Media kipią oburzeniem. W necie podobnie. Także w Salonie24 czytam, że posłowie w Sejmie cyrk urządzają. Ale to nie cyrk, nie farsa, lecz demokracja parlamentarna. Znów udowadnia, że jest ustrojem skutecznym także w krysyzie.
Przepraszam Pana Adama Wielomskiego. Jego post to pierwszy z brzegu przykład, wisiał właśnie na SG. Cytat znalazłem na wstępie, z resztą postu nie polemizuję. Skąd zresztą Polacy mają wiedzieć, co dzieje się teraz w Sejmie?
W mediach słyszą o ciągłych przerwach, votach nieufności, sporach o miedzę. Trudno wyłowić informacje o merytorycznych głosowaniach, debatach plenarnych i komisji, o tym, że Sejm pracuje od 9 rano do 3-4 w nocy. Nikt nie okupuje mównicy, przerwy są niezbyt liczne - wczoraj zajęły 4 godziny, dziś dwie. Jutro rano może być gorzej, ale to nie zmieni konkluzji: Sejm właśnie dowodzi, że jest w stanie pracować.
Winne są nie tylko media - także niektórzy posłowie. Ci z PiSu, którzy już wczoraj, po pierwszej przerwie, orzekli, że opozycja jak zwykle wszystko torpeduje; ci z opozycji, wg których marszałek korzystając z regulaminowych uprawnień dowodzi, iż się na marszałka nie nadaje. Media to relacjonują, czasem wzmacniają.
Gdy dziś Ludwik Dorn poprosił komisję ds. służb specjalnych, by zrobiła przerwę, dwaj posłowie opozycji zawołali do kamer, iż marszałek zamyka komisji usta i zakazuje obrad. Gdy po godzinie spór zniknął, wyglądali na zmieszanych. Podobnie jak poseł PiSu, który prosił Dorna o interwencję, a przed jej finałem ze swadą mówił, iż komisja zapewne łamie prawo. Wg bowiem Biura Legislacyjnego - nie łamała.
Nie jestem niewinny. Gdy ten spór wybuchł, podkreślałem wprawdzie przed kamerą, że to tylko prośba marszałka. Intuicja mówiła mi jednak, że Dorn pójdzie na całość. Czy mógłby nakazać przerwanie posiedzenia? Wg art. 152.4 regulaminu może nie zgodzić się na zwołanie posiedzenia; zatem przerwać trwającego - raczej nie może, ale... Czułem, że zechce. Chciałem być pierwszy, który to przewidzi, więc wspomniałem o możliwości sporu na tym tle. Para poszła w gwizdek. Teraz wiem, że ani Dorn wojny nie chciał, ani szef komisji Paweł Graś (PO) nie był gotów na obradowanie wbrew ewentualnej woli marszałka.
Czy chwalę wszystko, co się od wczoraj dzieje w Sejmie? Ależ nie. Przegłosowanie przerwy dla samej przerwy, tylko na złość marszałkowi, to głupota. Upór Dorna, który zapomina, iż warto oddać jedno ciastko, by w pokoju zjeść dwa inne, jest dziecinny. Odwoływanie u schyłku kadencji PiS-owskich szefów komisji to błazenada. Może wywołać reakcję łańcuchową - marszałek będzie zabraniał zwoływania komisji "przejętych" przez opozycję, co pachniałoby już kabaretem.
Ale ta głupota, ta dziecinada, ten kabaret - wciąż są dozowane z pewnym umiarem. Prace Sejmu opóźniają, ale ich nie paraliżują. A przede wszystkim mieszczą się w ramach regulaminu. Stosowanie w polityce miar czysto moralnych, wziętych wprost z bajki o Czerwonym Kapturku, jest bzdurą. Prawdziwsza, choć przesadzona, jest teza, iż w parlamencie to regulamin określa, co jest moralne.


Komentarze
Pokaż komentarze (66)