Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl
100
BLOG

Ludwik Skurzak: "Prezes orbituje"

Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl Polityka Obserwuj notkę 23

Gdyby Jarosław Kaczyński zapytał o radę kogoś postronnego, pewnie każdy powiedziałby mu, iż obydwa te pomysły są do chrzanu. Marek Migalski oraz Jacek Kurski i koncepcja pójścia w zawody z Januszem Palikotem na jego warunkach w dyscyplinie błazeństwa politycznego to linia jeszcze głupsza niż trzy damy bez właściwości.

Bodajże najtrudniejszą rzeczą w polityce jest to, by nie wpaść w pułapkę braku perspektywy. To, co jest oczywistością patrząc z zewnątrz, tego ktoś sam uczestniczący w grze może w ogóle nie dostrzegać.

Jarosław Kaczyński kilka miesięcy temu postawił fortunę polityczną, ale i wprost mamonę z dotacji, na żeńskie trio które miało spowodować zwrot w tendencjach sondażowych. Nic z tego nie wyszło i teraz ta sama misja została powierzona jak się zdaje duetowi J. Kurski, M. Migalski.

Gdyby Jarosław Kaczyński zapytał o radę kogoś postronnego, pewnie każdy powiedziałby mu, iż obydwa te pomysły są do chrzanu. M. Migalski oraz J. Kurski i koncepcja pójścia w zawody z J. Palikotem na jego warunkach w dyscyplinie błazeństwa politycznego to linia jeszcze głupsza niż trzy damy bez właściwości.

Uroczy wywiad jakiego Rzeczpospolitej udzielił lider PiS /30 kwietnia 2009 roku/ jest wymownym świadectwem jego frustracji wynikającej z tego, że politycznie już tak się zagonił, iż zatracił resztki obiektywnego spojrzenia na rzeczywistość. Żaląc się na tendencyjność mediów J. Kaczyński mówi: "Nie funkcjonuje oczyszczający mechanizm skandalu, media niszowe mogą przedstawiać nawet najlepiej udokumentowane zarzuty wobec państwowych przedstawicieli władz bez najmniejszej reakcji ze strony mediów głównego nurtu, czyli skandali w znaczeniu, jakie nadaje temu słowu socjologia, nie wybucha".

Wychodzi na to, że były premier na prawdę wierzy w to, iż ugrupowanie prawicowe może osiągać własne cele polityczne przez wywoływanie skandali w liberalnych mediach. Cała heca tej wypowiedzi widoczna jest jeszcze lepiej gdy zauważyć, że wywiad z J. Kaczyńskim ukazał się właśnie w dniu, gdy wyszło na jaw jaki na prawdę był mechanizm tych PiS-owskich skandali - łóżkowy proceder przepływu dokumentów które doprowadziły do zniszczenia pozycji abpa St. Wielgusa.

Lider PiS żali się nawet z tego powodu, że za jego rządów liberalne media nie chciały informować o wiekopomnych sukcesach jego ekipy. Co prawda nie jest udowodnionym, że takie faktycznie były, ale o to mniejsza. Jak jednak patrzeć na człowieka, który chce być liderem polskiej prawicy i liczy na to, że zbuduje pozycję na docenieniu go przez liberalne media właśnie? "Poza tym ja mimo to przeprosiłem za pewne słowa wypowiedziane, gdy byliśmy u władzy. Tusk nie przeprasza i to jest charakterystyczna socjotechnika wykluczenia - nie dopuszcza przeprosin, gdyż wykluczeni nie mają przecież praw" - żałośnie kwili J. Kaczyński.
W słynnym wywiadzie dla Krytyki Politycznej Cezary Michalski przyznał, że w gruncie rzeczy to nie miał on nigdy nic przeciw Adamowi Michnikowi. Chodziło mu tylko o to, że naczelny GW bezwzględnie wykluczył jego i jemu podobnych o pokolenie młodszych konkurentów. Z braku uznania musieli oni stanąć naprzeciw guru. Tu J. Kaczyński zdaje się mówić coś bardzo podobnego. Domaga się uznania liberalnych mediów i równego traktowania z Donaldem Tuskiem.

Oczywistą oczywistością płynącą z tego jest wniosek, że mamy tu najlepszy dowód na to, iż Jarosław Kaczyński nigdy nie zamierzał na serio budować w Polsce prawicy, która przeciwstawiała by się lewicowo-liberalnej hegemonii. Szczytem jego marzeń jest uznanie ze strony tych środowisk, czyli koncesja na tworzenie podmiotu, który będzie cywilizował tą część elektoratu, który potencjalnie mogłaby wydać z siebie emanację niezgodną z politycznymi standardami EU - a więc chadecji jako skrajnej prawicy. Jeżeli tak, to nie było jednak przypadkiem, że pierwsze ugrupowanie braci Kaczyńskich nazywało się Porozumienie Centrum.

"W polskim życiu publicznym mamy ogromny deficyt prawdy i to jest cecha charakterystyczna dla miękkiego autorytaryzmu" - mówi J. Kaczyński. Ma chyba na myśli bardziej totalitaryzm, bo jako żywo trudno byłoby pokazać, jaki to niby autorytet miałby panować we wszechogarniającym skretynieniu. Ten człowiek na prawdę wierzy, że w Polsce istnieje jakaś wyjątkowa sytuacja. Ktoś skonstruowany integralnie konserwatywnie wie, że liberalna demokracja z zasady jest miękkim totalitaryzmem. Cechą tego systemu jest właśnie ta miękkość, która zapewnia mu znakomitą skuteczność w odróżnieniu od topornego totalitaryzmu sowieckiego, który gdy wypaliła się siła terroru pierwszego pokolenia, w kolejnych musiał upaść pod naciskiem karierowiczów i kunktatorów. Skoro jednak J. Kaczyński tego nie wie, nie możemy pokładać w nim nadziei jako w kimś, kto uchroni Polskę przed całkowitym wprowadzeniem w polityczny system aksamitnego totalitaryzmu socjaldemokratyczno - chadeckiego.

Te niewesołe wywody wypada zakończyć czymś może bardziej odrobinę radosnym. Trudno o lepszy dowcip niż ten, który na zakończenie swego wywiadu opowiedział sam Jarosław Kaczyński: "PiS dziś nic nie grozi. Zagrożenie leży poza PiS i jest nim ten miękki autorytaryzm, taka coraz bardziej niedemokratyczna sytuacja. A problemy wewnętrzne to margines". Pyszny żart w sytuacji gdy nawet na podstawie porównania obecnych list wyborczych z tymi z poprzednich wyborów ewidentnie widać, iż w partii co raz bardziej dominują postacie nijakie i karierowicze.

Ludwik Skurzak

 

www.konserwatyzm.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Polityka