Debata za nami. Nie będę próbował jej podsumować. Już wnioskodawcy powiedzieli, co do powiedzenia mieli.. Ot, kampania wyborcza. Prawie nic nowego. Prawie nic na temat. Parę zabawnych chwil. Kilka żenujących chwytów.
Seria sprostowań, sprostowań do sprostowań, wreszcie sprostowań do sprostowań do sprostowań, znów z Jackiem Kurskim w roli głównej. No i niezrzeszeni się rozgadali, zajmując proporcjonalnie 50 razy więcej czasu niż przedstawiciele klubów i kół.
I tak nie jest źle: dyskusja planowana na 3 godziny trwała 3:45. Pytań, których miało nie być - istotnie nie było.
Teraz przerwa - klub PiS już dawno zapowiadał, że przed głosowaniem chce mieć pół godziny. Na co? Nieważne. Ich prawo. Pół godziny w Sejmie to zwykle trochę dłużej niż pół godziny w Sevres. Potem pewnie jakaś chwila przepychanek, i może wreszcie głosowanie. Może za godzinę będzie po wszystkim.
Marszałek zapowiedział, że jeśli Sejm się skróci, on 10 minut później przed kamerami podpisze uchwałę, którą zaraz prześle do prezydenta. Wkrótce musiał sprostować: podpisze "zaraz po zakończeniu" konferencji premiera, którego wciąż w Sejmie nie ma, ale zapowiedział spotkanie z dziennikarzami "natychmiast po głosowaniu". Później w sali Kolumnowej wystąpić ma marszałek, a szefowie klubów zapraszają esemesami na niemal jednoczesne briefingi piętro wyżej, przy stoliku dziennikarskim.
A po serii briefingów zabierzemy się za debaty nad wnioskami o induwidualne vota nieufności. To jeszcze doba...


Komentarze
Pokaż komentarze (35)