Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
99
BLOG

ITINERARIUM GRUNWALDZKIE : stacja 12 VII : „DRÔLE DE GUERRE”

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

JEST: poniedziałek 12 VII 2010

 

BYŁA: sobota 12 VII 1410


[Itinerarium ukazuje się macierzyście na  
www.kresy.pl -  KLIK]


Kuriozum dyplomatyczne

 

W dniach od 11 do 13 lipca, oderwawszy się szybkim marszem od armii nieprzyjaciela, król Jagiełło zarządził postój „we wsi Wysoka, w pobliżu Działdowa” (tu i dalej – jak zwykle cytaty z Długosza). I wtedy to właśnie miało miejsce kuriozalne zdarzenie dyplomatyczne, o którym donieść zamierzam.

 

Otóż krzyżacki sojusznik, czyli król Węgier Zygmunt Luksemburczyk – wypowiedział królowi polskiemu wojnę. List zawierający tę wieść, spisany wiele, wiele tygodni wcześniej, znajdował się od samego początku swego istnienia w rękach... Mikołaja Gara i Ścibora ze Ściborzyc (czyli Polaka na węgierskiej służbie), tych samych, którzy niby to mieli być pośrednikami w rozmowach pokojowych pomiędzy królem a wielkim mistrzem. Ujawnienie listu nastąpiło w pomiędzy jedenastym a trzynastym lipca w obozie we wsi Wysoka. „W czasie tych dni przybył do króla polskiego Władysława Ślązak Frycz z Repty, wysłany w imieniu panów węgierskich Mikołaja i Ścibora” i przedstawił królowi „pismo z wypowiedzeniem wojny tegoż króla Zygmunta”. Zygmunt stwierdzał w nim, że „zrywa” stosunki z Jagiełłą, „stając po stronie mistrza i zakonu”.

 

Jak widać, rozmowy pokojowe były od samego początku tylko markowane, fikcyjne. Tym bardziej, że przyczyną publicznego ogłoszenia listu o wybuchu wojny polsko-węgierskiej stało się nie tyle samo fiasko rozmów pokojowych, ile uiszczenie przez Krzyżaków żądanej sumy: „list wypowiadający wojnę mistrz i Krzyżacy uzyskali za dość wysoką cenę, mianowicie czterdzieści tysięcy florenów”, zapłaconych Zygmuntowi.

 

Fiasko krzyżackiej dyplomacji

czyli dyplomatycznego kuriozum ciąg dalszy

Co gorsza – albo co lepsza – pieniądze te Krzyżacy wyrzucili w błoto. Liczyli przecie na to, że, po pierwsze, na wieść o wypowiedzeniu wojny przez króla Węgier osłabnie morale polskich rycerzy przebywających w Prusach. Wszak powinni się zaniepokoić losem swoich rodzinnych stron, narażonych na węgierski najazd. No i po wtóre, Krzyżacy liczyli, że taki najazd rzeczywiście nastąpi; to zmusiłoby Polaków do wycofania się z Prus.

 

Ale najazd nie nastąpił. Ani nie osłabło morale królewskich wojsk. Po pierwsze bowiem, Jagiełło znał Zygmunta nie od dziś i wiedział, że ten monarcha będzie lawirował, groził, kręcił, ale nigdy się przed szereg nie wysunie i nie narazi na ryzyko. Po wtóre – armia polska nie dowiedziała się o wypowiedzeniu wojny, które król „polecił zachować w najściślejszej tajemnicy”.

 

A utrzymanie tej wieści w tajemnicy powiodło się dlatego, że tym razem to nie Polacy, lecz Niemcy zostali przez swoich sojuszników zdradzeni (i to pod każdym względem!). Bo Zygmunt traktował swoje zobowiązania wobec Krzyżaków jeszcze mniej konkretnie niż Francuzi swoje wobec Polski w roku 1939.

 

Otóż po pierwsze – żaden z węgierskich posłów podczas bytności w obozie polskim ani słówkiem nie bąknął polskim rycerzom, z czym tak naprawdę przybywa... więc wypowiedzenie wojny pozostało dyplomatyczną tajemnicą Po wtóre – żaden węgierski najazd nie nastąpił (zapisana przez Długosza wieść o rzekomo dokonanej przez wojsko Luksemburczyka dywersji zdaje się problematyczna). Bo, po trzecie, najazd taki w ogóle nie był planowany.

 

Kuriozum ciąg dalszy

No i po czwarte, król Jagiełło był świadom tej sytuacji - a Krzyżacy nie... Jako że w momencie dostarczenia Jagielle słono opłaconego przez Krzyżaków dokumentu, który miał zasiać w nim obawy i podłamać morale jego armii, sam poseł panów węgierskich, rycerz Frycz – 

 

„...na boku [...] szepnął królowi Władysławowi w imieniu panów węgierskich, żeby sobie nic nie robił z zerwania stosunków przez króla węgierskiego Zygmunta, bo jego list [...] nie pociągnie za sobą żadnych skutków, a sporządzono go tylko dla postrachu...”

 

Podwójna zdrada sojusznika

Jakież to niesłychane krętactwo! Ale i na nim sprawa jeszcze się nie kończy. Poseł rzekomego sojusznika Krzyżaków nie ograniczył się do zdekonspirowania pozorowanego charakteru wojennych kroków swego pana. Na dodatek odegrał też rolę polskiego szpiega. Oto osobiście –

 

„...zachęca króla [Jagiełłę], aby wyzbywszy się wszelkich obaw trwał dalej przy swym przedsięwzięciu i by się nie ociągał z podjęciem jak najszybciej walki z Krzyżakami, którzy – jak wiadomo – siłą i liczbą wojsk, uzbrojeniem i pod każdym względem są od niego słabsi, a za zmiłowaniem Bożym odniesie pewne zwycięstwo...”

 

Nic dodać, nic ująć. Pełna uciecha. Mimo wszystko jednak trudno żywić szacunek zarówno do Zygmunta Luksemburczyka, jak i do jego reprezentantów. Po trosze ratuje ich fakt, że w znacznej części byli z pochodzenia Polakami. Ale marna to pociecha być podwójnym zdrajcą.

 

Tak więc, słabszemu zawsze wiatr w oczy. Bo tu, jak widać, wszyscy wokół poczuli już, skąd wiatr wieje – i że armia unii polsko-litewskiej jest od Krzyżaków silniejsza. Tylko Krzyżacy jeszcze o tym nie wiedzieli. Albo: jeszcze się z tą myślą nie oswoili.

- - - - - - - - - - - - -

POSŁUCHAJ: fragmenty nowego programu JK i Klubu Świętego Ludwika „Grunwald po Kowalsku”; płyta wkrótce, premiera miała miejsce 20 maja, mp3 ZOBACZ I POSŁUCHAJ

- - - - - - - - - - - - -
Tekst Jana Długosza podaję w przekładzie Julii Mrukówny, wg wydania:Jana DługoszaRoczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, t. VI/2, I,Księga 10 i 11, 1406-1412, red. J. Garbacik, K. Pieradzka, przeł. J. Mrukówna, Warszawa 1982

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura