Przedstawiając mediom taśmę, która ma pogrążyć Andrzeja Leppera, minister sprawiedliwości wyglądał na triumfatora. Przez twarz Zbigniewa Ziobry przebiegał jednak czasem grymas oburzenia i złości. Zwłaszcza wtedy, gdy wyliczał polityków, którzy domagali się jego dymisji na podstawie słów Janusza Kaczmarka i Leppera.
Wówczas, pod adresem LiSa i całej opozycji - SLD, PSL i PO, Ziobro rzucił tonem człowieka, którego dotknęła sytuacja szokująca: - Oni uznali pana Leppera za osobę wiarygodną, a mnie za oisobę niewiarygodną.
Abstrahuję od obecnej, w istocie osobliwej sytuacji, w której mp. PSL powołuje się na Leppera, a SLD wydaje się poważnie rozważać poparcie kandydata na premiera wysuniętego przez LPR i Samoobronę. Czy jednak wcześniej to także PiS i Ziobro ostrzegali wszystkich wokół, by nie brać Leppera do rządu?
Przy okazji - punkt dla Ziobry, który podobno uchodzi za przystojnego i podoba się paniom (badania opinii publicznej). Opowiadając o nagraniu Leppera wyjaśniał, że obsługa w ministerstwie włączyła mu dyktafon: bo ja się na tym nie znam. Teraz spora część żeńskiej części elektoratu jeszcze bardziej utożsami się ze swym idolem, mrucząc pod nosem: jaki on słodziutki... Ale może to nie całkiem tak.


Komentarze
Pokaż komentarze (102)