Nareszcie mam chwilę czasu, odrobinę chęci i znakomity pretekst, by sprostować mało udany post z czerwca. Przeprosić, ale też wyjaśnić, jaki ból chciałem wtedy wyrazić; że ten ból nie znika, a moje pretensje do tych, którzy ból ten powodują - wręcz rosną. Zwłaszcza dzisiaj, po wyborczej fecie LiDu i owacji dla porządnych ludzi.
Już tytuł czerwcowego postu - A taki porządny człowiek był... - kiepsko mi się udał. Solidarnościowców, którzy dziś stoją u boku SLD, nadal uważam za porządnych ludzi. Ich wybór. Pisałem wtedy, i podtrzymuję dziś, że budzi to we mnie smutek.
Odpowiadając wszakże wtedy w pośpiechu na jedno z pytań mapisałem: wolałbym, żeby byli gdzieś bliżej PO, PiSu, ... Zabrzmiało jak teza, że tylko tam jest miejsce dla porządnych ludzi. A ja pod tymi paru słowy widziałem książkę - o żalu, że nie ma wciąż w Polsce lewicy innej niż wywodząca się z PZPR, że tak dramatycznie rozeszły się drogi ludzi podziemia, itp., itd.
Wątek miałem rozwinąć na dniach. Zeszło dni 78. I oto konwencjaLiDu: Aleksander Kwaśniewski z przewrotną dumą (czy hipokryzją?) wita Janusza Onyszkiewicza, Władysława Frasyniuka, Bogdana Lisa, Jana Kułakowskiego, Krzysztofa Pusza, Jana Lityńskiego. Sala reaguje owacjami, jakich nie dostali liderzy SLD.
Kwaśniewskiemu się nie dziwię. Współbudował PRL, ale osobisty sukces polityczny odniósł w RP. Ale na miejscu Onyszkiewicza poczułbym się jak eksponat w muzeum albo egzotyczne zwierzę w zoo, którym Kwaśniewski chwali się betonowi: widzicie, ci, których zwalczałem, przyznali mi rację.
Janek Lityński jest na mnie obrażony za to, co zimą napisałem o Adamie Michniku, choć to tylko anegdotyczny epizod. Sprawił, że do Adama nabrałem dystansu, którego już nic nie zlikwiduje - ale nigdy tego nie ekstrapolowałem na resztę środowiska KORu. Lit sądzi, że zdradziłem. Ja myślę, że to on zabłądził. Jesteśmy kwita.
Janusza Onyszkiewicza spotkałem latem w TVP i próbowałem wyjaśniać, co miałem na myśli w czerwcowym poście. Patrzył na mnie chyba ze współczuciem, bo trochę się zaplątałem. Szkoda, że wtedy nie mogłem mu odpowiedzieć wizją dzisiejszej Konwencji, która pomogła mi prezycyjnie pokazać, co mnie smuci i za co mam pretensje. Za to, że godzą się na rolę eksponatów, choć być może tego nie widzą. Za to, że w imię wpływu na bieg spraw wybierają sojusz z silniejszym, choć całe ich życie przed 1989 r. to dzieje walki z silniejszym w imię ideałów.


Komentarze
Pokaż komentarze (101)