W Sejmie mamy poślizg. Głosowanie skracające kadencję - najwcześniej o 16.00. Jak na mój gust zaś - może o zmroku, a może o północy. To było do przewidzenia.
Zawinił Fundusz Alimentacyjny. To III czytanie: regulamin nie dopuszcza dyskusji - tylko pytania do sprawozdawcy komisji i głosowania. Posłowie pytają więc: - Panie pośle sprawozdawco, według rządu... (tu dwie minuty opisu). Czy to prawda, że rząd jest głupi? - Lub: - Czy to prawda, że Polacy kochają rząd? - Trwało to godzinę, godzinę straconą, ale to też było do przewidezenia.
Szło o to, czy konkubina tatusia ma współodpowiadać majątkiem za alimenty, jeśli nie zapłacił ich tatuś. Tak to upraszczali posłowie, i to też było do przewidzenia.
Poślizg mam gdzieś, i tak spędzę tu pewnie noc. Ten przejaw pogardy dla regulaminu też mam gdzieś, bo nic się zrobić nie da - jeszcze nie znalazł się marszałek, który by to skutecznie ukrócił. Dorn próbuje ze skutkiem średnim, bywali lepsi i gorsi.
Ale tej retoryki nie mam gdzieś. Nie obchodzi mnie, czy wśród nieodpowiedzialnych rodziców panowie stanowią 90, czy 95%. Mam bardzo bolesne i zupełnie odwrotne doświadczenia. To też nie powinno mieć tu nic do rzeczy, ale pewnie dlatego szlag mnie trafia, gdy słyszę takie dyskusje. Wtedy popieram eurosłowo: rodzic.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)