56 obserwujących
297 notek
490k odsłon
  1101   5

Jak to było z naszym wejściem do UE i jak jest dzisiaj?

Bez badań socjologicznych można uznać za prawdziwe twierdzenie, że większość Polaków nie chce dzisiaj wyjścia Polski z UE, ale absolutnie nie da się przyjąć, że taką postawę można nazwać „euro-entuzjazmem”. Polacy są bardzo realistyczni, przyjmują przynależność do UE jako dzisiejszą konieczność, jednocześnie dostrzegają wady takiej organizacji wspólnoty i ujawniające się coraz wyraźniej zagrożenia, więc z ulgą przyjmą odmienny sposób zjednoczenia państw europejskich, jeśli ktoś zechce naprawić to co jest.
Raz po raz słyszę w publicznych wypowiedziach przechwałki, że to ludzie lewicy wprowadzili Polskę do UE, a w tle wybrzmiewa to jako nadzwyczajne osiągnięcie, za które euro-entuzjaści, czyli większość Polaków winna im jest dozgonną wdzięczność. To prawda, że sam akt wstąpienia zbiegł się z czasem, w którym rządziły komunistyczne relikty PRL, bo rozczarowanie politykami  z  „tradycjami Solidarności” oplecionymi agenturalną siecią było tak duże, że polscy wyborcy ich odrzucili i wybrali starą, a trochę już oswojoną plagę. Jednak ktoś pamiętający ceremonię wprowadzania Polski do UE w 2004 roku z łatwością przypomni sobie kompromitującą, a może częściowo zabawną scenę, gdy prezydent Aleksander Kwaśniewski i premier Leszek Miller wyrywali sobie z rąk polską flagę, by w końcu wspólnie zatknąć ją na maszcie. Szkoda, że nikt tego dzisiaj nie pokazuje, bo jest to wymowna wizualizacja walki o wtłoczenie siebie w „historyczną pamięć”, która teraz jest tak chętnie przywoływana.
A przecież wprowadzanie Polski do UE w całym okresie przedakcesyjnym było zbrodnią przystosowania Polski do roli kolonii, głównie kolonii niemieckiej, w której Polacy coraz bardziej stawali się ubezwłasnowolnionymi niewolnikami we własnym kraju, a UE zwolna przekształcała się we wciąż nienazwaną jeszcze IV-tą Rzeszę. Wielu w tej zbrodni uczestniczyło, a lewica w sposób szczególny z wyznaczoną do roli głównego negocjatora Danutą Hübner, która odebrała później za te „zasługi” synekurę komisarza UE i otwarła sekwencję korupcji politycznej, którą zwieńczył po 10 latach Donald Tusk, obejmując wbrew Polsce funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej.  
Ten okres przedakcesyjny podsumowałem w dwóch obszernych artykułach zatytułowanych „Unia Europejska, a Polska” z podtytułami „Rozważmy to jeszcze raz” 4 stycznia 2002 i „Koronne argumenty przed referendum” 21 luty 2003, a ich treść przedstawiałem w rozmowach niedokończonych w Radiu Maryja, które wtedy trwały zwykle ponad 5 godzin. Dzisiaj jestem dumny z autorstwa tych artykułów, a jednocześnie mam gorzką satysfakcję, że wszystko co w nich zawarłem trafiało w sedno ówczesnego sporu, a prognozy wypełniły się z nawiązką. Poza Radiem Maryja w Polsce nie było żadnej debaty na ten temat, która zasługiwałaby na uznanie jej za merytoryczną dyskusję. Jedyna taka debata była w RM, gdzie występowałem razem z posłem Bogdanem Pękiem, a drugą stronę godnie reprezentowali śp. Maciej Płażyński i dr Jacek Saryusz-Wolski. Samotnie swój najbardziej kompetentny wkład w prezentację podstawowych zagrożeń realizowanej w takiej formie integracji przedstawiał też późniejszy euro-poseł śp. Filip Adwent, najbardziej kwalifikowany do tej roli i dlatego zlikwidowany brutalnie w makabrycznym wypadku drogowym. Na rzecz akcesji ostro pracował wtedy Roman Giertych szczególnie eksploatowany przez media, które słusznie uznały, że jego krzyk, kompletnie pozbawiony argumentacji, jest najlepszym wsparciem zwolenników akcesji. Giertych potwierdził taką swoją rolę wywiadem w porannym wydaniu Gazety Wyborczej po wieczorze referendalnym, który był zatytułowany: „Jestem Europejczykiem”. Dzisiaj wciąż przedstawiany jest jako główny przeciwnik akcesji i nikt tego nie prostuje, bo kłamstw jest zbyt wiele, by prostowanie drobnych i śmiesznych kłamstw miało znaczenie.
W istocie list Pasterzy KK odczytany ze wszystkich ambon w Polsce na tydzień przed referendum zadecydował o jego wyniku, zagwarantowanym też przez szerokie otwarcie pola dla manipulacji rozciągnięciem głosowania na dwa dni. Mogę to wszystko podsumować przywołując moją ówczesną prognozę, która miała wskazać alternatywę w razie odrzucenia przez Polaków akcesji w referendum 2003 roku. Otóż przewidywałem, że w takiej sytuacji w terminie do dwóch lat referendum byłoby powtórzone, ale warunki akcesji Polski byłyby mocno poprawione i nieporównanie korzystniejsze.

Dzisiaj ze szczególną ostrością ujawniło się poważne zagrożenie polskiej suwerenności, które niektórzy widzą jako zjawisko związane z nowymi tendencjami w pogłębianiu integracji europejskiej w formę superpaństwa. A przecież nie jest to żadna nowa tendencja i była przywoływana jako ważny element w argumentacji przed akcesją Polski do UE. Te tendencje w 2005 roku zostały zdecydowanie odrzucone i zablokowane w referendach we Francji i Holandii, gdy oba narody jednoznacznie wykluczyły możliwość ustanowienia europejskiej konstytucji. Ten sprzeciw narodów pozostaje ważny, może jeszcze ważniejszy dzisiaj, a argumentacja pozostaje taka jak wcześniej. Dlatego przytoczę cały fragment mojego artykułu z 2002 roku, gdzie tę argumentację przedstawiłem.       
     

Europejskie superpaństwo

Nasza suwerenność

Przyjrzyjmy się zatem specyficznej sytuacji Polski, tak zapalczywie wcielanej do Unii Europejskiej. Pierwsza i fundamentalna sprawa dotyczy naszej niepodległości i suwerenności. Mówią nam: nie ma dzisiaj kraju w pełni suwerennego, musimy więc też zrzec się części naszej suwerenności. Części?
Jeżeli bezkrytycznie przyjmuje się prawo stanowione gdzie indziej, akceptuje się narzucane ograniczenia, co nam wolno produkować, w jakich ilościach, z kim handlować, jakie spełniać warunki finansowe, jakie podatki nakładać? Jeżeli, wbrew własnym dalekosiężnym interesom, mamy zmieniać strukturę społeczną, rujnować polską wieś, ograniczać produkcję żywności, zmieniać swój jadłospis i stosować idiotyczne normy wymyślane przez chorych technokratów? Jeżeli, zaniedbując sami siebie, mamy dopieszczać różne mniejszości, tolerować paranoję obyczajową, znosić upokorzenia, pozwalać na fałszowanie własnej historii, edukować młodzież według narzuconych z zewnątrz wzorów, a nawet przekazywać w obce ręce sposób w jaki mamy być informowani? Jeżeli mamy oddawać obcym własność naszych banków, całych gałęzi przemysłowych, całych dziedzin produkcji, handlu, a nawet ziemi i terenów rekreacyjnych? Jeżeli wreszcie mamy na każde zawołanie wysyłać swoich żołnierzy, by walczyli o niejasne i często obce nam sprawy, jeżeli mamy organizować wspólną policję, przyjąć wspólną walutę, a ochronę zewnętrznych granic powierzyć obcym formacjom?
To na czym w końcu ma polegać nasza suwerenność? Czy na tym, że jeszcze przez jakiś czas wolno nam będzie mówić po polsku? Śpiewać polskie pieśni? Grać polski hymn? Mieć własne reprezentacje w różnych dziedzinach sportu i powiewać polską flagą?  
Każdy naród zasługuje na to, by być suwerenem swoich najważniejszych spraw, gospodarzem we własnym domu - w przeciwnym razie tworzy się potężne źródło konfliktów. Unia Europejska wyklucza utrzymanie suwerenności, bo dzisiaj już nikt nie ukrywa, że chodzi o likwidację państw narodowych. Nikt w Polsce nie kompromituje się już, mówiąc jednym tchem o Unii Europejskiej i Europie Ojczyzn - choć tak niedawno jeszcze używano powszechnie tej zasłony. Unia Europejska jest budowana jako super-państwo, które w zamierzeniach miałoby powtórzyć fenomen Stanów Zjednoczonych.
    Ta próba naśladowania Stanów Zjednoczonych skazana jest na niepowodzenie, bo w Europie mamy zupełnie inne warunki początkowe. Stany Zjednoczone budowane były przez ludzi wyselekcjonowanych przez szczególne okoliczności, które ich skłoniły do zerwania z dotychczasowym środowiskiem, by uczestniczyć w budowie Nowego Świata. Każdy, kto w ciągu pięciu wieków płynął przez ocean, mógł mieć własne wizje, ale był przygotowany i z góry akceptował swój udział w tworzeniu czegoś nowego - ci, którzy nie płynęli, tzn. rdzenna ludność, musieli zostać wyeliminowani. W Europie mamy prawie wyłącznie rdzenną ludność, ukształtowaną w długiej i burzliwej historii w grupy narodowe, wrośnięte korzeniami w swoją ziemię, swoją tradycję, kulturę i obyczaje. Jedność musi być budowana stopniowo, ze wzajemnym poszanowaniem, w sprawiedliwości i równości. Unia Europejska jest bardziej próbą powtórki budowy Związku Sowieckiego, choć narzędzie jakim wtedy była przemoc fizyczna zastąpiono dzisiaj przymusem ekonomicznym. To właśnie narzędzie nam pokazują, mówiąc: nie macie alternatywy. Perspektywy jednak są podobne - ta droga musi zakończyć się pełnym fiaskiem. Nie ma żadnej analogii ze Stanami Zjednoczonymi - UE to nie jest układ równych z równymi, z pewnością nie chodzi o autentyczne dobro wszystkich.
Polacy nie powinni mieć tutaj żadnych złudzeń- całe doświadczenie "współpracy" Polski z krajami UE po 1989 roku, to ciąg działań skierowanych na kolonizację naszego kraju. W wielu okresach historii odczuwaliśmy bezwzględny egoizm Europy, na który niczym nie zasłużyliśmy. Mogliśmy oczekiwać, że po gehennie drugiej wojny światowej i narzuconym w jej następstwie zniewoleniu komunistycznym, doceniona zostanie nasza postawa i stworzy się warunki do szybkiej reanimacji i rozwoju. Przecież nie oczekiwaliśmy żadnej szczególnej pomocy, przecież nie liczyliśmy nawet na cząstkę takich kapitałów, które Niemcy wpompowali w swoje wschodnie landy. Mogliśmy tylko mieć nadzieję, że Polsce nie będzie się przeszkadzać, że będzie życzliwa, obustronnie korzystna i sprawiedliwa współpraca.
A jak było? Trudno wprost przytaczać przykłady bezwzględnych działań, przekrętów, oszustw, przekupstwa, straszenia, demagogii, w których uczestniczyły kraje UE z pośrednictwem lokalnych łajdaków, wypranych z szacunku dla własnego narodu, prześcigających się w czołganiu do Europy, nadstawiających piersi po niepolskie zaszczyty i ordery, wyciągających ręce po wynagrodzenia i obietnice synekur. Nie można mówić o życzliwym partnerstwie, gdy widzimy skutki - przejęto nasze banki, opanowano całe gałęzie przemysłu, zlikwidowano jego najbardziej konkurencyjne części, łapczywie przejmuje się handel, środki masowego przekazu, brutalnie niszczy się rolników przejmując zakłady przetwórcze, wreszcie wypycha się Polskę ze wschodnich rynków i blokuje eksport spekulacyjnymi zabiegami wobec polskiej złotówki. A wszystko według planu  głośno zadeklarowanego już dawno temu przez jednego z bardziej aktywnych realizatorów takiej polityki: "Polacy nie muszą żyć z własności, mogą żyć z pracy".
We wszelkie układy wchodzi się tylko z partnerem uczciwym, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie ma się w ręku narzędzi pozwalających wymusić uczciwe postępowanie. Po 12-letnich doświadczeniach nie musimy sobie niczego wyobrażać, lub antycypować - w przypadku UE nie mamy do czynienia z partnerem uczciwym. Nie sposób pominąć w tym układzie dominującej roli Niemiec, bo nikt nie ma prawa żądać od nas zapomnienia o historii - wręcz musimy o niej pamiętać, by uniknąć błędów. Pełen arogancji stosunek do Polski, zachłanność w przejmowaniu kontroli nad żywotnymi dla naszego narodu dziedzinami, a nawet legalne i nielegalne sięganie po naszą ziemię - to próba osiągania celów, których wcześniej nie udało się osiągnąć wojną. Tak niedługo po zjednoczeniu powraca buta, pogarda dla historii, nawet pretensje i oskarżenia urągające pamięci historycznej. Mamy pełne prawo do uczulenia i obaw opartych na wielowiekowych doświadczeniach. Chcemy współtworzyć dobrosąsiedzki pokój, ale nie wystarczy przebaczenie, potrzebna jest też sprawiedliwość. Wejście Polski do Unii Europejskiej w dzisiejszych warunkach to otwarcie szybkiego procesu likwidacji  Państwa Polskiego, przekształcenia Polski w rejon europejski i wielkie zagrożenie dla przetrwania  naszego Narodu.

