sezon na twarzowe konfederatki dla młodego pokolenia trwa nadal - - fot JK
sezon na twarzowe konfederatki dla młodego pokolenia trwa nadal - - fot JK
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
728
BLOG

Frazes Patriotyczny a Krucjata Różańcowa : o co chodzi

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 10

 


 

1. Szczurbiurowy napisał w relacji z pielgrzymki Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę,że obecnym problemem palącym (nas palącym) jest „dobór środków działania w dzisiejszych czasach”. I dalej: „niektórzy, a jest ich niemało, uważają, że w dzisiejszej Polsce jest niezbędna mobilizacja chrześcijan do przeciwstawienia się fali ateizacji. Inni pozostając wiernymi tradycji kultywują ten frazes patriotyczny, który moim zdaniem jest już zupełnie anachroniczny i nieprzystający do percepcji młodego pokolenia, a to ono przecież ma przenieść Polskę w przyszłość, a nie pokolenie dzisiejszych 50 latków i starszych”.

Następuje dalej u Szczurabiurowego pochwała Krucjaty: „na tym tle krucjata różańcowa jawi się jako ruch nawiązania relacji osobowej z Bogiem – co widzę jako bezpośrednio osadzone w nauczaniu Jana Pawła II i czym poruszył serca młodych ludzi na całym świecie. I jest to zasadniczo różne od dotychczasowego frazesu patriotycznego, chociaż i on jest obecny w tym ruchu”.

2. Szczurbiurowy przeciwstawił tutaj anachroniczny jego zdaniem „frazes” – żywej „mobilizacji chrześcijan”. Nieuważny czytelnik mógłby odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z (wybacz Szczurzebiurowy, bo to brzmi jak obelga! ale nią nie jest) otóż z nawiązaniem do sformułowań obecnych w „GazWyborze” – że oto gdzieś tu są katolicy postępowi (np. dajmy na to trzon Krucjaty), a tam – jakieś próchno i beton, „slogan” i tak dalej, a nawet, fuj! – „patriotyzm” (np. dajmy na to obrzeża Krucjaty). I oczywiście nie o to Szczurowibiurowemu chodziło, jak sądzę, a raczej jak wiem.

 

3. Tymczasem problem jest takim jakim go sygnalizuje Szczurbiurowy, tyle że przedstawia się inaczej niż pod klawiaturą ludzi z Czerskiej. Ludzie z Czerskiej w swoich tekstach odrywają patriotyzm od chrześcijaństwa, a nadto samemu słowu „patriotyzm” nadają zabarwienie negatywne (cokolwiek by pisali o patriotyzmie pozytywnym – na to wychodzi, to widać i czuć). U nich zasadniczo „patriotyzm jest be”, bo, jak można by rzec – tu dokonam skrótu myślowego – otóż bo wedle nich albo patriotyzm jest a) faszystowski, albo b) przestarzały, obciachowy i niezrozumiały oraz nieprzydatny dla młodego pokolenia, któremu to pokoleniu należy wyśpiewywać piosnkę „dymać orła Białego”.

 

4. W propagowaniu takiego negatywnego pojmowania słowa „patriotyzm” w jakimś sensie pomagają ludziom z Czerskiej patriotyczne slogany –te wyszydzane przez piosenkę zacytowaną powyżej. Ustalmy, że slogan to hasło czy w naszym przypadku zespół haseł i zachowań powtarzanych niekiedy bezmyślnie. Ale uwaga: przecież najszczytniejsze hasło można uczynić sloganem i sprawić, aby przez to właśnie zostało ono znielubione oraz stało się straszakiem zamiast hasłem pozytywnym. I oto najszczytniejsze i świetne hasła są właśnie oczerniane, wyszydzane  i przedstawiane jako slogany - po to, aby je zniszczyć jako takie, w tym słowo „patriotyzm”.

 

5. Kwestia polega jednak na tym, że Szczurbiurowy nie pisze o sensie patriotyzmu, jako że ten nie ulega kwestii, lecz o „doborze środków” w przekazywaniu tegoż patriotyzmu. I zauważa istnienie pewnego „frazesu patriotycznego”, który tego patriotyzmu nie przekazuje dobrze. Bo jest usztywniony – tu wyjdę poza cytat ze Szczurabiurowego, zafantazjuję sam – otóż jest usztywniony dość podobnie, jak za PRLu sztywniały niektóre hasła „patriotyczne” głoszone przez ówczesny rząd – tak iż zyskiwały wymiar bardziej urzędowy niż serdeczny, jakiś taki skisły, wyprany z głębszej myśli, choć literalnie były „słuszne” także i dla Nas. Szczurbiurowy ma chyba zatem na myśli sytuację, w której, wskutek splotu okoliczności – hasła patriotyczne stają się mało przekazywalne przez wzgląd na nadawana im frazesowość… dodatkowo podatną na krytyki ludzi z Czerskiej…

 

Ale czy bez tych haseł, symboli, gestów – patriotyzm może w społeczeństwie istnieć? Nie. On musi się wyrażać w gestach, słowach, symbolach... nie ma na to rady... na szczęście. A jak je wymierzyć?

