Zostaw za sobą piękna ślady...
Szczęście to codzienne odczuwanie własnego wolnego istnienia
131 obserwujących
1240 notek
938k odsłon
734 odsłony

Czy wynagrodzenia najwyższych funkcjonariuszy państwowych nie powinny wzrosnąć?

Wykop Skomentuj49

Powiem szczerze. Krew we mnie wrze, gdy wielu przedstawicieli naszej, prawej sceny politycznej dostaje krytycznego amoku na jakąkolwiek wieść, że posłowie PiS mają więcej zarabiać (jak i innych partii) oraz powinny być podwyżki dla najważniejszych funkcyjnych pracowników państwowych. Tutaj też jest krytyka nawet nagród (premii), które Ci urzędnicy dostają. Ta krytyka dotyczyła np. nagród wypłacanych przez Panią Premier Beatą Szydło. Jakoś tych ostrych słów nie wypowiadano, wtedy gdy PO z PSL-em też podnosili zarobki funkcjonariuszom państwowym, choć w tym przypadku ten opór byłby uzasadniony brakiem kompetencji i działaniem koalicji PO-PSL na szkodę naszego kraju, noszącym znamiona zdrady stanu.

Zdaję sobie sprawę z motywów krytyki podwyżek wynagrodzeń, którym onegdaj (2016 rok) uległ niestety prezes PiS Jarosław Kaczyński nakazując wycofanie ówczesnego projektu podwyżek. Na pewno liczył się z tym, że mogłoby to być negatywnie odebrane przez wyborców, ale nie tędy droga. Zgodzę się też z negatywną oceną pomysłu doposażenia byłych "pierwszych dam", ale w czasie rządów prezydenta jego "pierwsza dama" powinna dostawać normalne rządowe wynagrodzenie, bo przecież też jest reprezentantką Polski na świecie i po prostu nie może normalnie pracować. Nie będę tego rozwijał, bo to jest drugorzędne. Nie mam też zamiaru dywagować na temat tzw. politycznych aspektów związanych z podwyżkami. 

Dalsza treść odnosi się do osób mających wiedzę, doświadczenie i umiejętności niezbędne do sprawowania określonych wyższych stanowisk funkcyjnych w danej organizacji a nie dyletantów nie mających pojęcia o zarządzaniu państwem lub celowo się kreujących na takich dyletantów. Jaki był poziom PO-PSL to słyszeliśmy w restauracji "Sowa i Przyjaciele"... ten knajacki język i te rozmowy o Polsce, którą nazywali państwem teoretycznym, gdzie jest tylko dupa i kamieni kupa. Im faktycznie żadnych wynagrodzeń nie powinno było się podnosić, ale inaczej jest dzisiaj, kiedy PiS naprawdę coś dla Polaków robi i rozwija Polskę. 

Krytyka pomysłu jakichkolwiek podwyżek jest dla mnie - delikatnie mówiąc - bezsensowna i wynika - z pewnością z niezawinionego - braku wiedzy w obszarze zarządzania i motywowania ludzi zajmujących się zarządczym kierowaniem wielkimi strukturami organizacyjnymi. Takimi są firmy różnego rodzaju a państwo jako całość jest przecież największą strukturą organizacyjną w kraju.

Tak się złożyło onegdaj, że pracowałem na wysokich stanowiskach. Każdy szczebel mojej kariery zawodowej wiązał się nie tylko ze zwiększeniem uprawnień, ale i zwiększeniem zakresu obowiązków i tym samym odpowiedzialności. 

To jest złota zasada zarządzania: z=u=o (zakres obowiązków=uprawnieniom=odpowiedzialności). 

Każdy też wyższy szczebel w danej strukturze organizacyjnej (firmie) wiązał się z bardzo dużym zwiększeniem moich wynagrodzeń. I to było zupełnie naturalne. Gdy doszedłem do szczebla tzw. top managementu to już o pieniądzach się nie mówiło a o innych motywacjach, tzw. pozafinansowych. Wcześniej z pewnością jednym z głównych motywatorów mojej pracy były finanse i zapewnienie rodzinie bezpieczeństwa finansowego. 

Godne wynagradzanie za pracę i wiedzę oraz doświadczenie jest normą i to wynagrodzenie jest do pewnego stopnia kariery zawodowej najważniejsze. Dla wielu zresztą tak jest przez całe życie, choć wraz z upływem lat inne rzeczy stają się ważniejsze, tym niemniej bezpieczeństwo finansowe jest zawsze ważne, tyle tylko, że jeżeli gonimy za pieniądzem to już nie ma czasu nad zastanawianiem się na temat strategicznych rozwiązań w firmach i w państwie jako całości. 

Trzeba sobie uświadomić, że w momencie, gdy zwiększa się odpowiedzialność i zakres obowiązków zwiększają się uprawnienia, nie tylko pod względem władzy i mocy decyzyjnej, ale i uposażenia finansowego. 

Trudno sobie wyobrazić, aby w firmie prezes zarządu zarabiał mniej niż jego podwładni. Zarabia z reguły kilka a nawet kilkanaście razy więcej od swoich, nawet bezpośrednich podwładnych. To samo inni członkowie zarządu oraz (oczywiście mniej) dyrektorzy pionów... choć i oni zarabiają dwa lub trzykrotnie więcej od podwładnych kierowników działów czy wydziałów. Kierownicy zaś dwukrotnie więcej niż zastępcy a ci dwukrotnie więcej niż szeregowi pracownicy. 

To jest naturalne i normalne, bo gdyby było inaczej nikt by nie zarządzał (nie chciał) i firma by upadła. To samo jest z państwem jako całością. 

Jak byłem odpowiedzialny za finanse i ekonomię firmy zatrudniającej przeszło 250 osób to moja praca trwała niemal 24 godziny na dobę. Nawet weekendowe biznesowe spotkanie na golfie to też była praca, bo podejmowaliśmy wtedy wiele strategicznych decyzji dotyczących przyszłości firmy, też tzw. alianse strategiczne. Każda moja decyzja musiała uwzględniać długookresowo dobro firmy oraz jej długookresowe trwanie i zapewnienie strategicznej (długoletniej) płynności finansowej. Każda decyzja mogła wpłynąć na trwanie lub upadek firmy i każda musiała być podejmowana z myślą też o tych 250 pracownikach i ich rodzinach oraz ich przyszłości. 

Wykop Skomentuj49
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka