Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski przedstawił główne hasła protestów: „Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary”, „Doktorat dla Juszczenki hańbą dla KUL-u”, „Prezydencie Lechu Kaczyński, krew kresowian domaga się prawdy”. Ocalała z zagłady Janina Kalinowska, pochodząca z okolic Uściługu - opisała krótko wydarzenia z 13 lipca 1944r., gdy do jej rodzinnej wsi weszła banda UPA mordując jej rodziców. Przytoczyła także kolejne świadectwa – od pojedynczych mordów, po masowe zbrodnie sięgające 368 zabójstw naraz.
Za zamkniętymi drzwiami
Obchody 440 rocznicy zawarcia Unii Lubelskiej nie udały się tym wszystkim, którzy chcieli uczynić z nich kolejny element mitycznej „polityki wschodniej” prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zawiedli się również propagatorzy hasła „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”, przekonywający, że ówczesny związek dwóch suwerennych powiązanych ze sobą krajów - można porównać do obecnego procesu tworzenia superpaństwa. Stało się tak za sprawą grupy Kresowiaków pod przewodnictwem ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, protestujących przeciw nadaniu przez KUL doktoratu honoris causa prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence. Nawet niewielka siła przyłożona we właściwym miejscu może więc dać właściwe efekty.
Protestujący zbierali się dyskrecjonalnie, kontaktując za pomocą internetu i sms-ów, cały czas obawiając się interwencji ABW bądź prowokacji Ukraińców. - Czuję się jak w czasach opozycji demokratycznej – żartował ks. Isakowicz. - Ciągle ktoś za mną chodzi i jeździ, w telefonie słychać trzaski, miejsca w których mają odbywać się spotkania nagle okazują się zajęte, czy remontowane...
Świadectwa zagłady
W Lublinie się udało. W nudnej atmosferze oficjałek, konferencja prasowa Kresowiaków wzbudziła duże zainteresowanie mediów. Jej scenariusz przypominał wiele wcześniejszych obchodów. Ks. Tadeusz przedstawił główne hasła protestów: „Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary”, „Doktorat dla Juszczenki hańbą dla KUL-u”, „Prezydencie Lechu Kaczyński, krew kresowian domaga się prawdy”. Ocalała z zagłady Janina Kalinowska, pochodząca z okolic Uściługu - opisała krótko wydarzenia z 13 lipca 1944r., gdy do jej rodzinnej wsi weszła banda UPA mordując jej rodziców. Przytoczyła także kolejne świadectwa – od pojedynczych mordów, po masowe zbrodnie sięgające 368 zabójstw naraz. Atmosferę podgrzał płk Jan Niewiński, dawny dowódca oddziału polskiej Samoobrony z Wołynia, reprezentujący Kresowy Ruch Patriotyczny. - Żałuję, że dożyłem tej hańby! Jak Wielki Kanclerz KUL może dopuszczać do takiej zniewagi, jaką jest nadanie doktoratu honoris causa katolickiej uczelni dla gloryfikatora zbrodniarzy?! - wołał pułkownik. Opisywał także losy Samoobrony w powiecie krzemienieckim. - Żyliśmy wszyscy w zgodzie, jedyna w naszej wsi rodzina ukraińska razem z nami chowała się w bronionym centrum miejscowości, w obawie przed rodakami. Ukrywaliśmy też żołnierzy radzieckich, których we wsiach ukraińskich wymordowano podczas jednej wielkiej akcji w marcu 1943r. - opowiadał Niewiński. I dodawał: - Były dni, gdy modliliśmy się już tylko o śmierć od kuli, żeby tylko nie wpaść żywcem w ręce UPA... Proszę młodzież o zachowanie tej pamięci, zwłaszcza tu, w Lublinie. To przecież tutaj minister Sikorski zapowiedział niedawno, że w miejsce likwidowanego Wojska Polskiego przyjdą oddziały mieszane, z udziałem m.in. Ukraińców. Czy ci, których widzimy na zdjęciach jak pod flagami UPA wołają „ Smert Ljachom, Moskalom, Żydom!” przyjdą tu bronić Polski?!
Wykręty KUL
Całość podsumowywał ks. Isakowicz-Zaleski, powtarzając oskarżenia wobec KUL, a w szczególności jego Wielkiego Kanclerza, abp Józefa Życińskiego, z którym ma na pieńku jeszcze w związku z oskarżeniami lustracyjnymi. - Jak tu jesteśmy mamy różne poglądy polityczne, wywodzimy się z różnych środowisk, nawet z różnych wyznań i religii, ale łączy nas sprzeciw wobec zakłamania władz polskich i kościelnych milczących o zbrodniach UPA – tłumaczył duchowny. - Kresowianie zostali obrażeni przez rektora KUL ks. prof. Stanisława Wilka, który zarzucił nam rządzę zemsty. Nie zemsty chcemy, tylko prawdy! - wołał. - Organizatorzy obchodów kłamią, mówiąc, że w osobie Wiktora Juszczenki honorują naród ukraiński. Czy teraz wszyscy będziemy doktorami honoris causa, bo doktorat odbiera również Lech Kaczyński? - ironizował.- To dlaczego z Białorusi nie zaproszono prezydenta, tylko jakiegoś pana, skoro sama osoba nie ma większego znaczenia? - docinał ks. Isakowicz. Zwracał także uwagę na moralny wymiar doktoratu honorowego katolickiej uczelni. - Od kiedy nie zwraca się na to uwagi i daje takie wyróżnienia jednej osobie porzucającej żonę i dziecko, i drugiemu ateiście? - kpił.
