Jestem zmęczony. Dniem, który minął - i tysiącem drobizagów. Na przykład nieustanną wędrówką po necie w poszukiwaniu przepisów, które może regulują materię, o której piszę, którą zajmują się politycy. Googlowanie bez końca.
Nieznajmość prawa nie usprawiedliwia nieprzestrzegania prawa. Ale prawa przybywa - średnio jakieś 10 kilogramów papieru o gramaturze 70 g/m.kw. co dwa tygodnie, tj. co posiedzenie Sejmu. W necie waży to mniej, ale szukać prawie równie trudno.
Dlaczego? Bo nie starczy znaleźć jedną ustawę. Potrzebne będą odniesienia do tuzina innych ustaw oraz do kopy aktów wykonawczych. Czytasz i załamujesz ręce:
Art. 642. Reguły gry określi właściwy minister w rozporządzeniu.
Kiedy wydano rozporządzenie? Który minister mógł być wtedy właściwy? Gdzie szukać tego aktu? Jak? I po co? Przed oczami staje właściwa postać przepisu:
Art. 642. Reguły gry określi właściwy minister w rozporządzeniu.
I tak to powinno wyglądać. Na szybkim, bezpłatnym serwerze utrzymywanym przez państwo i aktualizowanym w dniu ukazania się odpowiedniego dziennika urzędowego. Kto za, kto przeciw webizacji i globanemu zlinkowaniu prawa w Polsce?


Komentarze
Pokaż komentarze (40)