Nadchodzi czas kampanii - czas paranoi. Cokolwiek powiesz, cokolwiek napiszesz, masz jak w banku: oo, chce wyczuć, skąd wiatr wieje. Otóż zawsze miałem to w d. Ale gdybym nawet chciał wyczuć, nie mógłym, bo znikąd nie wieje nic oprócz smrodu.
Wiemy od wieków, że Jarosław Kaczyński to zwolennik spiskowej wizji dziejów. Nie jest też niespodzianką konstatacja, iż jest człowiekiem zarozumiałym. Obie te cechy są dyskusyjne. Ja nie znoszę tej pierwszej, ale dla wielu Polaków to zaleta. Druga z kolei cecha bywa niemiła, ale politykowi jest niezbędna, więc nie ma o czym gadać.
Premier przedstawił dziś jednak teorię cokolwiek przegiętą. Oświadczył, że ta wredna III RP podrzuciła PiSowi Janusza Kaczmarka za pomocą przygotowywanej od lat prowokacji. Należy rozumieć, że od wielu lat przed 2001, kiedy to Kaczmarek znalazł się już w najbliższym otoczeniu Kaczyńskiego.
Bardziej niż spiskowa wizja bije tu ze słów premiera megalomania. A może odwrotnie: niezmiernie wysoka ocena przeciwnika, co zresztą wychodzi na jedno. Bo pomysł, że jakiś układ gdzieś w połowie lat 90. uznał ludzi byłego PC za jajo noszące przyszłego smoka, który ów układ pożre - to pomysł megalomana. Który zapomniał już, że po upadku rządu Jana Olszewskiego wylądował na niemal dekadę na peryferii polityki.


Komentarze
Pokaż komentarze (113)