Podczas powstania styczniowego obowiązywała żałoba narodowa – panie chodziły w czarnych sukniach. Panował w tym względzie swoisty patriotyczny terror: żadna nie ośmielała się wdziać jasnej sukienki. Dopiero po jakimś czasie, wraz z klęską powstania, terror rosyjski przemógł i ulica warszawska „odczerniła się”.
W apogeum tej narodowej żałoby ktoś puścił po Warszawie plotkę głoszącą, iż tajny Rząd Narodowy zakazał noszenia sukien-krynolin. Wedle plotki, krynoliny, mimo, że czarne – miały zostać uznane za zbyt „bogate” jak na żałobę.
Zanim tę plotkę o rzekomym własnym dekrecie Rząd Narodowy zdementował, grupki rzekomo „patriotycznie nastawionej młodzieży”, głównie czeladników rzemiosł różnych, poczęły ścigać po Warszawie kobiety w krynolinach i z radością tudzież publicznie ściągać z delikwentek odzienie. Na ulicach pojawiły się odziały spanikowanych kobiet w samej tylko bieliźnie, znaczy się w gatkach.
Co prawda niektórzy statecznie nastawieni patrioci stanęli w obronie krynolin. Na tym tle doszło do przepychanek, po czym interweniowały carskie siły porządkowe: aresztowano zarówno tych, którzy obdzierali kobiety, jak i tych, którzy kobiet przed obdzieraniem bronili.
Jednych wzięto w kamasze, drugich posłano na przymusowe roboty. Jak to za cara.
A przedstawiciele zagranicznych mocarstw wysłali do swoich rządów tajne raporty interpretujące to zdarzenie: każdy dopatrywał się bądź to intrygi carskiej, bądź niepodległościowej, bądź też interesu któregoś z mocarstw sasiednich.
Tymczasem był to zaledwie wygłup grupki rzekomo patriotycznej młodzieży, która na kanwie plotki i protestu chciała,pod przykrywką sprawy wielkiej,publicznie zobaczyć damskie gacie.
Na szczęście Rząd Narodowy (choć sam troszkę namieszał) obdzieranie pań z krynolin jasno potępił. Ci zatem "obdzieracze", którzy uniknęli aresztowania - a byli to, jak sie rzekło, w w znacznej części czeladnicy warszawskich rzemieślników -poddani zostali na rozkaz Rządu Narodowego przykładnej chłoście. Chłostę wykonali majstrowie.
(UWAGA: wszystko to piszę z pamięci, więc proszę wybaczyć nieścisłości – zainteresowanych szczegółami odsyłam do aneksów monumentalnej syntezy powstania styczniowego pióra prof. Kieniewicza).
***
Trudno przejść obojętnie obok afery Pussy Riot. Zbrodniarza Putina lubić i bronić nie można, ale równie małą sympatią napawa działalność aresztowanych niewiast, głupich tout court. Wzdragam się przed okazaniem im poparcia, przeciwnie: uważam, że ich działalność domaga się potępienia. Ale też, oczywiście, wzdragam się na myśl o drakońskim wyroku. Bezczeszczenie cerkwi powinno być karane i to zdecydowanie, ale nie tak, jak za cara.
Tym niemniej zamiast międzynarodowej solidarności należałyby się bluźnierczyniom porządne klapsy. Na wzór chłosty, jaką w 1863 roku odebrała niesforna polska młodzież z rozkazu Rządu Narodowego – za aferę „gaciową”.
***
Niestety, cała sytuacja potwierdza pewne obawy: że jeśli w Rosji dojdzie kiedyś do jakiegoś przewrotu, to na czele znowu mogą stanąć szaleńcy, dewianci i bluźniercy w rodzaju rzeczonych pań, które w tej chwiliwłaśniezostają „namaszczone” na przyszłe przywódczynie poprzez skalę doznawanego prześladowania. Wyobrażam sobie na przykład taką Nadieżdę Tołokonnikowąna stanowisku "ministerki" kultury. Mój Boże! Inna rzecz, że w razie takiej rewolucji będzie ona zapewne jedną z tych pożytecznych idiotek, których kolejna rosyjska mafia rządząca szybko się pozbędzie. Tak samo wszak skończyła popierająca bolszewików awangarda.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)