Zostaw za sobą piękna ślady...
Szczęście to codzienne odczuwanie własnego wolnego istnienia
136 obserwujących
1459 notek
1103k odsłony
891 odsłon

Czy to dalszy upadek Łukasza Warzechy?

Wykop Skomentuj9

Szanowny Pan Łukasz Warzecha popełnił był opinię opublikowaną na onecie.pl dotyczącą wyników wyborów prezydenckich w 2020 roku. Stało się to w pierwszy dzień po wyborach, kiedy okazało się, że prezydent A. Duda zapewnił sobie reelekcję.

Naprawdę nie wiem czy ten tekst jest przez niego wyrazem żalu, że A. Duda jednak wybory wygrał, czy też jest to po prostu dla autora konieczność pisania w takim duchu jak chce obcy Polakom i płacący mu portal onet.pl.

Celowo podkreślam "obcość" tego portalu, aby wskazać, że niestety odegrał on i odgrywa niechlubną rolę medium przeciwnego Polsce, medium proniemieckiego wyrażającego nie naszą, polską wolę.

Szanowny Pan Łukasz Warzecha wielokrotnie zastrzegał, że pisanie przez niego na tym portalu czy w "Fakcie" jest jego prywatną sprawą i z definicji odrzucał takie niby insynuacje jak moja a wyrażające myśl, że żaden szanujący się Polak nie powinien mieć żadnych związków z takimi wydawnictwami. Ot choćby np. tylko dlatego, że ich rolą jest podważanie demokracji w Polsce i atak na naszą polskość.

image


Ja podtrzymuję swoje zdanie, które nabrało jeszcze silniejszego zabarwienia po przeczytaniu artykułu Szanownego Redaktora, którego ongiś naprawdę ceniłem... ale było to w sumie bardzo dawno.

Zresztą ta już była wyborcza kampania wulgarnej nagonki na prezydenta A. Dudę jaką np. siał "Fakt" winna była skłonić Szanownego Pana Łukasza Warzechę do zastanowienia się nad swoją przyszłością dziennikarską a nie poddańczego wobec pracodawców napisania bardzo dziwnego tekstu.

Pytam się po co ten artykuł? Przecież Pan Redaktor współpracuje też z innymi mediami i wcale nie było konieczności pisania na zamówienie poniższego tekstu:

{w takim nawiasie i kursywą moje komentarze}

------------------------------

Treść za: https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/wybory-prezydenckie-2020-lukasz-warzecha-na-co-bedzie-stac-andrzeja-dude-opinia/mbregbk,79cfc278

Słowa są ważne, ale same słowa niczego nie naprawią. Jeśli zwycięzca wyborów chce naprawdę cokolwiek zmienić, musi wykonać konkretny i poważny gest. Czy będzie go na to stać?

Andrzej Duda zdobył drugą kadencję. Nie jest to zwycięstwo przytłaczające, przeciwnie, wyborcy podzielili się niemal równo po połowie. Jeśli ktoś mógł sobie wyobrażać, że zakończenie tej wyjątkowo paskudnej, skrajnie momentami prymitywnej i obrażającej inteligencję wyborców kampanii oznacza obniżenie napięcia, to się mylił.

Zakładając, że media społecznościowe – w których toczyła się duża część kampanii – są odbiciem nastrojów elektoratów, a przynajmniej ich najbardziej zaangażowanej części, możemy uznać, że i po jednej, i po drugiej stronie zainteresowanie uspokojeniem nastrojów jest niewielkie.

{Szanowny Panie Redaktorze! Proszę mi wskazać, co po stronie rządzących i A. Dudy było lub jest takiego, co nakazuje Panu powiedzenie, iż po jednej i po drugiej stronie nie ma zainteresowania uspokojeniem nastrojów społecznych? Proszę o odpowiedź kto tak naprawdę był stroną nienawistną w tej kampanii. Czy sztab i wyborcy R. Trzaskowskiego czy A. Dudy? Dlaczego Pan zrównuje te elektoraty sprowadzając elektorat patriotyczny do elektoratu brudnej i nienawistnej kampanii wyborczej. Konkrety proszę a nie o bajdurzenie o wzajemnej nienawiści!}

Niszczące emocje

Opisywanie emocji, które pojawiają się po obu stronach, tym razem sobie daruję. Umie je sobie odtworzyć każdy w miarę uważny obserwator. Ważne, że te emocje stają się coraz bardziej niszczące.

Broniłbym tezy, że mamy do czynienia z kumulacją złych uczuć. Że poczucie, iż ostatnia kampania była wyjątkowo fatalna nie bierze się tylko z tego, że mamy ją świeżo przed oczami. Wszak ta z października ub.r. była całkiem niedawno i jako żywo nie była tak wyniszczająca, tak agresywna, tak momentami chamska. Ale to był wyjątek.

Frustracje i złe emocje narastają stopniowo od 2005 r., z wyraźnym skokiem w roku 2010 z powodu katastrofy smoleńskiej.

Mało kto to może dziś pamięta, ale w latach 2005-07 istniała jeszcze całkiem spora grupa „sierot po PO-PiS-ie”. Złe emocje zaczynały się dopiero budować. Wierzono jeszcze w wielu miejscach, że mimo wszystko może się udać coś wspólnego.

W 2007 r. złudzeń już nie było. Dwie kadencje rządów PO, które potem nastąpiły, były czasem rosnącej frustracji zwolenników PiS, traktowanych przez ówczesną władzę faktycznie momentami podle, a co najmniej lekceważonych. Lecz to być może 2010 rok sprawił, że o odbudowaniu normalności – czyli sytuacji, gdy oponent polityczny jest właśnie oponentem, a nie śmiertelnym wrogiem – już nie było mowy.

Polityczny spór zastąpiła wojna plemion na wzajemne wyniszczenie. Nie miejsce tu, żeby dokładnie wyjaśniać, dlaczego tak się stało. W każdym razie zwłaszcza od tamtego momentu rosło po stronie ówczesnej opozycji przekonanie, że przyjdzie czas odegrania się, politycznej zemsty w najgorszym znaczeniu tego słowa. Dlatego śpiewano na wzór czasu zaborów i Peerelu, „ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie”. Zarazem utrwalał się w polskiej polityce absolutnie fatalny duopol.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka