Świat nie istniałby bez spychotechniki. Żyć by się nie dało. Ktoś musi nie spać, żeby spać mógł ktoś. Niniejszym ogłaszam, w imieniu swoim i Jasia Osieckiego, żeśmy tu naobiecywali nadaremnie (no dobra, sam obiecywałem w imieniu nas obu) i że nasz lobbying nie miał dziś szans powodzenia. Oczywiście to nie nasza wina, lecz ich.
Oni, posłowie klubów wszelkich, nie mają dziś głowy do takich bzdetów, jak Internet i zapędy Sądu Najwyższego, by blogi rejestrować jako czasopisma. Tych paru, co jeszcze mają głowę do pracy ustawodawczej, ma dość kłopotów z tym, co już czeka w Sejmie i co za chwilę ma być wrzucone. Lista stale rośnie, wspominałem o tym tej nocy, a teraz okazało się, że kompleksowa zmiana kodeksu pracy, o której fragmencie pisałem świeżutko, za chwilę wpłynie do Sejmu i zdaniem pana premiera też ma być przyjęta w tym tygodniu. To jest absolutne szaleństwo, a nie ustawodawstwo.
Nie będzie więc w najbliższym czasie noweli prawa autorskiego. Wszystkim, którzy są tematem zainteresowani, polecam lekturę VaGli - ten facet już się przez to przegryzł, a wczoraj wieczorem wyjaśnił mi, że pierwotne pomysły Waldemara Pawlaka i moje były, delikatnie mówiąc, nieprzemyślane. W skrócie - mamy żądać doraźnej zmiany art. 45 prawa prasowego, by brak rejestracji strony internetowej nie był karalny. Później przyjdzie czas na zupełnie nową ustawę, która uwzlędni, że od stanu wojennego coś się zmieniło i w Polsce, i w sferze dostępnych metod komunikacji. VaGla, liczymy na Ciebie, oferujemy pomoc, gdy Sejm otrzeźwieje. - Nie w tej kadencji - mruczy Jasio.
PS. Tu zaś wyjaśnienia VaGli, że nasz strach nieco wyolbrzymiony.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)