Niedzielę święcić chciałem: mój pierwszy w tym miesiącu dzień wolny - kto wie, czy nie ostatni - uczcić przejażdżką rowerową. Najlepiej z followami, by doświadczalnie sprawdzić, czy moja teza się potwierdzi, czy też została postawiona zbyt pochopnie.
Ale za oknem deszcz i 13 stopni. A skoro mamy wybory, czas może pomyśleć, kto też je wygra i co z tego wyniknie. Przy całej mej pogardzie dla sondaży - czytam je. Biorę pod uwagę historię - jak dawniej sondaże przekładały się na wyniki. Używam wreszcie mego nosa. Te trzy czynniki, w proporcjach 1:1:2, to podstawa mych rozważań.
Gdybyśmy wybory mieli zaraz, PiS wygrałby dość wyraźnie. Coś w stylu: PiS 32%, PO 25%, LiD 16%, PSL 8%, Samoobrona 6%, a 13% dostałyby partie podprogowe. W Sejmie: PiS - 180, PO - 130, LiD - 75, PSL - 40, SO - 33, MN - 2. Pachnie patem, ale można klecić koalicje PiS-PSL-SO, PO-LiD-PSL, i oczywiście PiS-PO.
Ale kampania przed nami. PO jeszcze nie zaczęła. Sądzę, że trochę strat odrobi. Zyska może też SLD. Największa niewiadoma to PSL. Ostatnio milczało, dystansowało się od pyskówek - i rosło. Czy ostrą kampanią poprawi, czy pogorszy wynik? Albo, robiąc kampanię spokojną i poważną - czy nie zepchnie się samo na peryferie?
W październiku może się zdarzyć np. tak: PiS 30%, PO 28%, LiD 19%, PSL 11%, inni (12%) pod kreską. Zatem w Sejmie: PiS - 160, PO - 150, SLD - 90, PSL - 58, MN - 2. Tylko dwie koalicyjne możliwości: PO-PiS, PO-SD (z PSL czy bez).
Pewnie, że zdarzyć się może wiele innych rzeczy. Nie zdziwiłbym się zanadto, gdyby SLD wyprzedził Platformę, ani gdyby PO wygrała z PiSem nawet 4-6 punktami. Ale mała jest szansa na parlament znacząco różny od obecnego. Słyszę więc wokół siebie głosy: to po co te wybory? A o tym... w następnym odcinku :)


Komentarze
Pokaż komentarze (27)