Krzysztof Leski Krzysztof Leski
267
BLOG

Jak Kali komuś zwiększyć PKB...

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 22
...to dobry uczynek, a PKB nie może zwiększyć Kalego. Zyta Gilowska czuła się więc bezpiecznie, gdy w sobotę na Konwencji PiS w Gdańsku oświadczyła:Dwuletni wzrost gospodarczy musi być zasługą rządu. Innych możliwości nie ma.

Gospodarka ma się sporo lepiej niż dwa lata temu. Rośnie od 2002, ale dopiero ostatnio zaczęło się to powoli przekładać na poprawę nastrojów społecznych. Jasne, że PiS będzie się starał wykorzystać to w kampanii - o ile do niej dojdzie.

Na PKB wpływa mnóstwo czynników. Koniunktura światowa, i u najbliższych sąsiadów, z którymi siłą rzeczy handlujemy najczęściej; system podatkowy, natężenie biurokracji, sprawność sądownictwa gospodarczego i systemu egzekucji długów; nastroje inwestorów krajowych i zagranicznych, zależne także od... mediów; podaż pieniądza na rynku i jego cena, czyli stopy procentowe; i wiele innych.

Co ma tu do gadania rząd i parlament? Decyduje o systemie podatkowym, stopniu biurokracji, częściowo o tempie i jakości pracy sądów gospodarczych. Może też pogorszyć atmosferę represjami takimi jak parę lat temu wobec Romana Kluski. W tych sferach rządy PiSu, tak jak poprzedników z SLD, zrobiły trochę dobrego i trochę złego. Grunt, że zanadto przedsiębiorcom nie przeszkadzały. Swoje zrobiły zaś przede wszystkim: rosnąca koniunktura w całej Europie, oraz wejście Polski do Unii.

Tak sądzę, ale nie mogę tego dowieść. Nikt nie może. Rzecz jest niemierzalna. By uczciwie zbadać wpływ różnych czynników na gospodarkę, trzeba by wielokrotnie sklonować... cały świat np. z września 2005, opracować listę czynników, których wpływ w jednych światach sie dopuszcza, a w innych eliminuje - i do dzieła. Gdy nawet nie będzie to już science-fiction, może to być wciąż troszeczkę za drogie.

Mierzenie i porównywanie zjawisk niemierzalnych to jednak ulubione zajęcie ludzi, także polityków, także w Polsce. Z wyciąganiem wniosków takich, jak w starym dowcipie o radzieckim naukowcu i stonodze, która straciła słuch. Do dziś tkwi mi w głowie Jan Rokita, który na wiecu przedwyborczym w Warszawie w 2005 r. odpowiadał na pytanie pani zaniepokojonej przepełnieniem klas w polskich szkołach. Rokita dowodził, że jakość nauczania i zachowanie młodych nie od tego zależy, bowiem: w Niemczech średnia liczebność klasy to 12 dzieci i jest fatalnie, a w Japonii ponad 40 dzieci i wciąż jest całkiem nieźle. Rokita pominął drobiazg: że system wychowania w rodzinie zmienił się w Japonii dużo mniej niż w Nienczech i pewnie to, a nie liczba dzieci w klasie, wpływa na lepsze wyniki japońskiej oświaty.

A ja byłem w niedzielę na rowerze. Wraz z moją kochaną K., ale tym razem bez followa i julll, którzy mieli inne ważne sprawy. I co? Poprzednie dolegliwości prawie nie wystąpiły. Jaki stąd wniosek? Oczywisty: dupa mnie boli od followa.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka