Poszedłbym spać, ale... wychodząc z Sejmu spotkałem Przema Alexandrowicza. Super facet, poznałem go w 1980 albo 1981 jako działacza NZS i monarchistę. Dziś jest senatorem PiSu i muszę krótko odrelacjonować, co mi powiedział. Nic tajnego zresztą, ale kogo dziś interesują senackie komisje? Więc mediów tam nie było.
Otóż jedna z komisji przygotowała projekt ustawy mającej rozwiązać problem dóbr na Ziemiach Odzyskanych. Ze skomplikowanej prawniczej mowy Przema pojąłem tyle, że ustawa ma w uproszczeniu wyłączyć skutki prawne ksiąg wieczystych sprzed 1939 r. na tych ziemiach czyli prawnie usankcjonować to, co wydaje się zdroworozsądkowe - ogłosić, że ziemie te Polska nabyła, choć się o to nie prosiła, jako rekompensatę za inne, zagrabione jej ziemie, a zatem to nie Polska odpowiada za dawny status prawny nieruchomości, które na tych ziemiach zastała. Przejęła je niejako bez długów.
Przemo twierdzi, że opozycja w Senacie nie wydaje się przeciwna, a wg ekspertyz to legalna operacja. Oby. Senat ma to omówić i uchwalić dzisiaj, po czym ustawa trafić ma do Sejmu, a nadzieją senatorów jest, by Sejm swoje zrobił w tym tygodniu.
Uczucia mam mieszane, bo rzecz jest potrzebna, ale wrzutek w ostatniej chwili Sejm ma już aż nadto. Zwłaszcza, że ustawa, co Przemo przyznaje, nie rozwiąże problemu dziś najgorętszego - byłej własności tzw. późnych przesiedleńców, z lat 1970.
Zdaniem Przema sądy powinny w tych przypadkach stosować zasadę zasiedzenia. OK - pod warunkiem, że nie kosztem byłych właścicieli, jeśli ci zwrócili odszkodowanie otrzymane w Niemczech. Odpowiedzialność musi wziąć RP jako następca prawny PRL, która zmuszała emigrantów do oddania majątku.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)