Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl
30
BLOG

Ludwik Skurzak: Remake z małym ulepszeniem

Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl Polityka Obserwuj notkę 3
Przed wyborami 2005 roku analizując ówczesną sytuację polityczną kilkakrotnie z Adamem Wielomskim zwracaliśmy uwagę na to, że w Polsce prowadzony jest proces dostosowywania sceny politycznej do standardów unijnych. To logiczne. Pryncypia ustrojowe narzucane są traktatami (dziś lizbońskim), polski parlament nie robi właściwie nic innego, poza przepisywaniem na język polski unijnych dyrektyw, przekazom medialnym trudno coś zarzucić - pozostaje tylko system partyjny.

Wtedy w 2005 roku sprawa zakończyła się dla zwolenników unijnej buldożerki niepowodzeniem. Jarosław Kaczyński wykonał nagły zwrot i uchylił się od lansowanej przez wszystkie jedynie słuszne media koalicji z PO. Wynikiem tej koalicji miało być niewątpliwie powstanie miękkiej, europejskiej prawicy. PiS wyszedłby z tej operacji zapewne mniej więcej tak, jak AWS po koalicji z UW. W tym czasie lewica miała by czas na odnowienie i otrzymalibyśmy właśnie pożądany model sceny politycznej. Prawica o mniej więcej PO-owskim obliczu i jakaś nowa lewica. Potem przez lata ugrupowania te mogłyby się wymieniać przy władzy a czynniki brukselskie nie miałyby najmniejszych powodów do niepokoju.

Niektórzy dziennikarze springerowskiego "Dziennika", zwanego też "der Dziennikiem", bywają dotknięci tym, że postrzega ich się jako realizatorów niepolskich interesów. Na Święta dostaliśmy wzruszający wywód pokazujący, że są to albo ludzie do tego stopnia naiwni, iż ich oburzenie jest szczere, albo poczucie mocy kreatywności wysokiego nakładu pozwala w istocie nie przejmować się tym, jak się faktycznie sprawy mają.
Robert Krasowski, redaktor naczelny tego pisma, daje swojemu tekstowi wprost tytuł: "Jakiej prawicy potrzebują Polacy? A jakiej nie?". Jest to bez kamuflażu wypowiedziana deklaracja, jakie siły "Dziennik" popiera. Złożona z rozbrajającą szczerością, jeżeli wziąć pod uwagę, że na którejś z kolejnych stron czytamy wielki nagłówek: "Obserwatorzy kampanii wyborczej ocenili w raporcie, które media były najbardziej obiektywne. OBWE chwali 'Dziennik'". Logicznie rzecz ujmując dowiadujemy się więc z tego nie tyle, kto jest obiektywny, ale kogo popiera OBWE. Obiektywność mediów jest oczywiście jedynie jednym z założycielskich mitów demokracji i szkoda sobie zawracać tym głowy, więc wróćmy do rzeczy.
Szczere wyznanie Roberta Krasowskiego brzmi: " Nie zdradzamy jakiejś gorącej prawicowej wiary i tożsamości, bo uważamy, że takiej gorącej prawicowej tożsamości nie ma. Prawicowość jest czymś odwrotnym - jest sceptycyzmem wobec języka wartości. Konserwatyści nigdy nie byli formacją głodu wartości". A żeby nie pozostawić już żadnej wątpliwości: "Czemu polska prawica ma nie być taka jak zachodnia? Czemu ma nie poprzestać na realistycznych narodowych ambicjach, na biciu się o rozwój, o międzynarodową pozycję? Prawica zachodnia nie prowadzi żadnej krucjaty".

Oczywiście jedynie czystym przypadkiem w tym samym czasie "Gazeta Wyborcza" publikuje zapowiedz powołania nowego ugrupowania: "Między PiS i Platformą powstaje nowa, konserwatywna partia. W jej tworzenie zaangażowali się politycy, którzy kiedyś mieli być 'umiarkowanym skrzydłem' PiS - Kazimierz Ujazdowski i Paweł Zalewski. Ale też prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz i były marszałek Sejmu Maciej Płażyński. Bardzo prawdopodobny jest akces Jana Rokity (konserwatywne skrzydła PO)".

