Temperatura poszła ostro w górę. Roman Giertych dowiódł, że jego wizjonerstwo polityczne przerasta o głowę trywialne rozważania platformersów i zamotane pomysły lewicy. Szef LPR zdaje się sądzić, że furda rząd, furda wybory, bo liczy się coś innego.
Liga natychmiast (a z przyczyn organizacyjno-technicznych dopiero o 16.00) stawia na trawniku przed Kancelarią Premiera kolejne miasteczko, białoczerwone, które ma tam trwać do skutku. Głównym zaś postulatem Ligi jest, by PiS przestał posługiwać się szyldem Solidarności przy okazji zjazdu związku i rocznicy Sierpnia '80. Zdaniem Giertycha premier Jarosław Kaczyński jako spadkobierca bolszewików i samego Lenina, a także Bieruta, Gomułki i Jaruzelskiego, nie ma do tego prawa.
Dodał też szef LPR, że wybory nie mają sensu, gdy trwają aresztowania. Jakże cenna wskazówka dla PiSu, jak utrzymać się przy władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)