Rozejmu w Sejmie raczej nie będzie. PiS nie odpowiedział na propozycję PO, SLD i PSL - i prawdopodobnie ją odrzuci. Obecne posiedzenie Sejmu nie będzie jednak ostatnim w tej kadencji - przynajmniej jeszcze jedno odbyć się może od 18 lub 19 do 21 września. Pytanie, co Sejm zdoła wtedy uchwalić i co to będzie warte.
Donald Tusk, Wojciech Olejniczak i Waldemar Pawlak ustalili dziś, że nie będą już żądać dymisji Ludwika Dorna ani blokować obrad. Warunek: marszałek i liderzy PiSu uzgodnią z nimi nową listę minimum ustaw, które Sejm rozpatrzy po głosowaniu nad skróceniem kadencji i które te cztery kluby przepchną już bez oskarżeń o obstrukcję czy wyborcze motywy decyzji legislacyjnych.
PiSowcy nieoficjalnie mówią, że wiary opozycji dać nie mogą, bo choćby dzisiejszy los ulgi prorodzinnej dowodzi, że PO jest nieobliczalna. - To propaganda, zerwaliby tę umowę za parę dni - mówi jeden z liderów klubu PiS. Wobec tego opozycja mówi, że PiS nie ma co liczyć na przepchnięcie w tej kadencji świeżo przyjetych przez rząd projektów ustaw, którymi usiłuje w dwa dni nadrobić dwa stracone lata.
Chodzi zwłaszcza o to, co PiS zapowiada od 2000 r. prorodzinną zmianę kodeksu pracy czy ustawę liberalizującą dostęp do zawodów prawniczych. Istotnie przesłanie dziś do Sejmu tych dużych projektów raczej też propaganda: PiS wie, że na uchwalenienie ma szans, a chodzi o to, by w kampanii oskarżyć opozycję, że blokuje zmiany. Tak jak zrobił w sierpniu z nowelizacją kodeksu karnego, choć dzień wcześniej wszystkie kluby zgodnie umieściły ją na liście rzeczy, na które już za późno.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)