Wśród postulatów środowiska wymienił także kwestię beatyfikacji 180 księży wymordowanych przez banderowców. - Czym oni są gorsi od ofiar zbrodni hitlerowskich i sowieckich? - pytał retorycznie. - Na naszych oczach ledwie sto kilometrów stąd odradza się na naszą wschodnią granicą straszliwa mieszanka faszyzmu i szowinizmu, wg nauk Dmytro Doncowa i Stepana Bandery, a polskie władze nie tylko zachowują milczenie podobne do tego, jakim Europa umocniła Hitlera, ale wręcz wspierają propagatorów ukraińskiego nazizmu! Prezydent Kaczyński miał niegdyś mój głos, więc mam prawo mu to powiedzieć w oczy: hańba, panie prezydencie! - ostro zakończył ks. Isakowicz-Zaleski.
Zamknięte drzwi – uciekający prezydenci
Kilkudziesięcioosobowa pikieta kresowiaków, wsparta przez członków UPR, OMP i Polskich Drużyn Strzeleckich udała się pod KUL, gdzie napotkała pospiesznie zatrzaśnięte drzwi i przestraszoną ochronę. Oficjalnie główne wejście zamknięto na polecenie BOR ze względów bezpieczeństwa. - Katolicki ksiądz nie może wejść na katolicką uczelnię – uśmiechał się smutno ks. Isakowicz. - To skandal, a potem powiedzą na mszy, żeby dawać na tacę na pomoc KUL-owi, no to ja mówię: ani grosz dla nich, za tę profanację! - zdenerwował się płk. Niewiński.
Demonstracja była z powodzeniem kontynuowana pierwszego lipca. Pomimo nerwowych reakcji BOR, policji i ochrony KUL ks. Isakowicz z towarzyszami nie dał usunąć się spod uczelni. Nawołując co jakiś czas do upamiętnienia ofiar ludobójstwa i czytając nazwiska pomordowanych „witał” zjeżdżających się powoli oficjeli. Charakterystyczne było zachowanie niektórych z wchodzących. Prorektor KUL ks. prof. Sławomir Nowosad wygrażał Zaleskiemu, ks. prymas Glemp wszedł nie patrząc, ze zwieszoną głową, jeden z towarzyszących mu biskupów stukał się głowę, przemykali politycy PiS. Jedynym lokalnym politykiem, który zdecydował się na poparcie dla Kresowian (acz z bezpiecznej odległości) okazał się ex-europoseł, Zdzisław Podkański ze Stronnictwa PIAST. Ostatecznie na ucieczkę zdecydowali się również prezydenci. Rezygnując z publicznego pokazania się Kaczyński z Juszczenką oraz towarzyszącymi im Valdasem Adamkusem i Stanisławem Szuszkiewiczem wśliznęli się na KUL bocznym wejściem, obok toalet. Na uczelni wzięli udział w nudnej oficjałce, ubarwionej jedynie strąceniem krzyża przez prezydenta Kaczyńskiego. Następnie równie ukradkowo prezydenci przedostali się na plac Litewski – miejsce głównych obchodów, gdzie przed 440 laty obozowała mocno niechętna Unii szlachta litewska. Tym razem jednak czekała tam najwyżej dwustu osobowa grupka ciekawskich oraz oczywiście pikieta Kresowian.
Nijakie przemówienia
Prezydenci pozornie nie mogli już ignorować protestu. Transparenty umieszczono na wprost trybuny honorowej, na której tłoczyli się oficjele. Pomimo tego tak Lechowi Kaczyńskiemu, jak i Wiktorowi Juszczence udało się w swoich wystąpieniach pominąć istotne kwestie historyczne. Kaczyński starał się jak zwykle grać euro-twardziela podkreślając, że we współczesnej Europie nadal ważne są państwa i ich suwerenne interesy. Zaraz jednak dodał, że takim interesem dla Polski jest przebaczenie za wszelką cenę wszelkich „detali historii”. Jeszcze bardziej banalizował Juszczenko, rozwodząc się za to nad dobroczynnym wpływem Unii Lubelskiej dla odrodzenia kulturowego... narodu ukraińskiego, o którym jako żywo nikt przecież w XVI wieku nie słyszał. Pikieta wysłuchała spokojnie tych pogaduch, dopiero po zakończeniu wystąpienia Juszczenki wznosząc okrzyki i wzywając go do potępienia UPA. Gdy pochód prezydencki ruszył pod pobliski pomnik Unii rozległy się pod adresem Juszczenki okrzyki „Hańba”, kontrowane nieśmiało przez samotnego Ukraińca skandującego nazwisko swego przywódcy. Jak widać, cieszący się we własnym kraju śladowym poparciem Juszczenko nie zadbał nawet o zabraniu ze sobą większej ilości klakierów. Humor prominentów został jednak zepsuty na tyle skutecznie, że zrezygnowali oni od planowanego przejścia deptakiem miejskim w barwnym korowodzie. Wsiedli za to do bezpiecznych limuzyn i gazem ruszyli na popijawę w lubelskim Zamku.
