1.Co(ś) się zmieniło… w Krakowie
Jestem w Krakowie, na sesji naukowej. Znajoma pani magister historii oprowadza zagranicznych gości po Wawelu. Wchodzą do grobów królewskich, a ona jedzie tekstem prostym: „Tu leży król Zygmunt III, który odzyskał Smoleńsk... tu leży król Jan Kazimierz, który Smoleńsk utracił... a tu leżą: prezydent Kaczyński
z małżonką, którzy zginęli w Smoleńsku w rosyjskim zamachu... a teraz wejdziemy do krypty Piłsudskiego, który…”etc. Oczywiście większość krakowskich akademików tak by nie powiedziała. Ba, niektórzy okazywaliby może i dyzgust z powodu obecności tutaj TEGO sarkofagu, kto wie? Ale i tak czuję, że coś się zmieniło.
2. Co(ś) się zmieniło… we Wrocławiu
Z Krakowa jadę do Wrocławia. W zimnym wnętrzu ogromnego kościoła Marii Panny na Piasku kilkaset osób przezponad trzy godziny twardo wysłuchuje Mszy Świętej z długim, „smoleńskim” i „antylemingowym” kazaniem, a potem trzydziestu piosenek i wierszy wykonywanych przez dwadzieścia „podmiotów wykonawczych” (przeważnie młodych - od kilkunastoletnich młodzieńców i dziewcząt poczynając)z całej Polski, w ramach zbiorowego koncertu „Artyści o Smoleńsku”. Atmosfera napięta i wzniosła. Nikt tu chyba nie ma tu wątpliwości, że zamach to zamach. Rezerwę zachowują (podobno) jedynie… miejscowi działacze PiS-u... ba, oni wręcz boją się cokolwiekgłośniejszepnąć o zamachu. Także kilku miejscowych artystów, którzy „popełnili” jakieś „utwory smoleńskie”w ostatniej chwili wycofuje się z występów. Boją się,co powiedziałoby na to środowisko artystyczne – i chowają swoje utwory do szuflady, a ich nazwiska ostatecznie nie znajdują się na plakacie. Ale za to pojawiają się inni, po których aż dotąd nikt się tego nie spodziewał. Po imprezie słyszę od przyjaciół, że niedawno odbył się we Wrocławiu wiec protestacyjny w sprawie telewizji Trwam [pardon - napisałem pierwotnie, że w sprawie smoleńskiej - to był błąd - przyp. autora] – najliczniejsza manifestacja "protestacyjna" od czasu stanu wojennego.
3. Co(ś) się zmieniło… w małych miasteczkach
Mówię im na to, że w moim rodzinnym, małym Kórniku w tym tygodniu (21 IV konkretnie) zostanie odsłonięta tablica ku czci ofiar „katastrofy” (z udziałem krewnych Ofiar Smoleńskich). Dowiaduję się w zamian, że na Dolnym Śląsku w przynajmniej kilku małych miejscowościach odbędą się podobne uroczystości.
4. Odkrycie „GazWyboru” nr 1: są dowody na zamach, którego jednak nie było …
W drodze powrotnej czytam końcotygodniową prasę. „GazWybor” nieco mnie zaskakuje. Co prawda Michnik dmie w to samo, co Tusek, a nawet gorzej, krótko mówiąc przewrotność, zdrada etc prostym tekstem i w stanie czystym - ale są też wyraźne (redakcyjne i przemyślane, bez wątpliwości) znamiona zastanowienia i zdumienia (???) tym, dlaczegotak wielu – ba, coraz więcej – Polek i Polaków uważa, że zamach to zamach. Ewa Milewicz spłodziła zatem tekst „Gniew smoleński da się zrozumieć”. No i naprawdę odkrywa Amerykę – bo wymieniając znane nam wszystkim fakty, dochodzi jakby do wniosku, że w zasadzie mamy (ale tylko My, a nie Ona i Oni) powody wierzyć w to, że zamach, to zamach… sęk w tym tylko, że no, że nie był to zamach. I jak to Polakom przetłumaczyć?! Właśnie. Ewa Milewicz sądzi, że zabrakło odpowiedniego tłumaczenia ze strony rządu, a wskutek tego biedni Polacy uwierzyli w najpowszechniej dostępną wersję - czyli wersję PiS-u.
