PRAWDE MÓWIĄC, aż takiego czegoś nie spodziewałem się.
Wygląda na to, że mamy nową Targowicę: taką z wymianą wiernopoddańczych listów i telefonem Putina w drugą stronę, skorelowanym z listami.
Podejrzewam, a raczej mam nadzieję, że Palikot nie wie, co robi (ze względu na zbawienie duszy jego byłoby tak lepiej) - ale tak samo przecież działali targowiczanie. On jednak, jeśli nawet nie wie, co robi, to wie, że posługuje się żargonem z PRLu rodem ("przyjaźń i współpraca między naszymi krajami")
W każdym razie tym razem Palikot występuje po stronie "sarmatyzmu" w jego własnym - Palikota znaczy się - rozumieniu. ("sarmaztym" biorę w cudzysłów, bo uważam ów termin za nieużywalny, ale tu cytuję go jako polityczną inwektywę używaną współcześnie, a zaczerpniętą z dziejów myśli polskiej pokrętnej).
Przy okazji spójrzmy na symbol graficzny palikociarskiej parlamentarnej ferajny. Czy to Sejm płonący? Czy Sejm w błazeńskiej czapce? Czy na złodzieju czapka gore (od razu przepraszam za urażanie uczuć)?
Wszystkie trzy możliwości porażające. Albo palenie Bundestagu, albo strojenie min błazeńskich... no albo palenie kota...


Komentarze
Pokaż komentarze (20)