Plota poszła rano, ale faktem stała się po południu, gdy pomysł formalnie klepnęły trzy ciała za sprawę odpowiedzialne. Prezydium Sejmu, Konwent Seniorów i sam marszałek widzą to tak, że głosowania mogące decydować o losie izby odbędą się nie w piątek, lecz dopiero w sobotę po południu. Teoretycznie o 14.00. W praktyce zatem może w nocy z soboty na niedzielę Sejm raczy wyrazić swą ostatnią (?) wolę.
Środę i czwartek Sejm ma spędzić przy czarnej robocie ustawodawczej. Cały piątek oraz pół soboty zająć mają debaty: ♣ o skróceniu kadencji, ♣ o kontruktywnym votum nieufności z premierem Januszem Kaczmarkiem, oraz ♣ 14 osobnych debat nad wnioskami o dymisję 14 pozostałych w rządzie PiSu ministrów. Potem pewnie mały spektakl pt. "Przerwa, przerwa" i seria kilkunastu głosowań.
Po kuluarach krąży plotka, że premier chce zapobiec części tego scenariusza. Miałby w piątek rano wnieść do prezydenta o dymisję wszystkich swoich ministrów, ci zaś zostaliby za chwilę mianowani pełniącymi obowiązki. P.o. minister odwołaniu przez Sejm nie podlega, więc tych debat i głosowań by nie było.
Pytanie, co Sejm ma przerobić ustawodawczo, pozostaje bez odpowiedzi. Porządek obrad marszałek dopiero ustala po konsultacjach z prezydium i Konwentem. Cokolwiek ustali, będzie to legislacyjna paranoja. Powtarzam się, a zamartwiać się będę od jutra. Jak bowiem opowiedzieć o paru tuzinach ważnych ustaw, uchwalanych na chybcika do kwadratu, gdy prawie nikogo to nie obchodzi?
PS. Poprawka z godz. 19.10: otóż jednak głosowanie nad skróceniem kadencji ma się odbyć w piątek o 13.00, nad konstruktywnym votum (o ile do tego dojdzie) - w piątek o 15.00, a nad pojedyńczymi ministrami - w sobotę o 14.00. To już oficjalny komunikat. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że żaden z wicemarszałków i szefów klubów, których dorwałem po prezydium i Konwencie, nie umiał prawidłowo streścić ustaleń w sferze porządku obrad!! Jeszcze o tym skrobnę.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)