krysz krysz
163
BLOG

Pan Tomasz Sakiewicz… Ale o co Panu chodzi? *(o tekście „Cudak, czyli towarzysz Szmaciak n

krysz krysz Polityka Obserwuj notkę 9
Tekst Tomasza Sakiewicza jest zbiorem luźnych haseł, emocjonalnych metafor i niejasnych pojęć, które nie składają się w żadną spójną myśl. Trudno ustalić, co autor właściwie chce powiedzieć, bo każde zdanie otwiera nowy wątek, a żaden nie zostaje wyjaśniony.

image

Pan Tomasz Sakiewicz… Ale o co Panu chodzi?

*(o tekście „Cudak, czyli towarzysz Szmaciak na nowo”)

Pan Tomasz Sakiewicz opublikował dziś felieton, który zaczyna się jak poważna diagnoza państwa, a kończy jak zapis emocjonalnego monologu, w którym pojęcia mieszają się z metaforami, metafory z insynuacjami, a insynuacje z groteską. Problem w tym, że po przeczytaniu całości trudno odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie: o co właściwie autorowi chodzi?

1. „Napady” zamiast faktów

Sakiewicz pisze o „organizowaniu napadów na publiczne media, prokuraturę, KRS, Akademię Wymiaru Sprawiedliwości” i „przygotowaniach do napadu na Trybunał Konstytucyjny”. Słowo „napad” ma zastąpić wszystko: opis prawny, fakty, kontekst, procedury. Nie dowiadujemy się:

    • jakie działania konkretnie ma na myśli,

    • kiedy miały miejsce,

    • na jakiej podstawie prawnej,

    • kto je przeprowadził,

    • jakie były skutki.

Zamiast tego dostajemy język rodem z kroniki kryminalnej. To nie jest analiza — to jest emocjonalne nazewnictwo, które ma wywołać w czytelniku poczucie zagrożenia.

2. Katastrofa bez mechanizmu

Po „napadach” następuje zdanie:

„Spychają nas w odmęty jakiegoś szaleństwa, które musi się zakończyć upadkiem państwa.”

Dlaczego „musi”? Na podstawie czego? Jakie procesy miałyby do tego prowadzić?

Autor nie podaje żadnego mechanizmu. To jest proroctwo, nie argument.

3. „To już nie jest żadna koncepcja polityczna…” — tylko jaka?

W kolejnym zdaniu Sakiewicz stwierdza:

„To już nie jest żadna koncepcja polityczna ani nawet projekt superpaństwa europejskiego.”

I tu pojawia się zasadniczy problem: autor nie mówi, o jakiej koncepcji politycznej w ogóle pisze.

Czy chodzi o:

    • politykę rządu?

    • integrację europejską?

    • działania Komisji Europejskiej?

    • ideologię liberalną?

    • projekt federalizacji UE?

Czytelnik ma sobie dopowiedzieć treść według własnych lęków i przekonań. To jest puste hasło, które brzmi poważnie, ale nie odnosi się do niczego konkretnego.

4. „Przystępując do tego projektu…” — do jakiego projektu?

Sakiewicz pisze o ludziach, którzy „przystąpili do tego projektu”. Problem w tym, że żaden projekt nie został wcześniej zdefiniowany.

Nie wiadomo:

    • co to za projekt,

    • kto do niego przystąpił,

    • kiedy,

    • w jaki sposób,

    • jakie działania są jego elementem.

To jest konstrukcja istniejąca wyłącznie w tekście — worek, do którego można wrzucić wszystko.

5. Groteska zamiast argumentów

W pewnym momencie felieton przechodzi w satyrę:

    • „marcowy docent”,

    • „łączność operacyjna z toalety”,

    • „towarzysz Szmaciak”.

To są obrazy mające ośmieszyć bohatera, ale nie wyjaśniają niczego. Groteska miesza się z polityką, a polityka z kabaretem. Czytelnik ma się śmiać — nie myśleć.

6. „Afera wszech czasów”, która nie zostaje opisana

Autor sugeruje, że „wszystko jest jasne”, ale nie wyjaśnia co. Nie podaje żadnych faktów. To jest klasyczny zabieg: zbudować wrażenie oczywistości bez przedstawienia dowodów.

7. Porównania do komuny — zamiast analizy

Sakiewicz pisze:

„Dokładnie tak wyglądała komunistyczna propaganda.”

To jest porównanie mające wywołać emocję, nie wyjaśnić sytuację. Nie ma tu żadnej analizy — jest tylko etykieta, która ma zastąpić argumenty.

8. Puenta, która nie wynika z niczego

Felieton kończy się stwierdzeniem, że „system Tuska” czeka los komuny, bo komuna była „bandycka i nieudolna”.

To jest teza postawiona na początku i powtórzona na końcu, bez dowodów po drodze. Cały tekst jest emocjonalną pętlą, nie logicznym wywodem.

Zamiast zakończenia

Felieton Tomasza Sakiewicza nie odpowiada na pytanie, co się właściwie dzieje w państwie. Nie analizuje faktów, nie podaje danych, nie definiuje pojęć. Zamiast tego buduje atmosferę zagrożenia, posługując się:

    • niedookreślonymi pojęciami („projekt”, „koncepcja”, „napady”),

    • katastroficznymi metaforami,

    • porównaniami do komuny,

    • groteską,

    • insynuacjami.

Dlatego pytanie, które narzuca się po lekturze, brzmi prosto:

Panie Sakiewicz — ale o co Panu chodzi?

…………………………

Autoprezentacja w zakładce „O mnie”

W zakładce „O mnie” autor nie przedstawia krótkiej informacji biograficznej, jaką zwykle zamieszcza się na portalu publicystycznym.

Zamiast tego prezentuje niemal pełne CV: stanowiska, funkcje, projekty, zasługi, jakby chodziło o aplikację do administracji państwowej albo do rady nadzorczej.

Pierwsze zdanie poświęca swojej działalności przy dzieciach z upośledzeniem umysłowym. Sama praca z takimi osobami jest czymś szlachetnym i ważnym, ale w tym układzie wygląda jak element PR, nie jak naturalna część życiorysu. Prawdziwa pomoc nie potrzebuje autoreklamy. Tutaj zostaje wstawiona na początek, jak moralny punkt otwarcia, który ma ustawić odbiór całej reszty. Powstaje dysonans: czy to jest opis działalności charytatywnej, czy element PR‑u? Układ treści sugeruje, że chodzi raczej o budowanie wizerunku niż o informację o sobie.



krysz
O mnie krysz

A taki tam sobie...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka