|
Rafał Ziemkiewicz
|
Nie wiem, na czym te oczekiwania były oparte. Czyżby ktoś sądził, że wyborcy lewicy nie wiedzą, że ich partia to sitwa, która "Polskę ma w d...", a "Oluś to krętacz, i to mały krętacz"? Wiedzą doskonale. I dlatego właśnie tak a nie inaczej głosują. Na sitwę, do której sami przecież należeli, nosząc w kieszeniach legitymacje PZPR lub jej przybudówek i czerpiąc z tego mniejsze lub większe profity - przecież nie zapisywali się do niej dlatego, żeby przedkładali dobro Polski nad swoje własne i swoich kumpli, tylko wręcz przeciwnie. I na "małego krętacza", którego liczne, nazwijmy to uprzejmie, niedoskonałości leczą szerokie rzesze rodaków z kompleksów i dają jakże pożądane przez każdego poczucie rozgrzeszenia z niedoskonałości własnych. Fenomen popularności Kwaśniewskiego ma przecież swoje korzenie w fakcie, że w Peerelu ludzie przywykli do codziennego kombinowania i prawie każdy coś tam naciągał w papierach, gdzieś musiał nakłamać, kogoś "posmarować" i tak dalej; zresztą zmiana ustroju wcale nie pociągnęła za sobą zmiany obyczajów. Kwaśniewski, ze swoim lewym wykształceniem i chachmęceniem w papierach, co rusz przyłapywany na kłamstewkach, właśnie przez to stał się wyborcom bliższy, niż gdyby szczycił się kryształową uczciwością. Oleksy zresztą, skoro już taśmę ujawniono, nie skorzystał z okazji, by otwarcie wystąpić jako krytyk swej formacji - kajał się i wycofywał rakiem z własnych słów, licząc, że może pozwolą mu zostać. Pamiętam komunistów z lat 80. - wszyscy oni starali się z każdym zaprzyjaźnić i wszyscy prywatnie walili w komunę jak w bęben. Pan wie, co ci durnie znowu wymyślili, pan wie, jakie to prymitywy są, jacy złodzieje?! - dokładnie jak towarzysz Winnicki sportretowany w "Alternatywy 4" Barei. Oleksy, mówiąc prywatnie to, a oficjalnie tamto, nie obalił żadnych stereotypów, tylko je potwierdził.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)