1.Dlaczego tak wielu ludziom podoba się działalność posła Palikota? Albo inaczej – dlaczego tolerują tego idiotę jako sztandar medialny „swojej” partii? Jak sądzę, dlatego po prostu, że nie podoba im się Kaczyński. I chyba, na razie przynajmniej, tylko dlatego. W większości.
Bo przecież, na miły Bóg! Nie podejrzewam, iż dlatego, że – jak twierdzi Teatr Ósmego Dnia – naprawdę sądzą, że tenże Palikot operuje mistrzowsko elementami „poczucia ironii czy groteski” czy że ma poczucie „Formy”, jako „wielbiciel Gombrowicza”, w przeciwieństwie do jego krytyków, którzy – tak, cały czas cytuję tenże Teatr – są „w większości mało błyskotliwi, słabo wykształceni i fundamentalnie pozbawieni poczucia ironii czy groteski”. Aczkolwiek, o zgrozo, ten teatralny punkt widzenia na działalność Palikota reprezentują też niektórzy znani mi duchowni.
Jednak nie wierzę, iżby większość ludzi o zdrowych zmysłach mogła pomysły Palikota zrównywać z Gombrowiczowskimi. To jest chore. Tak zresztą, jak moralnie & ideowo chore – z chrześcijańskiego punktu widzenia – jest środowisko „Teatru Ósmego Dnia”.
2.A dlaczego debata publiczna nie steruje w stronę spraw wagi państwowej, krąży zaś uparcie wokół inwektyw Palikota i ważnych niewątpliwie, ale jednak symboli? Dlatego że tak łatwiej. Tu ostrze sporu nie będzie dzieliło tych, co to chcą czy nie chcą płacić takich albo innych podatków, dostaną albo nie dostana wyższych emerytur. I znów zacytuję ów Teatr, który wspierając duchowo Palikota wyjaśniał, że popierają go ci, „którzy czasami przemierzali dziesiątki kilometrów lądem i morzem”, by w ostatnich wyborach oddać koniecznie głosy, i że „nie były to głosy na patriotyczno – narodową wersję Polski – tylko na Polskę, w której istnieje i ma prawo głosu ‘skandalista’ Janusz Palikot”.
No i udało się. Adam Michnik mógł po tych wyborach triumfalnie stwierdzić, że „obóz Kaczyńskiego, wspierany przez formacje skrajnej prawicy nacjonalistycznej i klerykalnej w rodzaju Radia Maryja”, obóz, który „jest z całą pewnością niebezpieczny dla demokracji w Polsce”, oraz żyje w poczuciu „frustracji, lęku przed tym co odmienne, i permanentnego strachu przed Rosją czy Niemcami”, ten obóz nareszcie „nie czuje się w naszym państwie u siebie”.
3.A zatem Prezes Jarosław miał całkowitą rację, przywołując osobę Zapatero w kontekście pierwszej decyzji prezydenta-elekta, dotyczącej Krzyża przed Pałacem. Całkowita akceptacja Palikota i zaogniskowanie sprawy wokół Krzyża, przeciwko któremu można nawet zorganizować udaną manifestację – przybliża nas do rozwiązań i pomysłów rodem z obecnej Hiszpanii. Czyli: do urządzania światopoglądu zamiast państwa. Pod hasłem urządzania państwa, oczywiście.
Tak można wygrać i przegrać wybory. Wszak przedostatnio można je było wygrać stawiając na patriotyzm i pobożność, i przekonując, że ta druga strona stawia na co innego. A yta druga strona skwapliwie przyjęła rzecz do wiadomości i poszła za ciosem. Tak poniekąd wygrał PiS a przegrała PO lat temu pięć. Wtedy bowiem PO postawiła raczej na „nowoczesność poglądów”. Teraz, podczas wyborów prezydenckich – wedle słów „GazWyboru” – postanowiła jednak „bić PiS jego własną bronią”, wystawiając Komorowskiego, niby sztandarowego katolika i patriotę, który wykonał parę nędznych gestów „tradycjonalistycznych”. Te gesty zaspokoiły potężną część jego zwolenników-katolików, tych, którzy bez wątpienia nie pragną wprowadzenia zapateryzmu, ale Kaczyńskiego nie lubią.
4.Niestety. Choć ze strony zwolenników Komorowskiego wciąż wysłuchuję deklaracji – że parytety uważają za idiotyzm, a warszawską manifestację gejów za bzdurę – nadal widzę, że nie pojmują, iż głosując na „Bronka” przybliżają czas demonów, zapowiadany pierwszą decyzją elekta.