 

6. I otóż tu mamy pewien problem. Bo uwaga! jak odróżnić tak rozumiany „frazes” od przekazu właściwego dla patriotyzmu dzisiaj?Czy jest na to jakiś przepis? Co właściwie będzie „frazesem”? Mamy tu bardzo poważną trudność, wbrew pozorom. Bo trudno wyznaczyć granicę „frazesowości”, poza którą frazes przestaje być frazesem, albo się nim staje. Obawiam się, że chcąc rzecz zdefiniować podążymy w kierunku dość nieokreślonym. W kierunku odczuć, impresji, określeń estetycznych etc. etc. które trudno będzie przekuć na zdania bardziej określone. Zresztą albo wtedy urazimy kogoś, kogo nie chcemy urazić, albo nie wyrazimy tego, co chcemy wyrazić. Bo przecież patriotyzm MUSI być do pewnego stopnia napuszony i sztywny – dotyka wszak rzeczy najważniejszych, wobec których powaga jest konieczna. A z drugiej strony MUSI być autentyczny. Tego się przepisami nie określi. To się musi   s t a w a ć. I nie ma przepisu. Jest tylko DZIAŁANIE. Trzeba tworzyć formy, które będą tradycyjne i żywe zarazem… i unikać takich, które wydają się nam frazesowe. Ale same dyskusje niewiele tu chyba uściślą. Czy mam rację, Szczurzebiurowy?

 

7. A może Szczurowibiurowemu podskórnie chodziło o coś jeszcze. O to, że wprawdzie organizatorzy Krucjaty Różańcowej – to niemal bez wyjątku ludzie młodzi lub bardzo młodzi, ale że z kolei większość pielgrzymujących (nie wszyscy, ale bardzo znaczny procent) to ludzie starsi, a także – by tak rzec – ludzie w pewnym zacnym typie psychofizycznym, który pod klawiszami redaktorów z Czerskiej bywa określany aż nazbyt dosadnie. Jest to z jednej strony wzruszające, ale z drugiej strony może stwarzać wrażenie, że oto widzimy przed sobą „patriotyzm, który odchodzi wraz z weteranami”, „patriotyzm starców”. W komentarzu do bilbordów, na których Krucjata wypisała „Maryjo, ratuj, bo giniemy” – „GazWybor” dała niedawno upust radości, że ta część społeczeństwa (reprezentująca ideały głoszone przez Krucjatę) „ginie”, i jak świetnie, że sama ma tego świadomość, generując hasło: „giniemy”. Ludzie z Czerskiej skomentowali: „no nareszcie, czas najwyższy”. Przyznam, że raził mnie dobór takiego akurat hasła dla Krucjaty. Wolałbym słowa i pieśni ulubione Stefana kardynała Wyszyńskiego: o zwycięstwie, o potrzebie walki, o wsparciu Boga – i Maryi. Ale to na inna notkę.

 

8. Przyznam nadto szczerze, że ów „frazes” patriotyczny (niedefiniowalny, więc cokolwiek pod nim rozumieć) niekiedy mnie denerwuje, a niekiedy do łez wzrusza. Kiedy zerkam do poezji i wspomnień okresu, na przykład, powstania styczniowego – widzę, że i wówczas ten sam problem istniał… wzruszał i sztywniał, smieszył i wzruszał… Co na to poradzić?

 

Ale przede wszystkim – to zdanie adresuję do Szczurabiurowego – przypominam sobie podobne moje i mego Taty odczucia z sierpnia roku 1980. Portrety papieża i krzyż na bramie stoczni, a potem ten długopis jarmarczny z pływającym papieżem, którym Lechu podpisywał Porozumienia Sierpniowe, mając na dodatek różaniec na szyi. Mieliśmy – przy wielkiej radości z tego, co się działo - uczucie takiego lekkiego inteligenckiego zażenowania. To takie jakieś niestosowne, takie jakieś – nie wiem, jak nazwać: frazesowe, sloganowe, jarmarczne.

 

Rok później, bodaj w sierpniu  1981 roku, opisałem to zażenowanie w swoim pamiętniku – jako byłe i niesłuszne uprzedzenie. Bo po paru miesiącach pomyślałem sobie, że tak właśnie miało być. Że miał być katolicki „obciach”. I że ów obciach (nie znałem jeszcze tego słowa, to moja dzisiejsza dośpiewka) to WŁAŚNIE TO. Tak: masz tu komuchu obciach (jak strzał z WiS-a) i połkniesz go, jak Mefistofel musiał wytrzymać kąpiel w święconej wodzie (vide „Pani Twardowska”). Ot, co.

 

Może i dziś tak właśnie być ma?

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka