Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
369
BLOG

PRAWDA I PRZYJAŹŃ, czyli smutna wymowa faktów

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 6

Fakty wciąż nowe

 

Od początku sprawy zalewają nas nowe „smoleńskie” fakty, które dają do myślenia. Właściwie faktów tych jest coraz więcej. Komentuje się je, ale – o dziwo – upartyjnione strony konfliktu nie odwołują się (na razie) do tychże faktów, obracając w sferze wydarzeń spektakularnych wprawdzie i owszem, wiele mówiących, lecz jeśli chodzi o fakty dotyczące samej katastrofy – drugorzędnych. Mamy więc informacje o „wyścigu” Tuska z Kaczyńskim, bredzenia Palikota, które nawet jeśli traktować je jako „głosy” w dyskusji, nie tyczą meritum, mamy ujawniane coraz to nowe „rewelacje” z czarnych skrzynek, które też niczego nie dowodzą – sa co najwyżej poszlakami.


A tymczasem faktów jest wystarczająco dużo, aby ocenić jakość i sposób pracy śledczych. Choćby wpierw ta dziwna wiadomość o nieprzystawalności stenogramów i czarnych skrzynek – brakowało 15 sekund nagrania, które się jednak w końcu w Moskwie odnalazły. Znowuż kilka dni temu okazało się, że w materiałach śledczych przekazanych stronie polskiej zawarto dwa protokoły przesłuchania kontrolera „wieży” na smoleńskim lotnisku, oba datowane o dniu i godzinie takich samych, jednak sygnowane przez dwu różnych śledczych i zawierające różne treści. Treści, dodajmy, ważkie dla wyników śledztwa. A teraz dowiadujemy się, że pilot „Jaka” zeznał – oczywiście o ile ten „przeciek” do mediów jest prawdziwy – że słyszał przez radio, jak „wieża” kazała prezydenckiemu „Tupolewowi” zejść na pułap 50 metrów. Takiej sensacji nie zawierają materiały przekazane przez stronę rosyjską. Juz nie mówię o tym, że NIE WIERZĘ, aby Rosjanie nie mogli sami odczytać rzekomo „nieczytelnych” partii zapisów czarnych skrzynek (pomijam problem ich „autentyczności”). Oczywiście, że je odczytali – jeśli nasi specjaliści uczynili to szybciej, niż Oni odcyfrowali resztę. Ale przekazali stenogram (nie podpisany przez naszego specjalistę-asystenta w Moskwie, więc inny, niż ten, który on, jak twierdzi, współsygnował).


To wszystko nie wyczerpuje listy spraw ziejących niezgodnością. Lista jest długa, nie będę jej przedłużał.


Wniosek krótki

Tym, co każdemu ciśnie się na usta i pod pióro czy na klawiaturę po uświadomieniu sobie powyższych faktów – jest popularne przekleństwo połączone ze stwierdzeniem, że oto mamy szereg poszlak i nieco mniej twardych dowodów (no, jeśli zostaną potwierdzone oficjalnie) na preparowanie śledztwa. Zastanawia jednak fakt, że dowody są oczywiste w sposób aż tak niebywały. Jeśli śledztwo preparowano celowo, „na zlecenie”, to powinny się wziąć za to preparowanie służby – sławne rosyjskie służby, które robią takie rzeczy w rękawiczkach, niewidzialnie i skutecznie. Ale jeśli po spreparowaniu pozostają wyraźne ślady owego preparowania, i to już nie tyle w postaci szwu szytego grubymi nićmi, co po prostu „otwartej rany”, ziejącej i przerażającej – cóż to oznacza?


I po drugie – wszystkie te fakty z pewnością najpierw, zanim wypłynęły w prasie, musiały dotrzeć do polskich sfer rządowych. Te jednak zarówno przed, jak po ujawnieniu owych faktów – milczą. Dlaczego?


Mamy kilka możliwych odpowiedzi, które niekoniecznie się wykluczają. Oto one.


Odpowiedź pierwsza

Imperium rosyjskie upadło tak nisko, że nawet jego sławne służby specjalne w sprawach tak ważnych i pierwszoplanowych jak zatuszowanie okoliczności śmierci polskiej elity politycznej na terytorium Rosji – pracują niedbale i nieprecyzyjnie. Zapewne przy wódce.


Rząd polski publicznie nie zwraca na to uwagi, bo jest wyrozumiały i pełen litości dla upadającego imperium.


Odpowiedź druga

Rosyjskie służby celowo pozostawiły tak liczne ślady manipulacji śledztwem, a to po to, aby zasiać planowy ferment w stosunkach polsko-rosyjskich, a także aby namieszać w wewnętrznej sytuacji w Polsce.


Rząd polski publicznie nie zwraca na to uwagi, aby nie dać się sprowokować i nie doprowadzić do sukcesu rosyjskich służb.


Odpowiedź trzecia

Rosyjskie służby przeprowadziły fałszowanie śledztwa niedbale, na pół gwizdka, ponieważ strona rosyjska wie, że Polacy i tak nie zrobią im żadnej awantury. Czyli, krótko mówiąc, Rosja i jej służby mają nas w tak głębokim poważaniu, że nie zamierzają się przemęczać przy zacieraniu śladów swoich działań. My i tak nic nie możemy. Nie jesteśmy przeciwnikiem wartym większego wysiłku służb.

Rząd polski o tym wie i właśnie dlatego siedzi cicho.


Odpowiedź czwarta

Rosyjskie służby przeprowadziły fałszowanie śledztwa niedbale, ponieważ właśnie miały doprowadzić do sytuacji, w której zadanie zatuszowania sprawy spadnie na polski rząd. Bo to przecież polski rząd od początku tragedii smoleńskiej dokonywał niezłej ekwilibrystyki, aby zatrzeć postępowanie rosyjskich śledczych. Widząc to, Wielki Brat postanowił polskim braciom nie ułatwiać zadania. Chcą przyjaźni i pojednania? Niechaj wiedzą, że przyjaźń ma swoja cenę. Polski rząd, jeśli naprawdę chce prawdziwej przyjaźni z Rosją, powinien się więc czymś wykazać. Toteż dostarcza mu się kolejnych do tego okazji. W ten sposób rząd będzie brnął coraz dalej, a przyjaźń polsko-rosyjska będzie miała (na poziomie rządowym) coraz trwalsze podstawy... To jedna ze starych, sowieckich metod.

Rząd polski świadomie zgodził się na ten układ i sumiennie wypełnia swoje zobowiązania.


Odpowiedź właściwa

Wybór właściwej odpowiedzi spośród powyższych lub sformułowanie kolejnych pozostawiam Szanownym Czytelnikom.

[UWAGA: pierwotna wersja tego tekstu opublikowana została jakiś czas temu na www.kresy.pl, KLIK. Moje opinie na temat tu poruszony uległy od tej pory tylko ugruntowaniu; potwierdzają je, mym zdaniem, kolejne "fakty prasowe" i fakty z poszlakami pospołu]

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka