Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
518
BLOG

PUTIN i KOLOROWA NIEPODLEGŁA czyli O PATRIOTYZMIE

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 4

Nadchodzi zjawisko znane z Rosji. Tylko, że nie jesteśmy Rosją – niestety i na szczęście. Więc mam nadzieję, że zjawisko to pozostanie na marginesie (czytaj oczywiście: na śmietniku historii). 

Rosjanie przyznający, że imperium sowieckie było imperium szatana, a Stalin zbrodniarzem – są bardzo często (jeśli nie z metra) uważani za zdrajców. Zdrajców narodu. Oni sami zaś wystrzegają się jak ognia słowa „patriotyzm”, bo „patriota” to dla nich synonim tych Rosjan, którzy są ślepymi zwolennikami Putina. Znaczy się: zwolennikami Rosji wielkiej, bezwzględnej i mogącej robić wszystko z wszystkimi. 

Generalnie myślę więc sobie, że życie przyzwoitego Rosjanina w Rosji musi być niezwykle nieznośne. Trudno tam być przyzwoitym człowiekiem, bo aby być przyzwoitym człowiekiem, należałoby nie być patriotą – czyli, wedle mego zdania, należałoby nie być przyzwoitym człowiekiem. Konflikt idei godny greckiej tragedii. 

W Polsce widać tendencję podobną. Ale tylko tendencję, na szczęście, bo (na szczęście) nie mamy tutaj ani Putina, ani (na nieszczęście) nie jesteśmy potęgą porównywalna do rosyjskiej. Tylko że powoli, w niektórych kręgach, oznaką przyzwoitości staje się bycie takim kimś, kto w dniu 11 listopada zaśpiewa publicznie przed piszczącą trójpłciową publiką: „Dymać orła białego, czaczacza”. I wyzna, że nie rozumie, jak można być patriotą, a ludzi określających się  patriotami opisze jako...

…tłum twardogłowych narodowców, otoczonych kibolami i naziolami. Tłum ludzi, których ideologia to konfrontacja, święta wojna, Bóg, honor, ojczyzna i czystość rasowa. 

...(to oczywiście o Marszu Niepodległości) Takie określenie patriotów i patriotyzmu to rzecz bardzo ciekawa. Zauważmy jednak, że ma ono zupełnie inną podstawę, niż w Rosji. W Rosji konflikt przyzwoitości i patriotyzmu – czy raczej ich pojmowania – ma za tło zbrodniczą współczesność i zbrodniczą przeszłość Rosji jako państwa. Natomiast u nas konflikt pomiędzy „byciem przyzwoitym człowiekiem” (niech będzie: „człowiekiem w porzo”) a byciem patriotą jest wynikiem jakiegoś intelektualnego snobizmu – tak po troszku jak na Zachodzie w dobie „rewolucji” roku 1968. To intelektualna poza, której przyjmowanie nie zostanie opłacone łagrem, a co najwyżej wypiciem kawy w blasku jupiterów przed kamerami tefałenu. Przyzwoitość warta jest dobrej kawy.   

W Rosji środowiska „przyzwoite” stanowią mniejszość i nie mają medialnej przewagi. Są w głębokiej defensywie i budzą mój szacunek (oraz zakłopotanie). Nadto, one się chyba w skali wielkoruskiej po prostu nie liczą. W Polsce zaś podobne środowiska "przyzwoite" (a raczej "antypatriotyczne", bo o przyzwoitości trudno w tym przypadku mówić) mają spore zaplecze medialne i (pseudo-)intelektualne. Niedawno dostały wiatr w zagle w związku z wyborami, ukłonami ze strony rządu i vice versa, no i w związku z europejskim wsparciem. Aż tu nagle frustrację przynosi im dzień 11 listopada. Kilkanaście (lub więcej) tysięcy ludzimanifestujących spokojnie z biało-czerwonymi flagami w dłoniach naprzeciwko garstki intelektualnych degeneratów, uważających się za elitę - to musiało być wrażenie piorunujące (pozwalam sobie na użycie słowa: degeneraci, bo uważam je za słowo celne w tym przypadku, choć może też zostać uznane za obraźliwe; tu ma przede wszystkim odpowiadać rzeczywistości, a nie obrażać).

Nie muszę dodawać, że (zwłaszcza w kontekście Marszu) polskie środowisko ludzi „przyzwoitych” jest zapewne wielką nadzieją Putina. Tworzą je przecież artyści, uczeni i zbuntowana młodzież (w znacznej części, jak podejrzewam, pochodząca z dobrze sytuowanych rodzin), którymi pięknie jest manipulować. Zwłaszcza, że całe zjawisko ma charakter intelektualno-jarmarcznego snobizmu. Ludzi z tego kręgu w różny sposób (nie wyłączając działań służb) Rosja Putina bedzie pchała wzwyż w polskiej karierze medialnej i politycznej. 

Tym bardziej więc, o ile współczuję Tymańskiemu,autorowi i wykonawcy piosnki "Dymać Orła Białego" (bo ten Tymański zdaje się szczerze wierzy w to, co mówi), to już trudniej przychodzi mi współczuć tym, którzy tworzą (pseudo-)intelektualne podstawy dla hasła „Dymać Orła Białego”. Trudno wszak współczuć osobom, biorącym udział w intelektualnym oszustwie. Na przykład temu bodaj profesorowi, o ile pomnę, socjologii, który w niedawnym wywiadzie dla GazWyboru, udzielonym zaraz po 11 listopada (wydrukowano go na reprezentacyjnej drugiej stronie) najpierw niby analizuje zjawisko tłumnego świętowania święta niepodlegości, a potem wyznaje, że nie rozumie, jak można odczuwać potrzebę takiego tłumnego manifestowania patriotyzmu (oczywiście w kontekście Marszu). Po co to komu, mówi, to jakiś bezsens (cytuję z pamięci), lepiej niech każdy zje dobrą kolację w towarzystwie znajomych i przyjaciół – oto lepszy sposób świętowania. W domyśle – wiadomo, publiczne okazywanie patriotyzmu to rzecz nieprzyzwoita i niegodna intelektualisty. 

Po takiej wypowiedzi ten człowiek : a) jeśli nie rozumie, że potrzeby masowego okazywania swoich uczuć są naturalne i pozytywne, to powinien zrezygnować z bycia socjologiem, albo b) powinien wyraźnie zastrzec się, że mówiąc powyższe słowa nie wypowiada się jako „badacz bezstronny”, bo nie opisuje rzeczywistości beznamiętnie, lecz ocenia ją, zajmując pozycję ideologa, po jednej ze stron konfliktu - nie zaś naukowca.

- - - - - - - - - - - - - - - -
Ostatnie pytanie: ciekawe, kto pobierać będzie (o ile już nie pobiera) stypendia Gazpromu i jak ten ktoś określi się: jako patriota, czy jako człowiek "przyzwoity"?

- - - - - - - -

ps. wpis zmodyfikowany o 10:00

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka