Pamiętam czasy, kiedy słowo miało wagę. Kiedy zdanie było konstruowane z namysłem, a język był narzędziem, które wymagało szacunku. Pamiętam kulturę dialogu, w której nie chodziło o to, by mówić — lecz także, by słuchać. Dbałość o tekst była dbałością o myśl, o precyzję.
Dziś ta kultura znika. Zastępuje ją bełkot, skrót, mem, półzdanie, półmyśl. Ludzie piszą tak, jakby mówili po pijaku: szybko, byle jak, bez rytmu, bez składni, bez sensu. Język przestaje być narzędziem przekazu i myślenia — staje się wyrazem emocji. Cofamy się do etapu, w którym krzykiem, sapaniem, spojrzeniem, mimiką twarzy lub tylko gestem będziemy się porozumiewać.
Kiedyś mieliśmy mistrzów słowa:
Kydryński — elegancja i rytm.
Dziedzic — precyzja i klarowność.
Suzin — wzorzec polszczyzny.
Kałużyński — błyskotliwa ironia i logika.
Urban — erudycja i publicystyka.
To byli ludzie, którzy mówili, a nie tylko „wydawali dźwięki”. To byli ludzie, którzy pisali, a nie tylko „stawiali znaki”.
Dziś mamy kulturę skrótu. Kulturę uproszczenia. Kulturę „jak najmniej wysiłku”. A wraz z nią — kulturę braku myśli.
Bo język nie jest tylko formą. Język jest treścią. Język jest myśleniem. Język jest cywilizacją.
Jeśli zanika kultura słowa — zanika kultura dialogu. A jeśli zanika kultura dialogu — zanika kultura w ogóle.
To nie jest problem estetyczny. To jest problem cywilizacyjny."
Podsumowanie.
Czytając komentarze na Salon24, w zdecydowanej większości widzę potwierdzenie tego, o czym piszę: bełkot, chaos, wypowiedzi nie na temat, plemienna solidarność zamiast argumentu. To samo słychać i widać w niżej zamieszczonym klipie — i niestety nie są to wyjątki. Tak wygląda codzienna rzeczywistość: na ulicach, w internecie, w rozmowach.


Komentarze
Pokaż komentarze