Już wczoraj przed południem, na końcu postu o decyzjach PKW obiecałem, że zajmę się tezą, jakoby przedterminowe wybory w tym roku oznaczały anulowanie kar, które wynikają z odrzucenia partyjnych sprawozdań finansowych. Czytam ustawę w kółko, od góry do dołu i od dołu do góry, i wciąż mam w głowie galimatias.
Według ustawy partia traci subwencję budżetową: ♦ na rok - w razie odrzucenia jej dorocznej informacji o sposobie wydatkowania subwencji (art. 34c) ♦ na 3 lata - po odrzuceniu jej sprawozdania o dochodach i wydatkach Funduszu Wyborczego (art. 38d). Nigdzie nie ma mowy o anulowaniu kary w razie nowych wyborów.
Dokładniej jednak oba wspomniane przepisy odbierają partii - uwaga - nie subwencję, lecz prawo do otrzymania subwencji, przyznane wcześniej zgodnie z artykułami 28 i 29. To prawo związane jest nierozerwalnie w wynikiem konkretnych wyborów i obejmuje konkretną kadencję Sejmu. A na mocy art. 32, w razie skrócenia kadencji, owo prawo wygasa. Obawiam się zatem, że należy uznać, iż wygasa wtedy też kara dotycząca owego prawa. W nowych wyborach partia zdobyć może nowy tytuł prawny do subwencji, wolny od wszelkich obciążeń z poprzedniej kadencji.
Czemu obawiam się, że to poprawna interpretacja? Bo prowadzi do absurdu: oto w roku przedwyborczym można robić dowolne nadużycia finansowe. W najgorszym razie partyjny skarbnik pójdzie siedzieć - ale partia subwencji nie straci.
Uprzedzam zarzuty, że to post antyPiSowski lub antySLDowski: we wspomnianym wyżej poście, a także w następnym, dawałem wyraz wierze, że automatyzm i surowość kar ustawowych są nie na miejscu. I jeszcze do tematu wrócę. Tym razem powiadam jedynie, że jeśli już karać - to konsekwentnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)