Czyż nie koresponduje to uroczo z wywiadem, jaki jeszcze w listopadzie na łamach "Dziennika" (wróćmy z "Gazety Wyborczej" znów do tego pisma) z Kazimierzem M. Ujazdowskim i Jarosławem Gowinem przeprowadził sam Cezary Michalski? Jego rozmówcy mówili wówczas m. in.: "Zupełnie inne sprawy staną się ważne dla Polaków. Nie te symboliczno-kulturowe, nie podziały na 'zoligarchizowane elity' i 'mohery'. Polacy zaczną się zastanawiać nad tym, jak najszybciej wybudować autostrady, jak przekuć Euro 2012 w sukces, jak podnieść poziom edukacji", czy jeszcze dosadniej: "Nie ma nic złego w najbardziej nawet ostrym sporze politycznym, pod warunkiem że nie wkracza on w obszar religii czy kultury". Czyż obecnie redaktor naczelny "Dziennika" nie mówi dokładnie tego samego?

Scenariusz wydaje się więc dość wyraźny. Powrót do sytuacji z roku 2005 i drugie podejście do planu, którego wówczas przeprowadzić się nie udało. Niewątpliwie ostatecznym sygnałem do ataku stała się sprawa ratyfikacji traktatu. Jarosław Kaczyński utraciwszy władzę stracił możliwość manewrowania w tej sprawie pod stolikiem i musiał zacząć prowadzić bardziej jawna taktyczną grę. To dało sygnał do ataku na PiS i załatwienia w końcu sprawy kształtu polskiej sceny politycznej tak, by na przyszłość takie niespodzianki się nie zdarzały.

Ten remake został jednak względem pierwowzoru w jednym miejscu ulepszony. Dokonanie nagłego zwrotu i wyrwania się spod sztancy prawdziwie europejskiej sceny politycznej było w 2005 roku dla Jarosława Kaczyńskiego możliwe tylko wobec skonsolidowania sił z "Radiem Maryja" i wszystkimi tymi hierarchami polskiego Kościoła, którzy pomni ponad tysiącletniej tradycji nie porzucili odpowiedzialności za losy polskiego narodu w imię modernistycznych bzdur oddzielenia Kościoła od życia publicznego.

Zaskakującym było to, że w ostatnich tygodniach znalazł się polityk, o którym jednakowo ciepło mówiły tak "Dziennik", jak i "Nasz Dziennik". Chodzi oczywiście o Marka Jurka. W przedświąteczną niedzielę poziom aktywności byłego marszałka był taki, że mało nie rozerwało go przy bieganiu między programami w kolejnych liberalnych mediach, gdzie występował obok liderów największych partii. Dość zaskakujące, że polityka zupełnie marginalnego pozaparlamentarnego ugrupowania wszyscy chcą zapraszać i nikt nawet specjalnie nie przerywa mu, gdy wygłasza długie tyrady o szkodliwości szybkiej ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Czy jednak o. Tadeusza Rydzyka nie powinno zastanowić, że Marek Jurek dość dobrze pasuje do grona, które ma zakładać nowe "konserwatywne" ugrupowanie? Czy nie jest to po prostu próba spacyfikowania wyborców, którzy dotychczas wspierali siły, niemieszczące się w standardach unijnych, a które obecnie ostatecznie mają zostać wyrzucone na margines sceny politycznej na pozycje pozaparlamentarnego folkloru?

Co przyniesie przyszłość? Czy uda się w końcu zrealizować plan? A może Jarosław Kaczyński jeszcze raz znajdzie sposób wywinięcia się z potrzasku? Czy raczej obstawiony politycznymi miernotami zabrnął tak daleko, że dzierżący władzę w polskim Kościele zadecydują, że ratunku trzeba szukać w kimś nowym? Może się okazać, że to, co faktycznie ważne w polskiej polityce, będzie się rozgrywać wokół tych zagadnień.

Ludwik Skurzak

www.konserwatyzm.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka