Ale pozostają fakty.
Fakt pierwszy: wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, czyli wedle przekonania człowieka posługującego się rozumem – „katastrofa smoleńska” to był zamach. Że nie wszyscy przyjęli to do wiadomości, to trudno.
Fakt drugi: arcybiskup Michalik powiedział, o ile się nie mylę, w zasadzie tyle: „nie znamy prawdy o katastrofie smoleńskiej”. Usprawiedliwiał tym zdaniem podjęcie rozmów z Cyrylem. Według niektórych powiedział tym samym, że zamachu nie było. Być może jest to osobiste zdanie arcybiskupa. Ale wygłaszając powyższe, zacytowane zdanie potwierdził co innego: że oficjalne wersje opisu katastrofy są jego zdaniem funta kłaków warte. Rozumiem, że triumfalnie ogłaszający „wyjście Kościoła z mgły smoleńskiej” zgadzaja się z tym wnioskiem?
To i tak w ich wykonaniu duży postęp.
Fakt trzeci: śpiewano Komorowskiemu sto lat. Współczuje uczestnikom tej ceremonii. Jednak wyciąganie na jej podstawie daleko idących wniosków co do opinii żywionych przez ludzi Kościoła – jest co najmniej wątpliwe. Opinii co do tak poważnej sprawy nie zmienia się łatwo. Co najwyżej nie ujawnia się ich publicznie od razu.
A zamach smoleński pozostaje zamachem.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)