Druga. Jestem w domu. Za mną średnio udany dzień, bo też inny być nie mógł. Gdy Adrian Klarenbach, jeden z fajniejszych prezenterów Kuriera, zadał mi na wstępie mego lajfa nieoczekiwane pytanie, po prostu nie zrozumiałem... Powtórz, bo słabo słyszę - rzekłen, by zyskać na czasie, ale wybrnąć z sytuacji nie bardzo umiałem.
Nareszcie w domu. Zaglądam pod niedawne me posty. Tam zaś konradiuk zwraca mi uwagę, że czynne prawo wyborcze to prawo głosowania, nie zaś prawo bycia wybieranym, co w jednym z ostatnich postów udało mi się to pokręcić. Jestem tak zmęczony, że nawet nie jest mi wstyd, choć rzecz dotyczy problematyki, którą się zajmuję od lat. Czuję tylko zniecierpliwienie, bo trzeba poprawić, a to wysiłek.
Na mej liście wątków, które chciałbym tu poruszyć, jest już ze 40 pozycji. Same hity pod względem społecznej wagi spraw: emerytury, reforma służby zdrowia, podatki. Pod niemal tuzinem ostatnich postów brak moich odpowiedzi na komentarze. To be or not to be a blogger - czy to jest pytanie? Nie! Ono brzmi: how to be... etc. Moim zdaniem bloger nie pisze o tym, o czym czuje się zobowiązany pisać - lecz o tym, co aktualnie czuje. A ja czuję, że jestem śnięty i zniechęcony. Czemu daję wyraz.
Dziś nie lajfuję, ale mam 30 Minut. Nawet wiedziałem, o czym, ale zapomniałem. No, nie całkiem zapomniałem - coś o Stokłosie. Henryku Stokłosie. Pomnę, że zdaniem prokuratury coś przeskrobał podatkowo i zniknął. Jeszcze zdążę się przygotować.
Prawie wpół do trzeciej. Jeszcze mi się chyba nie zdarzyło, bym tak długo pichcił tak krótki post o niczym. Zapewne czas spać. Nie krzyczcie, dlaczego nie odnoszę się do tego, tamtego czy owego. Jestem zwykłym człowiekiem, żyję, jem, śpię...



Komentarze
Pokaż komentarze (12)