Za godzinę sytuacja ma nieco znormalnieć: nie będzie koalicyjnego rządu nieistniejącej koalicji. Rząd schudnie wszakże tylko o dwa stołki, zajmowane przez Piotra Ślusarczyka (LPR) i Krzysztofa Filipka (Samoobrona): w gabinecie mniejszościowym nie będą już potrzebni ministrowie bez teki ds. kontaktów z koalicjantami.
Resorty budownictwa i gpspodarki morskiej, stworzone tylko po to, by dochować parytetu w rządzie, nie znikną. Premier podobno uznał, że powrotne wchłanianie ich struktur przez ministerstwa kiedyś macierzyste będzie za drogie - taniej mianować nastepców na tych kilka tygodni czy miesięcy. |Ale czy istotnie na krótko?
Nominacje są stosunkowo mało kontrowersyjne, a więc niekoniecznie na kampanie wyborczą. Równie dobrze może chodzić o pierwszy krok ku rządowi trzymającemu low profile i mogącemu utrzymać się dość długo jako mniejszościowy. Z czyim cichym poparciem? Na pewno nie PO, ale poza tym nie wykluczałbym żadnych sensacji, które mogą nas czekać na przełomie sierpnia i września.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)