Na dzisiejszym recitalu Zbigniewa Ziobry i jego girlsbandu (nazwa fatboysband byłaby obraźliwa) Czuchnowski zrazu pilnie notował. Potem wstał i ustawił się pokornie na końcu kolejki do mikrofonu służącego dziennikarzom do zadawania pytań. Znów minęło pół godziny i Czuchnowski był już przy mikrofonie, już witał się z gąską, gdy rzecznik rządu Jan Dziedziczak w jawnym akcie politycznej dyskryminacji niektórych mediów ogłosił, że ministrowie się spieszą i konferencję czas zakończyć.
Czuchnowski popełnił błąd taktyczny. Mikrofony były dwa, po jednym z każdej strony ogromnej sali na IV piętrze KPRM. Lewy mikrofon był w miarę blisko Dziedziczaka, ale prawy oddalony o jakieś 20 metrów, rzecznik więc zapewne z trudem dostrzegał, czy ktoś tam stoi, nie mówiąc o rozpoznaniu delikwenta. Uparcie preferował tedy lewą stronę. Czuchnowski zaś (jak na GW przystało?) wybrał prawą.
Gdy tak bezradnie stał przy martwym już mikrofonie w pustoszejącej sali, mieląc w ustach niezadane pytanie - czy Ziobro wyrażał zgodę na podsłuch jakiegokolwiek dziennikarza - zrozumiałem, że jego zamiary były pozbawione sensu. Przecież minister drogą operacyjną poznał już wcześniej pytanie Czuchnowskiego, a odpowiedzi udzieli na piśmie, na drodze procesowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)