Nie widzą, choć przecie jednocześnie nasi „zapateryści” ustami Pacewicza i innych przekonywali na łamach „GazWyboru”, że Komorowski mimo swoich rzekomo tradycyjnych poglądów da się gejom i lesbijkom urobić. I że wkrótce obyczajowe postulaty lewicy poniosą nas wreszcie w wymarzoną przyszłość, zostaną wypisane na sztandarach nowej rzeczywistości, już nie katolicko-narodowej, tylko – no właśnie, tęczowej et caetera.
5.I wszystko wskazuje na to, że ten czas wielkich obyczajowych zmian dokonywanych za pomocą wielkiej polityki powoli się przybliża. Co wtedy powiedzą Arcybiskup Lubelski i inni dyżurni księża „GazWyboru”? Ach! Może będzie to czas, gdy nic już nie powiedzą, bo ich po prostu „GazWybor” już potrzebował nie będzie. Może nawet, a raczej na pewno, postawi ich w roli wrogów (jak niedawno warszawską kurię, która w sprawie Krzyża przed Pałacem wedle „GazWybowu” po piłatowsku „umywała ręce” – mimo że miejscowy arcybiskup jest, co wiadomo powszechnie, platformofilem).
6.Powstaje pytanie, co wtedy uczynią ci powyżsi katoliccy zwolennicy Platformy – a liczba ich wielka jest i potężna – którzy na poważnie czują się katolikami? Czy odetną się, i na ile, od działań typu zapaterystowskiego? Czy zwrócą się wtedy przeciwko inicjatorom takich działań?
Otóż jesteśmy w takim punkcie dziejów, w którym teraz, przed tą batalią, o której mowa, „będzie się” (to „się” niech każdy jak chce rozumie) poczyniało przygotowanie artyleryjskie. Będzie się więc urabiało tę właśnie katolicką część zwolenników Platformy. Zeby ci zwolennicy stracili nadzieję na to, że Kościół jest Kościołem, a Ojczyzna Ojczyzną, Moralność Moralnością, cnota cnotą, grzech grzechem, a – za przeproszeniem czytelników – gówno gównem. Żeby otwarcie zaprzeczyli słowom Wyspiańskiego: „Tylko pod tym Krzyżem, tylko pod tym znakiem,| Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Żeby skapitulowali, zbaranieli do końca, w imię niechęci do Ojca Rydzyka i Prezesa Jarosława. Na pewno wrzuci się jeszcze do wspólnego kotła jakieś wyciągnięte afery pedofilskie i źle prowadzone lekcje religii, no i co tylko chcemy.
7.Ale to się jeszcze może naszym zapaterystom nie udać. Pod pewnym warunkiem. Pod takim to warunkiem, że nie uda im się „upartyjnienie” tej dyskusji. Że nie będzie to TYLKO postawienie Kaczyńskiego przeciwko Tuskowi i Komorowskiemu. A może w ogóle nie. I że nagle okaże się, że ci, „którzy czasami przemierzali dziesiątki kilometrów lądem i morzem”, by oddać głosy na Komorowskiego – powiedzą temu zapaterysrtowskiemu pomysłowi „nie”, dlatego, że poczują, że bynajmniej nie jest im obca „patriotyczno-narodowa wersja Polski”. Bo wierzę, że nie jest im wcale obca! Obca im jest tylko Polska narodowo-patriotyczna opisywana jako potwór, wedle modusu takiej Olgi Tokarczuk, Palikota czy Teatru Ósmego Dnia (cokolwiek o mistrzowskim wyczuciu Formy przez ów Teatr można by powiedzieć). Tak contra spem spero: i mam wbrew nadziei tę nadzieję, że owi dzisiejsi zwolennicy Komorowskiego dadzą wyraz kolejnej frustracji – i nie opowiedzą się za tym, co promuje straszliwą, bolesną pustkę i egzystencjalną nicość.
8. Uprzytomnijmy sobie, że jest to wyzwanie, o którym myślał i o którym mówił cały czas nasz Papież Jan Paweł II. To On cały czas mówił o Chrystusie, bez którego nie można zrozumieć człowieka, i o Narodzie, który musi znać i rozumieć Krzyż, który musi wiedzieć, jak wykorzystywać wolność i co to jest wolność. Takie proste, a takie trudne w praktyce. A mimo to raz już się udało, ale wtedy antychryst był znacznie łatwiej rozpoznawalny. Teraz trudniej, przynajmniej na tym etapie. Co pozostaje? Ave Crux, spes unica!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)