5. Odkrycie „GazWyboru” nr 2:
ci wariaci naprawdę tak myślą!!!
Podobnie Grzegorz Sroczyński tłumaczy sam sobie, że wiara w zamach to efekt braku dyskusji z „ludem smoleńskim”, który od „a” do „z” uznany został przez „lewą stronę” dziennikarstwa za fanatyków i wariatów, no az wariatami nie ma przecież po co dyskutować. Sroczyński nagle zauważa, że pośród tego „ludu” są także i tacy ludzie (w tym dziennikarze), z którymi jednak rozmawiać można było. Że to nie są koniecznie koniunkturaliści, że – choć bodaj, że naprawdętrudno w to Sroczyńskiemu uwierzyć– zapewne RZECZYWIŚCIE ci ludzie i ci dziennikarze prawicy TAK MYŚLĄ. No i że ów brak dyskusji wydał biednych i bezradnychszarych Polaków „na żer najdziwniejszych teorii”.
6. Odkrycie „GazWyboru” nr 3:
ci wariaci nie są starzy i niewykształceni!
Z kolei pani profesor Mirosława Grabowska, dyrektor CBOS-u, wywiadowana przez Leszczyńskiego, zastanawia się m.in. nad tym, dlaczego właściwie wyborcy PiSu to bynajmniej nie tylko mało wykształceni starzy z małych miast. Wskazuje, że bardzo dużo wyborców Jarosława to właśnie ludzie wykształceni, z dużych miast, a co więcej – majętni(teraz to dopiero zauważono…?). No,a poza tym – znaczna większość z nichto konserwatywni, praktykujący katolicy. To ją zastanawia. Zastanawia też, dlaczego retoryka Tuska ich nie przekonuje, za to przekonuje agresywna retoryka Jarosława, za którym uważają, że „Polska ginie”… chociaż, jak tłumaczy, przecież tak nie jest… a może – mówi – może po prostu retoryka Tuska „nie ma heroicznego naddatku”, którego ci akurat Polacy oczekują? Pada też osobliwy wniosek: że nie wystarczy "poczekać, żeby PiS wymarł", bo on - wbrew jakże słusznym oczekiwaniom - "nie wymiera"... Ale klops!
7. Smieszno a straszno: czyli co naprawdę
Wszystko to dość śmieszy. Bo jak może dziwić i nie dziwić zarazem fakt, że ukrywanie dowodów rzeczowych i mataczenie w śledztwie etc. skłania nie tylko do myślenia o nieczystym sumieniu, ale i, przecie! jest tego nieczystego sumienia przynajmniej pośrednim dowodem? Bo jak może dziwić, że „retoryka Tuska” nie może podobać się ludziom, którzy mają określone poglądy nie tylko na gaz i ciepłą wodę w kranie, ale takżei na zasady moralne? I na to, czym jest Polska? Bo jak można wciskać palikotobliską retorykę ludziom,którym droga jest Wiara i drogi jest Kościół?
Ale tu po prostu coś tkwi za tymi tekstami. My i Oni patrzymy na to samo i oglądamy te same „dowody rzeczowe”, patrzymy na tę samą Polskę. Tyle, że Oni wyznają żelazną zasadę: że z prawdziwych przesłanek nie można i nie należy wyciągać prawdziwych wniosków, a tylko wnioski słuszne. Co gorsza, część z Onych nie uznaje tego za taką sobie czasową jedynie taktykę dyskusji – ale może i naprawdę tak myśli…
7. Smieszno a straszno: czyli dwa pomysły na Polskę
Bo to jest prawda – że różnimy się pomysłem na Polskę. Tego pomysłu Oni nie werbalizują, nie upubliczniają jednak, to znaczy: nie mówią o nim wprost w papierowej wersji "GazWyboru" (publicznie robi to za Onych Palikot). Bo jak mogliby to zrobić, skoro tak naprawdę (co widać, słychać, czuć – ale nie prostym tekstem, tylko dookolnym), tak naprawdę Oni chcą rzeczy "na razie" niepopularnej powszechnie, czyli nie przewalonej w mejnstrimie; a zatem chcą Polski zdechrystianizowanej i zdepatriotyzowanej (zgoda, że może tylko w jednym ze znaczeń tego określenia), a także Polski bez chorągwi, bez orła, bez powstańców, bez siły, bez oryginalności, bez małżeństw, bez dzieci – takiej pseudopolonii zeuropeizowanej, czyli ze zboczeńcami w przestrzeni publicznej, z seksem na okrągło kogobądź z kimbądź tudzież z aborcją na życzeniejako zasadami moralnymi naczelnymi i nie tylko, i tak dalej, i tak dalej.