Oczywiście nie zabrakło tradycyjnych w takich momentach kiksów – prezydent Kaczyński demonstracyjnie nie przywitał się z pochodzącymi z PO prezydentem Lublina i marszałkiem województwa, prezydent miasta nie potrafił wymówić imienia przywódcy Litwy, a fragment placu zajęty przez grupy rekonstrukcji historycznych udekorowano barwami jednego z regimentów. Sęk w tym, że były to barwy czerwono-czarne, raczej niesympatycznie kojarzące się nie tylko Kresowianom...
Kiełbie we łbie
Pikieta ks. Zaleskiego spotykała również krytyków. Charakterystyczne jakimi posługiwali się oni argumentami. Część atakowała za „psucie uroczystości i niegościnność”, byli to więc typowi odbiorcy medialnych show uważający, że przy tego typu okazjach nie jest istotna treść, a jedynie rzekomo promocyjna forma. Inni histeryzowali, że krytyka Juszczenki „wpycha Ukrainę w ręce Rosji”, jest też obrazą dla wielkiego prezydenta Kaczyńskiego. Zaczadzenie umysłowe wskazuje w tym przypadku na wyborców PiS. (Swoją drogą pytany dlaczego krytykuje ukraińskiego prezydenta, choć na wschodzie są bardziej skrajne ugrupowania i politycy – ks. Isakowicz odpowiedział filozoficznie: „cóż, są więksi łajdacy, oszuści i bandyci, ale za to, że jest się mniejszym jeszcze się doktoratów nie powinno dostawać...”). Wreszcie ostatnia grupa reagowała bezbłędnie na koloratkę i nie bacząc na wypowiadane treści i tak wysyłała ormiańskiego duchownego „do kruchty”. Te trzy objawy infantylizacji masowego (?) pojmowania polityki są istotną wskazówką dla wszelkich inicjatyw mających nadzieję na wzbudzenie szerszego zainteresowania społecznego.
Co ciekawe, w przeciwieństwie do raczej nielicznej pikiety – w wieczornym wykładzie ks. Isakowicza zorganizowanym przez Organizację Monarchistów Polskich wzięło udział ponad 150 osób. Jako dygresję można dodać, że np. pytani o absencję na demonstracji młodzi narodowcy zatrudnieni w Urzędzie Marszałkowskim odpowiadali wstydliwie: - cóż, nazwisko marszałka coś znaczy. Dla ułatwienia dodajmy, że lubelski włodarz (z PO) zwie się GrabczUK...
Skuteczna akcja
Obchody samej rocznicy – mało zresztą okrągłej – w zasadzie zniknęły dzięki aktywności demonstrantów. Nie tylko w sezonie ogórkowym bowiem dobrze utrafiony protest cechuje się bowiem większą dynamiką – a co za tym idzie i większą atrakcyjnością medialną. Zachęceni powodzeniem (przynajmniej propagandowym) Kresowiacy chcą kontynuować akcję, organizując pikietę i stawianie zniczy pod konsulatami Ukrainy w Lublinie i Krakowie10 lipca, w przeddzień rocznicy „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu, kiedy to jednego dnia UPA zaatakowała 167 kościołów katolickich, mordując księży i wiernych. Z kolei 12 lipca o godzinie 14 (ukraińskiego czasu) w katedrze w Łucku celebrowana będzie msza święta za pomordowanych, wieńcząca tamtejsze obchody.
Nieuświadomiony sojusznik
Z wieloma poglądami ks. Isakowicz-Zaleskiego można się nie zgadzać – np. z jego niebaczącą na okoliczności krucjatą lustracyjną, często wykorzystywaną przez wrogów Kościoła. Również jego refleksja historyczna, którą próbował przedstawić na temat samego aktu Unii Lubelskiej daleka była od głębi i zrozumienia uwarunkowań geopolitycznych, także historycznych, jak i współczesnych implikacji. Jednocześnie jednak organizując kresowian wykonuje on dobrą robotę. Po pierwsze zwraca uwagę na obiektywny fakt, jakim jest sam akt ludobójstwa Polaków na Kresach. Po drugie – dzięki temu, zwłaszcza w kręgach nastawionych patriotycznie buduję psychologiczną barierę przed bezkrytycznym akceptowaniem skrajnie szkodliwej „polityki wschodniej” Kaczyńskiego. Ba, w ten sposób zmniejsza zaufanie do prezydenta w jego potencjalnie „twardym elektoracie”. Ze wszystkich tych powodów ks. Isakowicz taktycznie pozostaje swego rodzaju nieuświadomionym sojusznikiem politycznych realistów, sam nim jednocześnie nie będąc.
Konrad Rękas
216
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (12)