą poczekać na swoją koniunkturę. Bądźmy jednak ostrożni – Polska się nudzi.

 

www.konserwatyzm.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka