Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl
38
BLOG

Paweł Bała: Prawica na Nowy Rok

Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl Polityka Obserwuj notkę 1

Prawa scena strony politycznej, jakbyśmy jej nie definiowali, znalazła się w defensywie. Nie wynikając już więcej w to, kto i dlaczego doprowadził do takiego stanu rzeczy, My, ludzie prawicy, czujemy, iż nikt nas na Wiejskiej nie reprezentuje.Nawet to osamotnieni nie jesteśmy: dzięki wielu czynnikom, także fatalnej ustawie o finansowaniu partii politycznych, dzisiejsi wybrańcy ludu reprezentują coraz to węższe kręgi społeczeństwa. Dzięki oligarchizującym i w gruncie rzeczy antydemokratycznym rozwiązaniom prawnym stworzono w Polsce sztucznie system 2,5 partyjny, a z samymi partiami i ich „programami” utożsamia się doprawdy niewielka część narodu. Właściwie taki stan rzeczy ma i dobre strony, wszak dotychczasowa jakość reprezentantów elektoratu katolicko – konserwatywnego budzić mogła obiekcje (to eufemizm), aczkolwiek „lepszy niedoskonały konserwatysta, niż doskonały jakobin”, parafrazując hasło amerykańskich paleokonserwatystów.

Analizując treść prawicowych i prawicujących witryn internetowych dostrzegalne jest zupełne zniechęcenie do formuły Prawa i Sprawiedliwości, przynajmniej jako formuły prawicy polskiej: zażenowanie wywołane stosunkiem tej siły choćby do rzezi wołyńskiej, do ochrony życia ludzkiego czy wesołość wywołana wywodami posłanki N. Rokity, a także – nie ukrywajmy – brak perspektyw na przyszłość, każe szukać alternatywnego rozwiązania. Tutaj jesteśmy zgodni – prawica musi zaistnieć w wyborach do Parlamentu Europejskiego, później na wszelkie ruchy będzie najzwyczajniej za późno. Przypominając proroctwo Ludwika Skurzaka: brak prawicowej formacji w najbliższych wyborach skutkować z wielkim prawdopodobieństwem może w pierwszej kolejności zapędzeniem „twardej” prawicy na zupełne peryferia życia publicznego (w efekcie i umysłowego), później rozbiciem PiS i powtórką scenariusza z 1993 r. Jarosław Gowin, obecnie lansowany na przywódcę „ekstremy prawicowej”, w rozumieniu zachodnim rzecz jasna, będzie reprezentował ten segment rynku. A zagrożenia już zgoła inne niż 15 lat temu. Widmo światowej recesji w przeszłości przekładało się w sposób dość oczywisty na aktywizację twardej lewicy i pogłębianie, już przecież bardzo pogłębionego, etatyzmu. Te zjawiska obserwujemy już w całym zachodnim świecie w reakcji na niby to wszechobecny kryzys. Dochodzą kwestie szeroko rozumianej obyczajowości, które są tradycyjnie solą w naszych oczach, a które powracają jak fala i uderzają w nasze polskie społeczeństwo.

Prawa strona nie jest martwa. Czujemy wzmożone ruchy, zaczątki jakichś inicjatyw, chęć emancypacji. Niektórzy być może wierzyli, iż wizyta jednego irlandzkiego milionera jest w stanie coś zmienić, ale nie łudźmy się: jeżeli sami się nie zorganizujemy, to nie zrobi tego nikt z zewnątrz. Z zewnątrz to najwyżej mogą dezorganizować. Wojciech Wierzejski całkiem niedawno proponował[1] konfederację wszystkiego tego co na prawo od Kaczyńskich. Mając pewnego rodzaju zastrzeżenia co do podmiotów, które wymienił, chyba niestety niczego nowego nie da się już stworzyć. Do wyborów jest bardzo niewiele czasu na działanie, trudno oczekiwać, żebyśmy w dwa miesiące potrafili powołać nowy ruch od podstaw. Szczególnie, że brakuje charyzmatycznego lidera, mogącego taki ruch wykonać. Chyba nikt z Czytelników nie podejrzewa o to Marka Jurka? Znów pozostaje grać tym co już jest.

Odwołując się ponownie do cytowanego tekstu Wierzejskiego, wyszczególnia on tam „twardy rdzeń” przyszłego programu prawicowej konfederacji. Moim zdaniem niektóre punkty wyliczone zostały mocno arbitralnie, ale to detale, kwestia dyskusji. Tamże postuluje również postawienie pewnego rodzaju „grubej kreski”, odgradzającej to co było (a było jak było), od tego co jest i będzie (a co będzie to zobaczymy). Autor pisze:
„postulujemy przygotowanie alternatywnego planu opuszczenia przez Polskę Unii w sytuacji dramatycznego kryzysu gospodarczego (po prostu wówczas, kiedy opuścić Unię będzie się bardziej Polsce opłacało, niż w niej pozostawać). Nie postulujemy opuszczenia Unii, tylko przygotowanie się na taką ewentualność i odmitologizowanie naszego członkostwa z elementów utopijnych”.

Brzmi zabawnie i oszołomsko? No to odwołajmy się do lwa salonowego dziennikarstwa, Tomasza Lisa[2]. Lis miał napisać:
Niestety, na czele najważniejszych europejskich krajów stoją ludzie słabi. Kanclerz Merkel ma na plecach ministra spraw zagranicznych, który był prawą ręką kanclerza Schrödera (dziś dobrze płatnego agenta Rosji i Gazpromu), więc niedźwiedziowi nawet nie grozi palcem (…)Gdzie jest wolna konkurencja? Państwa same dopłacają sobie do banków. Jeśli więc zasady Unii przestały obowiązywać w tych państwach, które w UE decydują, to dlaczego my się mamy do nich stosować. Może zaistnieć sytuacja, że wagony Unii po kolei będą spadały w przepaść. Musimy mieć plan, że ktoś wyjdzie z siekierą i odetnie nasz wagon od reszty, bo inaczej nas wciągną”

Ho ho mocne, nieprawdaż? To jeżeli faktycznie mamy szkolić takowych chirurgów do odcinania wagonów, to może jednak niech nie będzie to np. Marek Suski. Z całym dla pana Marka szacunkiem.


----------------------------
Wojciech Wierzejski: "Prawica narodowa, konserwatywna i wolnościowa – zadania polityczne", [na:] http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/1882/
Cyt. za D. Nogal, „Tomasz Lis: Unia Europejska jest bezzębna i słaba!”, [na:] http://www.pardon.pl/artykul/7452/tomasz_lis_unia_europejska_jest_bezzebna_i_slaba

www.konserwatyzm.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka