Spełnia się podejrzenie. U progu pierwszego dzwonka My będziemy mówić o fatalnej reformie - a z drugiej strony Oni, czyli GazWybor będą bombardować Nas - na przykład - wywnętrzeniami dotyczącymi lekcji religii.
Moje liczne dzieci miały w różnych szkołach różnych katechetów. Świetnych i średnich, no i bardzo średnich. Wiem, że z katechetami i lekcjami religii bywa duży problem. Mimo to rzadko komu biskup cofa misję. Jeśli już cofa - to podejrzewam, że naprawdę coś jest na rzeczy. I przyczyną raczej nie będzie zwyczajna, a jakże pospolita nieudolność pedagogiczna, na którą mało kto reaguje, niestety.
Przyczyną cofnięcia misji będzie (i zresztą powinno być) raczej właśnie to, o czym opowiada dzisiejsza GazWybor: mowa o katechecie, który zamiast przygotowywać dzieci do sakramentów(jak on sam pono powiada: "tresować") prawił im wykłady o innych religiach. Nie wiem, jak było naprawdę, bo opierać się tylko na relacji GazWyboru znaczy tyle, co wyrządzać człowiekowi krzywdę. Podejrzewając więc z góry jakąś manipulację skrobię tu reflekcję, która nasuwa mi sie na podstawie przeczytanej relacji - mając świadomość, że prawda może wyglądać inaczej. Oto pan od religii gada:
Duchowna część moich zwierzchników jest przekonana, że jestem zobowiązany - tak jak ksiądz w parafii - do przygotowywania dzieci do sakramentów. Ich zdaniem powinienem robić tak, jak chcą oni, a nie tak, jak widzę to ja - jako nauczyciel danego przedmiotu w szkole.
A dlaczego mam realizować program proboszcza i egzekwować od dzieci wykucie na pamięć przykazań czy innych treści z katechizmu, skoro ja nawet nie mam pewności, że one je rozumieją na etapie swojego rozwoju? Np. problem dogmatów, kary boskiej, cudzołóstwa, Niepokalanego Poczęcia, sakramentów itp.
[...] Ja sam zresztą nie rozumiem, dlaczego te lekcje mam rozpoczynać i kończyć modlitwą katolicką.
Pięknie, prawda? I to już wystarczy, jak ktoś chce czytać więcej, można: włosy się jeżą. Tu ograniczam się do powyższego cytatu oraz do oświadczenia, że gdyby rzeczywiście było tak, jak wynika z cytowanych przez GazWybor słów pana od religii, to po czymś takim dziecku mojemu chadzać na jego lekcje bym zabronił, a zarazem zainterweniowałbym u dyrektora szkoły, jakby nie poskutkowało, to u proboszcza, a jakby jeszcze było mało - no, to u biskupa.
Co pewnie w odnośnym przypadku, jak podejrzewać można, właśnie nastąpiło - i stąd cała afera. Tylko kędy indziej GazWybor o interwencji rodzicielskiej pisze szeroko i ją podkreśla - zawsze wszak lepiej brzmi "głos ludu". Tu zaś mówi tylko o niezadowolonych zwierzchnikach i o Kościele jako represywnej instytucji... było zapewneinaczej - bo przecież zazwyczajpierwsireagują rodzice...
A swoja drogą - dzielny biskup!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)