Jakiś czas temu w trakcie rozmowy usłyszałem, że kiedyś byłem ideowcem a teraz jestem technokratą. Puściłem uwagę mimo uszu gdyż padła z ust osoby, której wówczas nie mogłem podejrzewać o choćby cień obiektywizmu tudzież sympatii pod moim adresem.
Niemniej wczoraj dyskutując po drodze z sesji z dwoma kolegami radnymi złapałem się na tym, że przez 90% czasu rozmawiam o targetach, budowaniu wizerunku, strategii medialnej itp. czyli właśnie o politycznej technologii. I faktycznie są to tematy, o których w ostatnich latach zdecydowanie częściej rozmawiam (chyba również piszę na tym blogu) niż o kwestiach ideowych czy ideologicznych. Może więc osoby obcujące ze mną dłużej faktycznie mogą odnieść wrażenie ewolucji mej osobowości od ideowca do technokraty…
Pochlebiam sobie, że wrażeniu fałszywemu, ale ciekawi mnie tu bardziej przyjrzenie się z możliwie obiektywnym szkiełkiem i okiem dlaczego zaistniał ten niezaprzeczalny fakt że chętniej i częściej niż kiedyś rozważam sprawy technologii polityki co może wzmiankowane wrażenie wywoływać?
Po pierwsze od dłuższego czasu generalny zrąb poglądów ideowych mi się nie zmienił (choć oczywiście delikatnie ewoluuje w kierunku który określiłbym od konserwatywnego liberalizmu do klasycznego konserwatyzmu). A ile można w kółko gadać o tym samym? Są takie tematy jak np. kara śmierci, aborcja, podatki, i wiele innych przy których mam wrażenie że wypowiedziałem już w życiu każdy możliwy argument i to po kilka razy. Powtarzanie tego samego w kółko Macieju jest dla mnie intelektualnie nieatrakcyjne. Tymczasem w przeciwieństwie do poglądów sfera technologii politycznej podporządkowana jest przesłankom pragmatycznym a nie aksjologicznym. Każdy więc nowy dowód z praktyki wprowadza modyfikacje i przewartościowania przez co ten zakres tematyczny postaje płynny i dynamiczny – a więc intelektualnie pociągający. Nie przez przypadek w sferze programowej również najchętniej sobie dyskutuje o tych nielicznych sprawach, w których nie mam twardych i opartych na aksjologii poglądów i w związku z tym poglądy mi się zmieniają (np. kwestie JOW czy finansowania partii z budżetu).
Po drugie największy przełom w prywatnym podejściu uprawiania polityki nastąpił u mnie w okolicach roku 2004 kiedy to zniechęciłem się ostatecznie do taktyki siania ziarna idei na rzecz taktyki długiego marszu przez instytucje. Przeszedłem od głoszenia jedynie słusznej Ogólnej Teorii Wszystkiego do koncentracji na „Make a change” choćby w najmniejszym możliwym wymiarze. W pewnym sensie można więc powiedzieć że rok 2004 to początek mojego zaangażowania w politykę bo wcześniejsza (od 1998) działalność to była raczej działalność popularyzatorska, publicystyczna czy coś w tym stylu. A w realnej polityce to „idee we mnie a niebo gwiaździste nade mną”, ale technologia polityczna to chleb codzienny. Siłą rzeczy częściej myśli się, rozmawia i pisze o tym co się robi na co dzień a nie o motywie który przyjęło się kilka lat wcześniej i który raz a dobrze do działania nakręcił.
Po trzecie krąg znajomych mam dość stały, co więcej w znacznej mierze wywodzący się z politycznego półświatka, więc kogo mogłem do swoich idei przekonać tego już przekonałem, kogo nie przekonałem to już pewnie nie przekonam – i znów roztrząsanie tematów programowo-ideowych byłoby kręceniem się w kółko.
Po czwarte w wiekiem obrosłem w różne obowiązki życiowe co zdecydowanie ogranicza czas jaki można przeznaczyć na radosną twórczość oratorską na każdy temat.
Wreszcie po piąte nic na to nie poradzę (i tak było zawsze), że o ile swoje poglądy i jakiś tam ogląd gospodarki, historii, etyki, filozofii itp. posiadam – to jednak najbardziej kręci mnie polityka jako taka, polityka jako proces w stanie czytego destylatu wypreparowany z interakcji z wcześniej przytoczonymi dziedzinami, w ujęciu zbliżonym chyba najbardziej do refleksji Carla Schmitt’a (nomen omen) z „Pojęcia polityczności” (btw – tu zwracam się do przedstawicieli politycznego półświatka którzy stanowią znaczącą część czytelników tego bloga – jak ktoś jeszcze nie czytał to gorąco polecam).
Choć oczywiście może się i tak zdarzyć że powyższe wywody są tylko wtórną racjonalizacją. Podobno jak ktoś uprawia politykę to prędzej czy później jego sumienie zaczyna zajmować się tym samym, hi hi.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)