Wkładając między bajki szanse powołania rządu Janusza Kaczmarka i przyjmując, że SLD nie poprze własnego wniosku o samorozwiązanie Sejmu - dojść łatwo do wniosku, że PiS i PO mogą doprowadzić do przedterminowych wyborów tylko poprzez procedurę zawartą w art. 154 i 155 Konstytucji. To słynne trzy kroki.
Prawodawca chyba nie pomyślał, że całej procedury można użyć do rozwiązania parlamentu, gdy opowiada się za tym większość sejmowa poparta przez prezydenta, ale skromniejsza niż 307 posłów niezbędnych do samorozwiązania.
Z tego punktu widzenia procedura zawiera szereg luk. Biedziliśmy się nad nimi przy dziennikarskim stoliku już w 2004, teoretyzując o końcu rządów Leszka Millera, a potem Marka Belki. Ale twardych wniosków zabrakło.
Do rzeczy. Po przyjęciu dymisji rządu prezydent ma powołać nowego premiera (art. 154.1). Czy może nie powołać? Litera Konstytucji wydaje się tego nie dopuszczać! Czyżby więc prezydent musiał kogoś powołać, by po 14 dniach stwierdzić, iż tenże nie przedstawił składu rządu? Bo jeśli nie - zawsze ktoś może mu zarzucić, że był kandydat z szansami i prezydent nie powołując nikogo złamał konstytucję...
Po niepowodzeniu kroku prezydenta czas na krok Sejmu (art. 154.3). Tu chyba nie ma wątpliwości: trzeba poczekać 14 dni, by stwierdzić, że się nie udało. Wreszcie krok trzeci, prezydencki (art. 155.1) - i powtórka z wątpliwości.
Będzie się o co kłócić! W razie zaś literalnej interpretacji ustawy może się okazać, że cała procedura zajmie minimum 6 tygodni. Potem miesiąc kampanii, wybory w II połowie listopada, posiedzenie nowego Sejmu w połowie grudnia i... jak będą się miewać decyzje, które muszą być podjęte przed Nowym Rokiem?


Komentarze
Pokaż komentarze (59)