To ten właśnieprojektnie podoba się wyborcom PiSu. Czują go przez skórę – czy raczej przez gazetowy papier. Na odległość. A niektórzy zresztą czytają ów projekt wyrażany wprost -na blogach gazwyborowych dziennikarzy, czy pod klawiaturą Pacewicza, który napisał był: "Palikot nam sie udał" [tu, żeby nie było, że nie].
i clou
No, ale przede wszystkim przeszkadza w dyskusji krew tych Dziewięćdziesięciu Sześciu, którzy przeszkadzali Rosjanom, a teraz przeszkadzają lemingom gazetowyborczym, chcącym mieć z nimi raz na zawsześwięty spokój – żeby budować lepszy (?) świat, którego nie chcemy…
Budowaliby sobie w kłótni z nami - ale czym innym jest kłócić się ot, tak, a czym innym kłócić się, mając za tło i cenę swojej racji... cenę… - zaprzaństwa? zdrady? Otóż niekiedy, w niektórych przypadkach, niewątpliwie tak, za taką właśnie cenę. Kiedy indziej za cenę własnej głupoty. Ale przede wszystkim za cenę zaniku pamięci i zaniku rozsądku - w imię rzekomych: przyszłego rozsądku i rzekomej przyszłości.
W przypadku ukrywania zbrodni nie może być jednakna to zgody. I stąd niezgoda. W tym tkwi problem, którego ONI nie chcą zrozumieć.
- - - - - - - - - - - - - - -
II.
Powyższy tekst jest w zasadzie komentarzem
(postfactumatycznym) do tekstu ponizszego
zamieszczonego wczoraj na Salonie, a powstałego
w wyniku podobnych acz uprzednich przemysleń,
śpiewanego zaś w ostatni piątek we Wrocławiu.
Powtarzam go jako swego rodzaju przypis.
- - - - - - - - - - - - - -
DO PRZYJACIÓŁ-LEMINGÓW
ANTYFONA
Trudno przyznać, trudno – bo to w niczym się nie mieści,
Ale wiadomym jest, że tak się stało:
Że tę samą jedną wiarę wyznajemy jeszcze,
A nie mierzymy świata jedną miarą;
Że te same książki w naszej pamięci szeleszczą:
Czytamy w nich to samo nie tak samo,
Odkąd podzieliło nas dziewięćdziesięciu sześciu,
Dziewięćdziesięciu sześciu nas złamało;
Odkąd
Jedne i te same słowa jednym z nas brzmią śmiesznie,
A drugim wiekuiście urągają;
Odkąd podzieliło nas dziewięćdziesięciu sześciu,
Dziewięćdziesięciu sześciu nas złamało.
A tu nam mówią, że to przecież wie się samo przez się,
Że czas zrozumieć, żeby się nie rozumiało;
Że
Czas zawiązać sobie oczy jeszcze ściślej, jeszcze
Bardziej nie widzieć, niż się nie widziało;
Nie chcieć wiedzieć bardziej jeszcze, niż się dotąd nie chce,
Zapomnieć bardziej, niż się zapomniało;
Że
Czas nie mówić, czego żaden wypowiedzieć nie chce,
By się to samo przez się rozumiało:
Że
Lepiej, że zginęło tych dziewięćdziesięciu sześciu,
Niżeli miałby zginąć cały naród.
Że
Lepiej, że zginęło tych dziewięćdziesięciu sześciu,
Niżeli miałby zginąć cały naród.
Że
Lepiej, że zginęło tych dziewięćdziesięciu sześciu,
Niżeli miałby zginąć cały naród.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)