Pięknych czasów dożyliśmy. Jeden katolicki biskup beszta publicznie drugiego. Na dodatek na łamach "Gazety Wyborczej".
Niezastąpiony bp Tadeusz Pieronek udziela wywiadu Adamowi Michnikowi i Janowi Turnauowi. Oczywiście schodzi na ulubiony temat - co to jest fundamentalizm. Bp Tadeusz jak zwykle staje na wysokości zadania: "Postawa ewangeliczna nigdy nie jest zwrócona przeciwko człowiekowi, a fundamentalistyczna jest zawsze zwrócona przeciwko ludziom, bo tym się karmi".
Dla zegzemplifikowania, mędrcy z "Gazety Wyborczej" podsuwają przykład listu Rady Episkopatu do spraw Rodziny na temat in vitro. Bp Tadeusz spontanicznie podchwytuje: "Moja pierwsza refleksja na ten temat była taka - na jakiej podstawie oni wydali takie oświadczenie? Statutowo Rada nie ma żadnych uprawnień do tego, to jest ich osobista opinia. To był krótki komunikat, bardzo zjadliwy, tak się nie powinno pisać, to zrozumiałe". A dalej tłumaczy: "Rada jest po to, żeby radzić, tak jak prezydent jest od tego, żeby prezydować, sekretarz od tego, żeby pisać. Sama rada nie może się wypowiadać, ma tylko przekazywać Episkopatowi opinie".
Czysto z formalnego punktu widzenia cały Episkopat, to też sobie może. Obecny Ojciec Święty Benedykt XVI jeszcze jako kard. Józef Ratzinger zdefiniował to w krótkich żołnierskich słowach: "Konferencje Episkopatów nie mają teologicznych uzasadnień i nie są częścią nieusuwalną Kościoła, spełniają tylko funkcje praktyczne. Żadna Konferencja Biskupów nie posiada sama z siebie misji nauczania. Także jej dokumenty nie mają jakiegoś specjalnego znaczenia, ale takie, jakie nadają im poszczególni biskupi".
Bp Kazimierz Górny, bo on właśnie podpisał ów dokument o in vitro, sprawował swą władzę wynikającą z godności biskupiej, następcy Apostołów. Może faktycznie warto zapytać, czemu głos w tej ważnej sprawie odważył się zabrać jedynie duszpasterz niewielkiej diecezji rzeszowskiej. Oberwał za to oczywiście od wszystkich liberalnych mediów. Ale pewnie bp Kazimierz Górny wie, co oznacza czerwony kolor, który nosi. Tego typu niedogodności, w świetle dwóch tysięcy lat doświadczeń Kościoła, nie są aż tak bardzo przerażające. Tym bardziej, że reakcje wrogów Kościoła dawały się łatwo przewidzieć. Jednak atak ze strony innego biskupa, to lekka przesada.
"Tygodnik Powszechny" w podobnych działaniach jest bezkarny od lat. Nawet od dekad, jeżeli przypomnieć chociażby to, co pisał w "Dziennikach" Stefan Kisielewski. "Znak" doczekał się ostatnio strasznej kary pokiwania palcem. Bp Tadeusz Pieronek również funkcjonuje na terenie Krakowa. Czy jest szansa na to, że jego słowa wyzwolą w końcu większe zdecydowanie u władz kościelnych?
Ludwik Skurzak
Niezastąpiony bp Tadeusz Pieronek udziela wywiadu Adamowi Michnikowi i Janowi Turnauowi. Oczywiście schodzi na ulubiony temat - co to jest fundamentalizm. Bp Tadeusz jak zwykle staje na wysokości zadania: "Postawa ewangeliczna nigdy nie jest zwrócona przeciwko człowiekowi, a fundamentalistyczna jest zawsze zwrócona przeciwko ludziom, bo tym się karmi".
Dla zegzemplifikowania, mędrcy z "Gazety Wyborczej" podsuwają przykład listu Rady Episkopatu do spraw Rodziny na temat in vitro. Bp Tadeusz spontanicznie podchwytuje: "Moja pierwsza refleksja na ten temat była taka - na jakiej podstawie oni wydali takie oświadczenie? Statutowo Rada nie ma żadnych uprawnień do tego, to jest ich osobista opinia. To był krótki komunikat, bardzo zjadliwy, tak się nie powinno pisać, to zrozumiałe". A dalej tłumaczy: "Rada jest po to, żeby radzić, tak jak prezydent jest od tego, żeby prezydować, sekretarz od tego, żeby pisać. Sama rada nie może się wypowiadać, ma tylko przekazywać Episkopatowi opinie".
Czysto z formalnego punktu widzenia cały Episkopat, to też sobie może. Obecny Ojciec Święty Benedykt XVI jeszcze jako kard. Józef Ratzinger zdefiniował to w krótkich żołnierskich słowach: "Konferencje Episkopatów nie mają teologicznych uzasadnień i nie są częścią nieusuwalną Kościoła, spełniają tylko funkcje praktyczne. Żadna Konferencja Biskupów nie posiada sama z siebie misji nauczania. Także jej dokumenty nie mają jakiegoś specjalnego znaczenia, ale takie, jakie nadają im poszczególni biskupi".
Bp Kazimierz Górny, bo on właśnie podpisał ów dokument o in vitro, sprawował swą władzę wynikającą z godności biskupiej, następcy Apostołów. Może faktycznie warto zapytać, czemu głos w tej ważnej sprawie odważył się zabrać jedynie duszpasterz niewielkiej diecezji rzeszowskiej. Oberwał za to oczywiście od wszystkich liberalnych mediów. Ale pewnie bp Kazimierz Górny wie, co oznacza czerwony kolor, który nosi. Tego typu niedogodności, w świetle dwóch tysięcy lat doświadczeń Kościoła, nie są aż tak bardzo przerażające. Tym bardziej, że reakcje wrogów Kościoła dawały się łatwo przewidzieć. Jednak atak ze strony innego biskupa, to lekka przesada.
"Tygodnik Powszechny" w podobnych działaniach jest bezkarny od lat. Nawet od dekad, jeżeli przypomnieć chociażby to, co pisał w "Dziennikach" Stefan Kisielewski. "Znak" doczekał się ostatnio strasznej kary pokiwania palcem. Bp Tadeusz Pieronek również funkcjonuje na terenie Krakowa. Czy jest szansa na to, że jego słowa wyzwolą w końcu większe zdecydowanie u władz kościelnych?
Ludwik Skurzak




Komentarze
Pokaż komentarze (1)