Spór o Trybunał Konstytucyjny ma oczywiście charakter polityczny i na tym polega jego ciężar gatunkowy. Niewiele osób jednak wie, ze spory tego typu są dość często spotykane na świecie i warto o tym pamiętać jak lewactwo zarzuca Polakom, że są w trakcie takiego sporu. Podstawą jest zawsze to, ze pewne zapisy Konstytucji pozwalają na samowole w interpretowaniu prawa. Konstytucja PRL-BIS bije pod tym względem zapewne rekordy, jest napisana językiem nieścisłym, w wielu przypadkach budzi wątpliwości, albowiem niektóre przepisy są sprzeczne ze sobą.
W tej sytuacji TK ma w PRL-BIS władzę interpretowania przepisów Konstytucji we własnym interesie, równoznaczną wręcz ze stanowieniem prawa, co może być słusznie odczuwane jako wkraczanie w obszar kompetencji władzy ustawodawczej (Sejmu).
W XVIII wieku podobny spór miał miejsce w USA. Był to spór pomiędzy Prezydentem Thomasem Jeffersonem i Prezesem Sądu Najwyższego Johnem Marshallem. Chodziło oczywiście głównie o to jaką funkcję będzie pełnił Sąd Najwyższy i gdzie kończy się jego władza. Oczywiście modus vivendi polegało na tym, że Sąd Najwyższy ma oceniać zgodność praw z Konstytucją, bez wchodzenia w obszar sporów politycznych.
W połowie XX wieku ukuło się nawet pojęcie „judical activism”, odnoszący się do sedziów, którzy wchodzą w spory polityczne, w odróżnieniu od sędziów „ludzi środka” i „rycerzy wstrzemięźliwości”, którzy niemal wyłącznie lub wyłącznie skupiają się na analizowaniu zapisów prawa.
Prezes Rzepliński jest klasycznym „sędzia aktywistą”, angażując się niemal wyłącznie w spory polityczne, dokonując ocen politycznych zamiast wyłącznie prawnych, tym samym nie zajmuje się ochroną podstawowych wartości, praw ludzi i Narodu, ale walczy tylko i wyłącznie z przeciwnikami politycznymi. Usytuowanie TK w PRL-BIS nie umacnia bowiem, lecz zakłóca tradycyjny trójpodział władzy (wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza). TK ma możliwości utrącania uchwalonych ustaw i wpływania na proces stanowienia prawa, Sejm natomiast ma możliwości ustalania organizacji pracy TK i tym samym ingerencji w jego niezawisłość.
Podobnie dzieje się i w innych krajach (np. USA, Włochy), ale one nie mają innego istotnego problemu – ingerencji innych krajów, które „przy okazji” chcą pozbyć się niechcianego przez nich PiS. System demokratyczny zawsze będzie naznaczony konfliktem, tym bardziej, ze rozwiązania zawarte w obecnej Konstytucji PRL-BIS w sposób oczywisty zawierają w sobie zapowiedź konfliktu, a obcy to wykorzystują.
W miarę bezkonfliktowe funkcjonowanie możliwe jest tylko w przypadku, gdy Trybunał i większość sejmowa reprezentują podobne poglądy polityczne lub gdy Trybunał jest politycznie zrównoważony, a sędziowie są „rycerzami wstrzemięźliwości”.
To nie jest konflikt, to w zasadzie ujawniona wada aktualnej konstytucji, którą wykorzystują w grze politycznej postaci pokroju Sorosa, Michnika, Schulza,Frans Timmermansa, Tuska, Petru, Jean-Claude Junckera i innych dziwnych postacizaniepokojonych możliwością utraty nadwiślańskiej kolonii.
I dlatego PiS nie może ustąpić w sprawie TK,jakiekolwiek ustępstwa bez perspektywy dobrych zmian w Konstytucji będą tylko chwilowym załagodzeniem sytuacji i prostą drogą do kolejnych rozbiorów Polski, który to proces został czasowo wstrzymany. Tu nie chodzi o to czy 15 czy 18, ani jak będą wybierani. Źródło konfliktu tkwi w złych zapisach Konstytucji nie rozdzielających w wyraźny sposób kompetencji Trybunału i Parlamentu, co jest prostą drogą do powstania kolejnych tragicznych zaniechań.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)