Trzeba jeszcze rozważyć bolesną sprawę stanowiska w tej kwestii niektórych Pasterzy naszego Kościoła, które już zaczyna być nagłaśniane i wykorzystywane jako podstawowy argument. Istotnie niektóre wypowiedzi mogą budzić niepokój, bo przecież daleko im do jasności i precyzji z jaką Ojciec Święty mówi o Europie budowanej jako Wspólnota Ducha. Właściwie we wszystkich sprawach ekonomicznych, społecznych i politycznych artykuł niniejszy zawiera argumenty polemiczne dla każdego kto domaga się wcielenia Polski do Unii Europejskiej - w tych sprawach także polemika z autorami takich wypowiedzi jest uprawniona, przy pełnym szacunku dla Ich mądrości i przenikliwości. Są jednak inne sprawy, sprawy najważniejsze, w których uznanie szczególnych kompetencji i posłuszeństwo jest nakazem. Możemy więc tylko z pokorą pytać: "Dlaczego ukochani Pasterze chcecie nas wprowadzać do tej klatki bez wyjścia?". Słyszymy odpowiedź: "Bo Europa nas potrzebuje i my potrzebujemy Europy".  Pytamy więc dalej: "To nie Europa, to Unia Europejska - przecież tam nie ma Boga, tam się z Bogiem walczy?". Odpowiadają nam: " Wy tam Boga wniesiecie, otworzycie Chrystusowi drzwi Europy!". I tutaj rodzą się wątpliwości: Czy my, tak moralnie już osłabieni, tak bardzo zmuszeni do walki o byt, pozbawieni przewodników, upokarzani, już dzisiaj zbałamuceni, czy my potrafimy temu podołać? Przecież warunki będą o wiele trudniejsze, niż te, w których dzisiaj nie potrafimy podjąć wyzwania. Przecież ich narzędzia i metody będą jeszcze bardziej skuteczne, a nasze możliwości obrony jeszcze mniejsze. Więc na co mamy liczyć? Na co Wy liczycie, drodzy Pasterze? Czy naprawdę mamy przestać myśleć i zdać się wyłącznie na Opatrzność? Czy nie powinniśmy z Boską pomocą szukać innej, lepszej drogi? Dla Polski, dla Europy, dla Świata? Musi być inna droga!

To, co się w międzyczasie zmieniło jest niepokojące i nie do przyjęcia. Z jednej strony mamy coraz bardziej bezczelne tworzenie faktów dokonanych ze strony instytucji UE, które postępują tak, jakby pożądane przez nich super-państwo już było faktem. Kompletne lekceważenie zapisów traktatowych i arbitralne interpretacje prawa pokazują do jakiego stopnia prawnicy mogą posunąć swoje działania, które są prawdziwym terroryzmem prawnym i niweczą wszelki respekt dla prawa. Są wreszcie działania i wypowiedzi komisarzy, skrajnie głupich, niekompetentnych i nieodpowiedzialnych, powołanych na różne wysokopłatne funkcje w niejawnych korupcyjnych procedurach. To wszystko trzeba nazwać wprost kompletną degeneracją struktur UE.
Z drugiej strony nowym zjawiskiem jest, trudne do przewidzenia dwie dekady temu, ujawnienie się skrajnie nieodpowiedzialnych środowisk w Polsce, którym suwerenność Polski w ogóle nie jest potrzebna, a jest nawet przeszkodą dla ich interesów. Króluje tutaj kasta prawników stawiających się ponad prawem i tak szastająca językiem prawa, tak zmieniająca znaczenie słów i prostych zapisów, że pogrążamy się w chaosie, w którym nic nie jest ważne poza interesem jurgieltników i ich mocodawców.
Jest jednak też trzecia strona, która stwarza nowe okoliczności w porównaniu z 2003 rokiem. Jest nią pod każdym względem znacznie większa siła Polski, która wyrosła w ciągu ostatnich 6 lat i otwarła nowe perspektywy.

W ostatnich miesiącach i tygodniach sprawy nabierają takiego rozmachu, że trzeba nazwać sytuację Kryzysem Traktatowym UE. Powinniśmy przypomnieć, kto w Polsce jest suwerenem (art. 4 Konstytucji) i silnie wesprzeć nasze najwyższe władze, by podjęły odpowiednie działania wobec realnego zagrożenia suwerenności Polski. Premier M. Morawiecki, Prezydent A. Duda i Marszałek Sejmu E. Witek powinni w porozumieniu z władzami innych krajów uznać, że mamy poważny Kryzys Traktatowy UE i zwołać szczyt przywódców państw członkowskich przywracających jednoznaczność postanowieniom traktatowym. Trzeba zamknąć wszelkie działania instytucji UE, które są podejmowane w kierunku tworzenia super-państwa Europa, wbrew woli narodów państw członkowskich. Jeśli postanowienia takiego szczytu byłyby inne, to UE się po prostu rozsypie w nicość, mimo zagrożeń, jakie taki obrót spraw niesie.    


Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka