3 obserwujących
54 notki
14k odsłon
  550   0

Dlaczego Pospieszalski ma rację

Przepraszam za nieścisłość w tytule. Powinien on brzmieć: Dlaczego Pospieszalski ma rację, mimo że czasem może błądzić, mimo że szuka po omacku, mimo że odpowiedź może nie być jednoznaczna, mimo że wyzywają go od antyszczepionkowców, dziennikarzy antyrządowych, czy nawet nieuków, płaskoziemców lub sowieckich sługusów? A może tytuł powinien brzmieć: Dlaczego minister Nie-dzielski dzieli Polaków? Dlaczego minister Niedzielski nie ma racji, chociaż mu się wydaje... nie, chociaż udaje, że ją ma? I dlaczego udaje, że wie, jak sobie poradzić z tym, z czym próbuje sobie poradzić – po omacku zresztą – cały świat, nie wiedząc dokładnie jak sobie dać z tym radę i co z tego wyniknie za rok, dwa lub dziesięć?

Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Na dodatek jesteśmy straszeni i popędzani, aby jak najszybciej podjąć decyzję. Jednak w zaistniałych okolicznościach pośpiech nie jest wskazany (bo to nie łapanie pcheł), a strach sprawia, że człowiek może łatwo podjąć błędną decyzję. Jesteśmy bombardowani różnymi informacjami – pozytywnymi i negatywnymi – ale trudno z tej gmatwaniny wykrystalizować jakiś całościowy obraz. To fatalnie, bo taki obraz jest potrzebny, aby zobaczyć dokładnie punkt startu i obrać właściwy kierunek. Błędna decyzja w kwestii zdrowia nie zawsze jest jak pomyłka w trakcie jazdy, kiedy za wcześnie skręciliśmy (możemy wrócić do miejsca skrętu i jechać dalej) lub przegapiliśmy zjazd (możemy zawrócić i skręcić tam, gdzie trzeba), ale wszystko da się w prosty sposób skorygować. Tu niekoniecznie dana nam będzie szansa korekty.

Dlatego tak ważne są pytania, które zadają niezależni dziennikarze. Pytania, które mogą być niewygodne, które mogą się wydawać dziwne, ale na które powinno się odpowiedzieć. Niestety, zamiast tego słychać zwykle inwektywy, pouczenia, a czasem groźby. A wydawać by się mogło, że wszystkim nam chodzi o to samo, czyli o zdrowie, jego zachowanie i ochronę. Może jednak nie chodzi nam o to samo? Bo jeśli ktoś jednocześnie mówi o depopulacji (wiem, wiem, wyświechtana teza, lecz podaję ją tylko jako przykład), to może myśli o ochronie, ale... alle... alee... nie wszystkich, tylko wybranych... tylko niektórych? To w końcu też ochrona zdrowia, tyle że połączona z... segregacją – na dodatek ta segregacja jest niby przypadkowa (jak na wojnie szkody uboczne – ang. collateral damages), bo „po prostu” wyeliminowani zostaną starsi, słabsi, mniej odporni...

Jak to? Jeszcze do niedawna było to nazywane eugeniką i surowo piętnowane... Słusznie – do niedawna. Ale już nie, bo jeśli chodzi o twoją skórę, to co cię obchodzi czyjaś stara matka, prawda? Dla ciebie to tylko „jedynka” w statystykach, a dla kogoś najbliższa, ukochana osoba. Dlatego tak wkurzające są „wykłady z ambony” „znawców” (w tym blogerów) – oni już się doktoryzowali (internetowo), a nawet habilitowali, choć może powinni się najpierw zrehabilitować – których teksty bardziej przypominają strzały z ambony do zaskoczonej zwierzyny łownej niż biblijny przekaz pełen miłości i troski o bliźnich, którego oczekiwalibyśmy z tej drugiej, zupełnie innej ambony.


Narodzie polski, wiedz, co mówi ci Chrystus – nie bądź niedowiarkiem, ale wierzącym! Odważnie mówimy, nie pierwszy raz na ambonach stolicy: nie bądźcie narodem tchórzów, miejcie odwagę myśleć! (Prymasa Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński)


Ponieważ chodzi o zdrowie i życie – nasze i naszych bliskich – dlaczego mielibyśmy zaufać komuś, kto też nie wie na pewno? Kogoś, kto też posiłkuje się wiedzą kogoś innego, komu akurat on zaufał? Jakiegoś doradcy z tłumu innych doradców? Dlaczego właśnie on ma monopol na prawdę? Dlaczego nie możemy zadawać pytań? Wszak nie ma głupich pytań. Czy ubezpieczając samochód lub mieszkanie nie sprawdzamy ubezpieczyciela? Nie czytamy warunków polisy? Czy kupując jakiś sprzęt nie sprawdzamy warunków i okresu gwarancji? Czy wybierając uczelnię nie sprawdzamy jej renomy, nie interesuje nas kadra wykładowcza? Czy wybierając pracodawcę nie sprawdzamy jego wiarygodności, nie ustalamy warunków współpracy? To oczywiście pytania retoryczne. Dlaczego więc w przypadku kwestii tak istotnej jak nasze zdrowie mamy abdykować i nie zadawać żadnych pytań? Dlaczego mamy ufać bezgranicznie? Na zaufanie trzeba zasłużyć.

Nie ma zaufania instant. Można dać komuś kredyt zaufania, ale potem to weryfikujemy. Jeśli ktoś zasługuje na zaufanie, korzystamy z jego rad lub usług. Tymczasem przedstawiciele większość zawodów zaufania publicznego (chodzi o adwokatów, aptekarzy, architektów, biegłych rewidentów, doradców podatkowych, diagnostów, inżynierów budownictwa, komorników, kuratorów sądowych, lekarzy, notariuszy, psychologów, radców prawnych, rzeczników patentowych, urbanistów) zdołali już nasze zaufanie zawieść, więc... dlaczego teraz mamy zaufać lekarzom, farmaceutom i bizmesmenom (produkującym leki), o politykach już nie wspominając? To NORMALNE, że zadajemy pytania i chcemy się upewnić. Każdy, kto wmawia mi, że to jest nienormalne sam JEST NIENORMALNY. Przepraszam, jeśli to kogoś oburza. To nie jest rzucanie inwektywami. To logiczny wniosek. Odwaga myślenia – do której zachęcał Prymas Tysiąclecia chyba niektórych opuściła.

Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura